Sztucznie usypane wzniesienie, tzw. terpa była jednym z elementów zabezpieczających olenderskie domostwo przed powodzią. Na takim wysokim około 3,5 metrowym wzniesieniu w Wiączeminie Polskim w 1935 roku został wybudowany kościół dla osadników wyznania ewangelicko-augsburskiego. Stał się on zalążkiem i centralnym punktem nowego muzeum typu skansenowskiego, które zostało otwarte w październiku 2018 roku. Jest najmłodszym skansenem w Polsce i jednym z dwóch muzeów na wolnym powietrzu w Polsce (obok Olenderskiego Parku Etnograficznego w Wielkiej Nieszawce) poświęconych osadnictwu olenderskiemu nad Wisłą i jedyną tego typu instytucją w regionie Mazowsza. Położony w malowniczym miejscu, 700 m od Wisły, pośród pól, łąk i lasów łęgowych, na Nadwiślańskim Obszarze Krajobrazu Chronionego, graniczącym z obszarem Natura 2000, zachęca do odwiedzin nie tylko miłośników historii, ale i przyrody.
Zobaczymy tu dwa różne typy zagród: jednobudynkową zagrodę liniową tzw. langhoff i wielobudynkową z oddzielną stodołą i suszarnio-powidlarnio-wędzarnią, a także kościół, szkołę i cmentarz. W najbardziej charakterystycznym dla olendrów langhoffie czeka nas kilka niespodzianek. Zaraz po wejściu, w kuchni znajduje się ciekawy mebel określany w terenie „typowo niemieckim wynalazkiem” – ślaban (z niem. Schlafbank – ławka do spania). To jeden z dwóch przedmiotów pochodzących z tego domostwa, który wrócił na swoje dawne miejsce. Tu zobaczymy też jeden z najstarszych wydatowanych zabytków z naszej kolekcji olenderskiej – niebieski stół kuchenny z 1819 roku, który pierwotnie wcale nie był niebieski. O czym świadczy pozostawiona w procesie konserwacji odkrywka. Z pewnością przyrządzono na nim i spożyto wiele potraw, w tym takie jak siulte ohre, siake fusier czy schowbe klycke. Tych olenderskich kulinariów o egzotycznych nazwach możemy spróbować podczas licznych imprez plenerowych organizowanych w skansenie. W jednej z izb odtworzono oryginalną tapetę z okresu międzywojennego, drugą zieloną izbę wyposażono w komplet mebli z kolorowymi ceglastymi malaturami, niespotykanymi poza gospodarstwami olendrów. Tu zapoznamy się też z niezwykle przemyślaną konstrukcją langhoffu, skupiającą pod jednym dachem część mieszkalną z oborą, stodołą i w tym wypadku jeszcze z wielofunkcyjną dobudówką. Ta idea umożliwiała mieszkańcom komunikację pomiędzy poszczególnymi częściami bez konieczności wychodzenia na zewnątrz w czasie powodzi, a z drugiej oszczędzała też miejsce na terpie. Wychodząc z tej zagrody warto jeszcze zwrócić uwagę na piwnicę zbudowaną z darniowej rudy żelaza – budulca, który u olendrów był często wykorzystywany w obiektach gospodarczych, rzadziej mieszkalnych.
W zagrodzie wielobudynkowej uwagę zwracają trzy różne typy pokryć dachów – strzecha, blacha i dachówka. Dom połączony z oborą, datowany na 1889 rok, pokryty był oryginalnie blachą stalową z przedwojennej Cynkowni Warszawskiej. W komorze obok kuchni znajdziemy m.in. sprzęty do obróbki lnu, a wśród nich mosiężne szczotki sygnowane inicjałami właściciela i rokiem 1806. W odróżnieniu od kultury polskiej, u olendrów przygotowaniem nici do tkania i samym tkactwem zajmowali się również mężczyźni. Całymi zaś rodzinami pracowali przy produkcji powideł buraczanych czy suszeniu owoców. Służyły temu specjalne wielofunkcyjne budynki murowane z czerwonej cegły. Nasz obiekt przeniesiony z pobliskiej wsi Rybaki wybudowany został z sygnowanej cegły z przedwojennej cegielni sannickiej. Znajdziemy tu miedziane kotły, prasę do odciskania soku z buraków, mieszadła, szuflady do suszenia owoców i beczki do ich transportu. Olendrzy byli znakomitymi sadownikami, słynęli z uprawy nieznanych szerzej gatunków jabłoni, gruszy i śliwy. Miejscowi mówią, że „na Łolendrach sadów było jak lasów”.
Skansen w Wiączeminie to nie tylko muzeum budownictwa, ale i krajobrazu. Znajdziemy tu elementy krajobrazu kulturowego stworzonego przez nadwiślańskich osadników: wyplecione łozinowe płoty, które miały za zadanie spowolnić odpływ wody i tym samym zabezpieczyć przed wypłukaniem gleby; terpy; staw pełniący funkcję retencyjną; sztuczne nasadzenia wierzb; odtworzone sady ze starymi odmianami; pole z dawnymi uprawami oraz przydomowe ogródki warzywne i kwiatowe. W tych ostatnich u olendrów królowała cesarska korona. Jedna z pierwszych roślin uprawianych na świecie. Niedawno zakwitła w naszym skansenie wraz z innymi kwiatami cebulowymi, sprowadzanymi przez osadników.
Odwiedzając skansen możemy liczyć nie tylko na kontakt z zabytkami stanowiącymi wyposażenie wnętrz, ale i żywy przekaz – wspaniałą opiekę przewodniczek, którymi są panie wychowane na Łolendrach, terenach zamieszkiwanych przez obcoetnicznych osadników nadwiślańskich.
Magdalena Lica-Kaczan, etnograf, kierownik Skansenu Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze