Reklama

Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim

12/05/2020 10:00

Sztucznie usypane wzniesienie, tzw. terpa była jednym z elementów zabezpieczających olenderskie domostwo przed powodzią. Na takim wysokim około 3,5 metrowym wzniesieniu w Wiączeminie Polskim w 1935 roku został wybudowany kościół dla osadników wyznania ewangelicko-augsburskiego. Stał się on zalążkiem i centralnym punktem nowego muzeum typu skansenowskiego, które zostało otwarte w październiku 2018 roku. Jest najmłodszym skansenem w Polsce i jednym z dwóch muzeów na wolnym powietrzu w Polsce (obok Olenderskiego Parku Etnograficznego w Wielkiej Nieszawce) poświęconych osadnictwu olenderskiemu nad Wisłą i jedyną tego typu instytucją w regionie Mazowsza. Położony w malowniczym miejscu, 700 m od Wisły, pośród pól, łąk i lasów łęgowych, na Nadwiślańskim Obszarze Krajobrazu Chronionego, graniczącym z obszarem Natura 2000, zachęca do odwiedzin nie tylko miłośników historii, ale i przyrody.


Zobaczymy tu dwa różne typy zagród: jednobudynkową zagrodę liniową tzw. langhoff i wielobudynkową z oddzielną stodołą i suszarnio-powidlarnio-wędzarnią, a także kościół, szkołę i cmentarz. W najbardziej charakterystycznym dla olendrów langhoffie czeka nas kilka niespodzianek. Zaraz po wejściu, w kuchni znajduje się ciekawy mebel określany w terenie „typowo niemieckim wynalazkiem” – ślaban (z niem. Schlafbank – ławka do spania). To jeden z dwóch przedmiotów pochodzących z tego domostwa, który wrócił na swoje dawne miejsce. Tu zobaczymy też jeden z najstarszych wydatowanych zabytków z naszej kolekcji olenderskiej – niebieski stół kuchenny z 1819 roku, który pierwotnie wcale nie był niebieski. O czym świadczy pozostawiona w procesie konserwacji odkrywka. Z pewnością przyrządzono na nim i spożyto wiele potraw, w tym takie jak siulte ohre, siake fusier czy schowbe klycke. Tych olenderskich kulinariów o egzotycznych nazwach możemy spróbować podczas licznych imprez plenerowych organizowanych w skansenie. W jednej z izb odtworzono oryginalną tapetę z okresu międzywojennego, drugą zieloną izbę wyposażono w komplet mebli z kolorowymi ceglastymi malaturami, niespotykanymi poza gospodarstwami olendrów. Tu zapoznamy się też z niezwykle przemyślaną konstrukcją langhoffu, skupiającą pod jednym dachem część mieszkalną z oborą, stodołą i w tym wypadku jeszcze z wielofunkcyjną dobudówką. Ta idea umożliwiała mieszkańcom komunikację pomiędzy poszczególnymi częściami bez konieczności wychodzenia na zewnątrz w czasie powodzi, a z drugiej oszczędzała też miejsce na terpie. Wychodząc z tej zagrody warto jeszcze zwrócić uwagę na piwnicę zbudowaną z darniowej rudy żelaza – budulca, który u olendrów był często wykorzystywany w obiektach gospodarczych, rzadziej mieszkalnych.
W zagrodzie wielobudynkowej uwagę zwracają trzy różne typy pokryć dachów – strzecha, blacha i dachówka. Dom połączony z oborą, datowany na 1889 rok, pokryty był oryginalnie blachą stalową z przedwojennej Cynkowni Warszawskiej. W komorze obok kuchni znajdziemy m.in. sprzęty do obróbki lnu, a wśród nich mosiężne szczotki sygnowane inicjałami właściciela i rokiem 1806. W odróżnieniu od kultury polskiej, u olendrów przygotowaniem nici do tkania i samym tkactwem zajmowali się również mężczyźni. Całymi zaś rodzinami pracowali przy produkcji powideł buraczanych czy suszeniu owoców. Służyły temu specjalne wielofunkcyjne budynki murowane z czerwonej cegły. Nasz obiekt przeniesiony z pobliskiej wsi Rybaki wybudowany został z sygnowanej cegły z przedwojennej cegielni sannickiej. Znajdziemy tu miedziane kotły, prasę do odciskania soku z buraków, mieszadła, szuflady do suszenia owoców i beczki do ich transportu. Olendrzy byli znakomitymi sadownikami, słynęli z uprawy nieznanych szerzej gatunków jabłoni, gruszy i śliwy. Miejscowi mówią, że „na Łolendrach sadów było jak lasów”.
Skansen w Wiączeminie to nie tylko muzeum budownictwa, ale i krajobrazu. Znajdziemy tu elementy krajobrazu kulturowego stworzonego przez nadwiślańskich osadników: wyplecione łozinowe płoty, które miały za zadanie spowolnić odpływ wody i tym samym zabezpieczyć przed wypłukaniem gleby; terpy; staw pełniący funkcję retencyjną; sztuczne nasadzenia wierzb; odtworzone sady ze starymi odmianami; pole z dawnymi uprawami oraz przydomowe ogródki warzywne i kwiatowe. W tych ostatnich u olendrów królowała cesarska korona. Jedna z pierwszych roślin uprawianych na świecie. Niedawno zakwitła w naszym skansenie wraz z innymi kwiatami cebulowymi, sprowadzanymi przez osadników.
Odwiedzając skansen możemy liczyć nie tylko na kontakt z zabytkami stanowiącymi wyposażenie wnętrz, ale i żywy przekaz – wspaniałą opiekę przewodniczek, którymi są panie wychowane na Łolendrach, terenach zamieszkiwanych przez obcoetnicznych osadników nadwiślańskich.


Magdalena Lica-Kaczan, etnograf, kierownik Skansenu Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości