Reklama

Sensacja w Orlen Arenie

11/12/2014 08:36
Piłkarze ręczni Orlen Wisły sprawili kibicom ogromną niespodziankę, wygrywając z FC Barcelona 34:31 (17:15) w 8. kolejce grupy B Ligi Mistrzów. Dzięki zdobytym punktom nadal mają szansę powalczyć o III miejsce w tabeli w ostatnim meczu fazy grupowej z Flensburg Handewitt.
Orlen Wisła, która już jest pewna awansu do TOP 16, po raz pierwszy w swojej historii gościła w Płocku jedną z najlepszych drużyn świata w piłce ręcznej, FC Barcelonę. Trudno się dziwić, że pojedynek wzbudził ogromne zainteresowanie, a Orlen Arena pękała w szwach.
Orlen Wisła od początku bardzo mocno zaatakowała, grała świetnie w obronie, a na dodatek między słupkami stanął znakomicie dysponowany Marcin Wichary. To dzięki niemu i dobrej grze Kamila Syprzaka na kole w 5. min płocczanie prowadzili 4:1.
Wystarczyło jednak kolejnych 5 min, by goście zmniejszyli rozmiary porażki do wyniku 5:4. Wydawało się, że na tym skończy się świetna passa płockich piłkarzy i goście odnajdą swój rytm gry, ale nic takiego nie miało miejsca. Kolejne rzuty bronił Wichary, a do bramki trafiali: trzy razy Nemanja Zelenović, dwa razy Alexander Tioumentsev i raz Valentin Ghionea, zaś po stronie Barcelony tylko Nikola Karabatić i w 15. min Orlen Wisła prowadziła 11:5.
W tym czasie Barcelona kilka razy traciła piłkę po własnych błędach, a momentami zawodnicy nie wiedzieli, jak pokonać chodzącą jak szwajcarski zegarek obronę płockiej drużyny. Przy stanie 9:5 trener Xavier Pascual wziął czas, ale to i tak nie pomogło jego zespołowi, który od razu po wznowieniu gry stracił dwie bramki.
Drugi kwadrans nie był już tak spektakularny w wykonaniu płockiej drużyny. Gra się wyrównała, ale i tak Orlen Wiśle należą się słowa uznania, rzuciła ona bowiem utytułowanemu rywalowi 17 goli w jednej połowie.
Po przerwie płocczanie stracili dwa gole z rzutów karnych. Ich autorem był Kiril Lazarov, trzeciego obronił jednak Rodrigo Corrales, który na chwilę zastąpił Wicharego w bramce. W 33. min był pierwszy w tym spotkaniu remis: 17:17. Płocczanie odpowiedzieli dwiema bramkami, wyszli na prowadzenie, a potem pokazali, co znaczy wiślacki charakter i w 39. min prowadzili już 22:18.
Kolejne minuty spotkania były wyrównane, na listę strzelców (do Lazarova i Rutenki, którzy do 41. min w sumie rzucili sześć goli) dopisywani byli kolejni piłkarze, ale Orlen Wisła nie traciła przewagi nad rywalami, cały czas prowadziła kilkoma bramkami.
W 58. min Orlen Wisła wygrywała 33:31 i przy ogłuszającym dopingu kibiców walczyła o zwycięstwo nad jednym z najlepszych zespołów świata, w barwach którego grał, w Płocku zupełnie bezradny, najlepszy piłkarz świata Nikola Karabatić.
Ostatniego gola dla płockiej drużyny strzelił Valentin Ghionea, a kibice śpiewali „nawet słynna Barcelona naszej Wisły nie pokona”. Przyśpiewka prezentowana od pierwszych minut pojedynku okazała się prorocza.
Mecz z Barceloną był dla płockiej drużyny ostatnim spotkaniem w tym roku. Do końca fazy grupowej płocczanom zostały dwa mecze: w 9. kolejce wyjazdowy z Alingsas HT i w 10. kolejce z Flensburg Handewitt w Orlen Arenie.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości