Wykorzystana szansa
Mecz Sandecja – Wisła był ostatnim w 25. kolejce rozgrywek. Dzień wcześniej Termalica przegrała z Widzewem, a Zagłębie zremisowało z Chrobrym. Płoccy zawodnicy mieli zatem ogromną szansę, by zbliżyć się do rywali z Lubina i potwierdzić przewagę nad zespołem z Niecieczy. Płocczanie wykorzystali okazję. Szkoda tylko, że nie pokonali przeciwników większą różnicą bramek, wtedy końcówka spotkania byłaby spokojniejsza.
Pojedynek oglądali trenerzy drużyn, którzy wraz z Wisłą walczą o awans do ekstraklasy. I co zobaczyli? Przeciętnie walczącą o punkty drużynę, która potrafi zaskoczyć rywala. Taki był obraz gry na stadionie w Nowym Sączu. Płocczanie grali zachowawczo, nie chcieli ryzykować, lecz kiedy była ku temu okazja, natychmiast ją wykorzystywali. Wielka szkoda, że tylko raz udało im się pokonać bramkarza gospodarzy Łukasza Radlińskiego, bo szans na zdobycie kolejnych bramek nie brakowało.
Na pierwszego i, jak się potem okazało, ostatniego gola, spora grupa kibiców z Płocka musiała poczekać do 28 minuty. Właśnie wtedy Dimitri Iliew fantastycznie podał piłkę do Piotra Darmochwała, a ten nie miał innego wyjścia, jak tylko wpakować ją do bramki Sandecji. Wisła prowadziła 1:0.
Tuż przed końcem I połowy mogło być 2:0, ale na boisku stało się coś niespodziewanego. W kolejnym ataku Wisły Jacek Góralski zagrał piłkę do Fabiana Hiszpańskiego, który posłał futbolówkę do bramki. Chwilę wcześniej, tuż przy słupku znalazł się Krzysztof Janus, który lecącą do siatki piłkę wybił, pozbawiając drużynę drugiego gola. Sytuacja była wyjątkowo kuriozalna, ale takie rzeczy zdarzają się na boisku piłki nożnej.
Całe szczęście, że Wisła ostatecznie wygrała spotkanie. W innym przypadku na głowę Janusa posypałyby się gromy. Bo jeśli zawodnik wybija piłkę ze swojej bramki, jest bohaterem, ale jeśli zdarzy mu się to zrobić z bramki rywali, wtedy nie może liczyć na pochwały. W takiej sytuacji cała wina spada na niego. Na pocieszenie warto dodać, że „gol” Hiszpańskiego padł z pozycji spalonego, nie jest więc wykluczone, że sędzia i tak by go nie uznał.
Po przerwie obie drużyny bardzo starały się zmienić wynik spotkania. Więcej sytuacji stwarzali goście, ale piłka jakimś cudem nie wpadała do bramki Radlińskiego. Gospodarze mieli największą szansę na doprowadzenie do remisu po błędzie Sławomira Kiełpina. Piłkarz Sandecji dostał pechowo wybitą piłkę wprost pod nogi i miał przed sobą pustą bramkę, jednak nie wykorzystał odpowiednio momentu.
Sytuacja w tabeli po 25. kolejce układa się po myśli Wisły Płock, która, co prawda ma coraz większe szanse na zajęcie jednego z dwóch pierwszych miejsc w tabeli, ale przed drużyną jeszcze wiele wyzwań, wiele meczów do wygrania i rywali do pokonania. Z kolejnym – GKS Tychy, drużyną walczącą o utrzymanie w I lidze, Wisła spotka się już w sobotę o godz. 16.00, na stadionie przy ul. Łukasiewicza 34. Emocje są gwarantowane.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze