Reklama

Skup mleka - Czysty czy brudny?

07/03/2001 13:12
Jeszcze kilka lat temu skup mleka we wszystkich wsiach Polski wyglądał podobnie: rolnik doił rano krowy, konwie (pospolicie zwane bańkami) wystawiał na drogę, potem na wóz zabierał je wozak-mleczarz, który następnie odwoził mleko do mleczarni.Tam zlewano je do jednego zbiornika i albo przetwarzano na miejscu, albo wieziono dalej, do dużego zakładu przetwórczego. Dziś, nadal mleko trafia do konwi, ale coraz częściej bezpośrednio do zbiornika chłodzącego, a stamtąd przepompowywane jest do auto-cysterny, która przewozi je do dużego zakładu przetwórczego. Do redakcji zadzwonił zdenerwowany czytelnik: - Dlaczego tak mało uwagi poświęca się skupowi mleka? – pytał. – Gdyby konsumenci wiedzieli, w jakich warunkach to się odbywa, to przestaliby pić mleko. Rolnicy robią, co chcą. Mleko jest skupowane z baniek na drodze, w upał i deszcz. Gdyby próby pobierane były podczas takiego poboru, to 90 % mleka byłoby pozaklasowe. Jak możemy wchodzić do Unii z taką organizacją? Jego dokładne obserwacje dotyczyły skupu w gminach Bulkowo, Radzanowo i Bodzanów. Aby podejść do tematu obiektywnie, zasięgnęliśmy języka tak u rolników-producentów, jak i w zakładach mleczarskich. Winy za niehigieniczny skup nie ponosi bowiem tylko rolnik, ale także firma mleczarska, które decyduje się na określoną formę skupu. Na terenie powiatów płockiego, gostynińskiego i sierpeckiego mleko skupuje 8 firm: Danone z Warszawy, Bakoma z Szymanowa, Bakoma Nova i Zorina z Kutna, OSM Sierpc, OSM Sanniki, OSM Łowicz, Proszkowania Mleka z Piotrkowa Kujawskiego. Każdy skupuje jak chce i gdzie chce: - To jest handlowanie jak na chińskim bazarze – tak opisuje sytuację na rynku mleczarskim jeden z pracowników gminy w Radzanowie. – Rolnicy stoją z bańkami na drodze i czekają aż przyjedzie samochód z mleczarni. Jeden miesiąc odstawiają do Piotrkowa, potem do Kutna (bo Piotrków za mało płaci), potem znów do Piotrkowa. W wymienionych przez czytelnika gminach działalność prowadzi m.in. Bakoma, Danone, proszkownia z Piotrkowa i Bakoma. Danone skupuje mleko tylko i wyłącznie ze zbiorników chłodzących – tzw. basenów – do których mleko trafia zaraz po udoju. Podobnie rzecz się ma z Piotrkowem, który dziennie skupuje 60 tys. litrów mleka: - Weterynaria by nas zabiła, gdybyśmy brali mleko z konwi – stwierdza kierownik skupu Stanisław Jamroży. – Skupujemy więc tylko ze zbiorników chłodzących, bezpośrednio od rolników i w punktach, do których rolnicy przynoszą mleko. W skali kraju rocznie skupuje się 6,5 mld litrów mleka, z tego 3 mld pochodzi bezpośrednio ze zbiorników chłodzących: - Nikt nie mówi o rezygnacji z baniek, ale nie ma już trzeciej klasy mleka, a w przyszłym roku ma się zrezygnować z drugiej. W bańkach będzie trudno utrzymać jakość, bo wymaga to bardzo wiele pracy. W lecie, gdy producent będzie stał z bańką do czasu przyjazdu samochodu po odbiór, nie będzie w stanie utrzymać jakości. Świeżo udojone mleko zawiera 10-20 tys. bakterii. Potem są dwie godziny okresu ochronnego, kiedy trzeba to mleko schłodzić do temperatury około 4 stopni. Jeśli się tego nie uczyni, to bakterie pomnażają się. Po upływie następnej godziny – znów mnożą się razy dwa. Jeżeli mleka nie schłodzi się w odpowiednim czasie, dochodzi się do setek tysięcy bakterii, a nawet milionów, ponieważ zależy to od warunków termicznych - wyjaśnia Wiktor Szmulewicz ze Święcic, właściciel 25 krów mlecznych, wiceprezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. Mimo tego z baniek nie rezygnują ani rolnicy, ani przedsiębiorcy mleczni: - Przez tyle lat mleko skupowane było z konwi i spełniało normy – mówi Jan Dąbrowski, prezes Zarządu OSM w Łowiczu, która działa m.in. w powiecie gostynińskim i kutnowskim i nadal skupuje mleko z konwi. – Dziś jest taki system, że są one wynoszone na określoną godzinę i trafiają do auto-cysterny. Zgadzam się z tym, że muszą być spełniane wymagania jakościowe, ale na miarę finansów i możliwości. Nie można stwierdzić, że mleko z konwi jest brudne, gdyż na bieżąco prowadzone są kontrole inspekcji weterynaryjnej i Sanepidu. Poza tym bądźmy realistami – jeśli tak dużo mówi się o powrocie do rolnictwa ekologicznego, to nie można po prostu zakazać małej produkcji mleka. Gdy jedni się bulwersują, inni uspakajają. Zwłaszcza ci, których problem nie dotyczy, ponieważ na przykład założyli mleczną grupę producencką i posiadają własny zbiornik chłodzący. Tak dzieje się w „mlecznym” gospodarstwie Zbigniewa Maruszewskiego w Zągotach, współzałożyciela Stowarzyszenia Producentów Mleka „Rol-Mlek” w Drobinie, z siedzibą w Bielsku: - Mleko do drugi dzień ze zbiornika odbiera od nas OSM w Sierpcu. Zbiornik gwarantuje zahamowanie rozwoju drobnoustrojów. Sierpecka OSM (jej teren działania to powiaty: sierpecki, część płockiego, lipnowskiego, rypińskiego, żuromińskiego, mławskiego i płońskiego) od 1 kwietnia tego roku definitywnie rezygnuje z mleka z konwi (pochodzi z nich zaledwie ok. 3 % mleka): - Wiąże się to z dużymi kosztami – jedna analiza kosztuje 7 zł. W tej sytuacji nie opłaca nam się odbiór mleka w małych ilościach. Rolnicy mogą zakupić zbiornik chłodzący na korzystnych warunkach kredytowych lub znaleźć innego odbiorcę – mówi Krystyna Sztybur-Bogacka, zastępca prezesa ds. handlu i skupu. Od konwi powoli odchodzi też kutnowska Zorina, która praktykuje odbiór mleka od małych dostawców w tzw. stacjach niskiego schładzania (podobnie jak Piotrków), dwa razy dziennie. I jeszcze głos osoby, która tradycyjnie, od wielu lat, odstawia mleko w konwiach: - To prawda, kosztuje mnie to dużo pracy. Bańki muszę przed każdym dojem myć dwukrotnie. Potem, zaraz po udoju, wstawiam je do schładzalnika z wodą. Tam mleko czeka na przyjazd cysterny samozbierającej. Nie stoi na deszczu, ani w upale, bo znam godzinę przyjazdu cysterny (szósta rano) i bańki wynoszę dopiero wtedy, gdy samochód jedzie przez wieś. Udaje mi się to, co często nie udaje się rolnikom posiadającym zbiornik chłodzący – od około roku co miesiąc moje mleko jest w najwyższej klasie ekstra – relacjonuje rolniczka z powiatu gostynińskiego. Fakt jest faktem: gdyby przeciętnego polskiego rolnika stać było na zakup zbiornika chłodzącego, „nie bawiłby się” w bańki, co kosztuje go bardzo dużo wysiłku i pracy: - Dopóki nie damy rolnikom czasu na dokapitalizowanie się, aby mogli kupić zbiornik, w interesie narodowym leży, aby skup mleka powiększać, nie zaś drastycznie obciąć, na przykład rezygnując z baniek – uważa Szmulewicz. Być może jednak problem baniek i rzekomo niehigienicznego odbioru mleka niebawem przestanie istnieć. Jak powiedziano nam w Bakomie, zgodnie z zarządzeniem Głównego Lekarza Weterynarii, rok 2001 jest ostatnim, w którym można w ten sposób odbierać mleko od producenta. (eg) Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości