Reklama

Sądy – opinie

05/04/2001 10:39
Dzień dobry, jestem dzielnicowym... - Dzień dobry. Z tej strony starszy sierżant Wojciech Rutkowski, dzielnicowy z Płocka, w którego gestii leży między innymi ulica Królowej Jadwigi.Jak co tydzień czytam właśnie „Tygodnik Płocki”. Szczególną uwagę w tym numerze gazety zwrócił fragment, który mnie w jakiś sposób dotyczy. Pani, która mieszka właśnie przy ulicy Królowej Jadwigi twierdzi, że nigdy dotychczas nie mogła mnie spotkać. Staram się jak najczęściej spotykać z mieszkańcami osiedla, którego jestem dzielnicowym. Oczywiście nie jest możliwe, żebym do tego czasu poznał wszystkich. Mam zatem gorącą prośbę do tej pani. Jeśli zechce pani zadzwonić pod numer 266-16-16, to wówczas bardzo chętnie umówię się z panią na spotkanie. Mam specjalnie dla pani przygotowana ankietę na temat bezpieczeństwa, o której brak monitowała pani za pośrednictwem „Tygodnika Płockiego”. Czekam na telefon. Zależy mi, jak każdemu dzielnicowemu, na kontaktach z jak największą ilością mieszkańców. *** Urząd Pracy do 15.00? Chciałbym, za pośrednictwem „TP”, złożyć pewien postulat do Urzędu Pracy. Nie jest to zwykły urząd, gdzie urzędnicy pracują według zwykłych godzin, czyli do 15.00. Urząd Pracy powinien być czynny dużo dłużej. Niestety, w Płocku nie ma to miejsca. Powoduje to różne utrudnienia. Prosty przykład. Jeżeli bezrobotnemu uda się załatwić pracę, to musi do Urzędu jeszcze kilka razy wrócić, choćby po różnego rodzaju papierki. Niestety, z pracy, o którą się tak ciężko walczyło, można wyjść dopiero o godzinie 15.00. To jak ja mogę cokolwiek załatwić? Bardzo proszę odpowiednie władne gremia o przeanalizowanie tego postulatu. *** Ekspedientko – uśmiechnij się do klienta! Czasami niektórym handlowcom w Płocku popularność uderza za bardzo do głowy. Oto przykład: sklep Zakładów Mięsnych przy ul. Królewieckiej, o którym „Tygodnik Płocki”, jak dobrze pamiętam, tak ciepło pisał w chwili jego otwarcia. A ja wrzucę kamyczek do ogródka. Niektóre panie z obsługi tego sklepu (jedna szczególnie, która z pewnością w podobnym sklepie pracowała w czasach, kiedy za kawałek zwyczajnej trzeba było prawie że całować „panią szefową” po rękach) uważają ten tłum klientów (co by nie mówić wyroby płockich zakładów cieszą się dużym powodzeniem) i fakt, że popyt na towary jest bardzo duży, za skaranie boskie. Dają to odczuć oczekującym dłuższy czas w kolejce. Czy tak być powinno? *** Najważniejszy pacjent Chciałbym podać opinię moją i wielu moich znajomych na temat nowej przychodni „Terapia” na Podolszycach Północnych, która powstała po dawnym sklepie spożywczym. Nad miejscem tym krąży jakieś fatum chyba, bo żaden sklep się tam nie utrzymał. Powiem, że każdy z ogromnym zadowoleniem przyjął wiadomość, że w tym miejscu powstanie nowoczesna przychodnia. Brakowało po prostu takiego obiektu. Uważam jednak, że sam budynek i nowoczesny wystrój wewnątrz to nie wszystko. Wolałbym mieć jeszcze do czynienia z nowoczesną obsługą, a nie z obsługą takiego typu, jaka powszechnie miała miejsce przed reformą służby zdrowia. Moim zdaniem nie może być tak, że lekarz raz jest, a raz go nie ma. W prywatnej przychodni najważniejszy powinien być pacjent, który, poza oczywiście losowymi przypadkami, nie może czekać na lekarza. *** Kto to posprząta? Wiosna wprawdzie z oporami wraca do swoich pieleszy, niemniej z wyprawą na wiosenny spacer nie ma co czekać do maja. Lubimy cała rodziną pojechać samochodem aż do jeziora Sobótka, by tam pospacerować sobie z godzinę lub dwie. Piękne to tereny i wcale do końca nie wykorzystane. Szkoda tylko, że radość ze spaceru zakłócają nam widoki, a raczej przedmioty, o które musimy się co i rusz potykać. Chodzi mi o sterty zużytych prezerwatyw. To co było utrapieniem, swojego czasu, w Grabinie, przywędrowało do nas. Nie ma się jednak czym chwalić. Co robią odpowiednie służby od sprzątania? Czy zasnęły snem zimowym? Ktoś to przecież, do diabła, musi posprzątać! *** Sposób na grafficiarzy Nie ma podobno sposobu na chamstwo, które co bardziej „oświeceni” nazywają artystycznym graffiti malowanym na murach. Nie wiem co to ma wspólnego z twórczością artystyczną, raczej z bezmyślnym wandalizmem. Taki wandal nie zastanowi się nawet, ile kosztuje wymalowanie elewacji nowego bloku. Najgorszy w tym jest fakt, że mieszkańcy danego bloku najczęściej wiedzą, kto z młodzieńców charakteryzuje się takimi zdolnościami. Z obawy (uzasadnionej lub nie) obawiają się jednak wskazać administracji spółdzielni czy policji odpowiednich delikwentów. Czasami nie robią tego ze zwykłej obojętności. Mam dobry pomysł, żeby to zmienić. Zastosować zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Za każdy pomalowany blok administracja spółdzielni powinna obciążać jego mieszkańców po równo. Ręczę, że uderzony po kieszeni lokator szybko wskaże odpowiednim organom łobuza, którego w domu nie nauczono poszanowania dla cudzej i wspólnej własności.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości