Sześciu mężczyzn w wieku od 20 do 41 lat zasiada na ławie oskarżonych w rozpoczętym tydzień temu procesie grupy przestępczej działającej głównie na terenie dawnego województwa ciechanowskiego. Akt oskarżenia obejmuje piętnaście zarzutów, w tym napady na tiry, listonoszy, pobicie policjanta, nielegalne posiadanie broni.Trzech z oskarżonych zostało zatrzymanych, 1 lutego ubiegłego roku, bezpośrednio po napadzie na listonosza Józefa P., do którego doszło w Zdunowie, gmina Załuski. Proces odbywa się przy zachowaniu specjalnych środków ostrożności. Do budynku Sądu Okręgowego w Płocku można wejść po przejściu pod bramką wykrywającą metale. Na sali rozpraw stale przebywa osiemnastu policjantów, w tym specjalny pluton szturmowy uzbrojony w pistolety maszynowe i strzelby gładkolufowe. Porządku na korytarzach sądowych pilnują agenci ochrony oraz funkcjonariusze policji. Także wokół budynku w czasie trwania rozpraw krążą policyjne patrole. Budynek sądu jest systematycznie przeszukiwany przez pirotechników, a oskarżeni są dowożeni w specjalnie chronionym konwoju, który za każdym razem wywołuje duże zainteresowanie wśród mieszkańców miasta. Oskarżeni to: Tomasz M., Paweł D., Artur S., Jan T., Kamil Ł. i Paweł N. Są mieszkańcami Warszawy oraz Płońska i okolic. Czterech z nich było już wcześniej karanych. Tylko dwóch przyznało się do wszystkich stawianych im zarzutów i złożyło szczegółowe wyjaśnienia w śledztwie. Pozostała czwórka nie przyznaje się, jeden z mężczyzn oskarża nawet policjantów z Płońska, ze go torturowali i wymuszali zeznania. Już początek procesu był bardzo nietypowy. Jeden z oskarżonych domagał się przeniesienia sprawy do sądu w Warszawie oraz powołania płockich sędziów na świadków: - Sędziowie będą świadczyć o mojej niewinności. Sprawa powinna toczyć się tam, gdzie zostało wszczęte postępowanie przygotowawcze –wnioskował oskarżony D. Powiat płoński podlega pod Sąd Okręgowy w Płocku i dlatego pański wniosek nie może być przyjęty – to zdanie urwało dyskusję na temat właściwości sądów i prokuratur. Strzelanina Prokurator zarzucił mężczyznom dokonywanie napadów na tiry z wykorzystaniem fałszywego radiowozu oraz elementów policyjnego umundurowania. Przestępcy nie zawsze trafiali na atrakcyjny towar, dlatego czasami zabierali kierowcom drobne kwoty pieniędzy, telefony komórkowe. Ich działalność trwała od grudnia 1999 roku do lutego 2000 roku. Więcej „szczęścia” mieli przy listonoszach. W Zdunowie po pobiciu doręczyciela pocztowego zabrali mu blisko siedem tysięcy złotych. - Przyznaję się tylko do nielegalnego posiadania broni i strzelaniny na drodze krajowej nr 7, do której doszło 16 lipca 1999 roku. Kierowałem samochodem marki Volkswagen Golf, oddałem dwa strzały w powietrze, ale nieprawdziwe są zeznania poszkodowanego – powiedział przed sądem Tomasz M. - Dlaczego pan się tak zachował – pytał prokurator. - Byłem wtedy w czasie kuracji sterydowej. To były bardzo silne środki, które brałem dla poprawienia kondycji fizycznej. Robiłem to bez uprzedniej konsultacji z lekarzem i nie zdawałem sobie sprawy z działań ubocznych tych specyfików. Zażywałem dość spore dawki i być może dlatego byłem nerwowy – opowiadał Tomasz M. – Postawiony mi zarzut posiadania broni jest również zasadny. Broń znalazłem kilkanaście dni wcześniej w Legionowie. Po zdarzeniu na drodze wyrzuciłem ją. To, że Tomasz M. zażywał sterydy potwierdziła, jego niedoszła teściowa, która przyznała, że według niej mężczyzna zachowywał się wzorowo, dlatego nie może zrozumieć jak to się stało, że siedzi na ławie oskarżonych. Nie chciała też powiedzieć, dlaczego nie doszło do ślubu jej córki z Tomaszem. Zeznania przed płockim sądem złożył także jeden z trzech mężczyzn, którzy jechali w ostrzelanym samochodzie, dwaj pozostali zostali na wniosek Prokuratury Rejonowej w Płońsku aresztowani i przebywają obecnie w tamtejszym Areszcie Śledczym. - Jechaliśmy we trzech samochodem z Legionowa do Sierpca drogą krajową nr 7. Jechaliśmy lewym pasem z prędkości około 40 km/h ponieważ był duży korek. Zaczął na nas trąbić kierowca Golfa jadącego za nami. W pewnej chwili wjechał na nawrotkę (pas jezdni dla pojazdów, które chcą zawrócić w przeciwnym kierunku) i zaczął strzelać. Jeden z kolegów został ranny w głowę. W Golfie na miejscu dla pasażera siedziała jakaś dziewczyna, która próbowała kierowcy przeszkodzić w oddaniu strzału. Zauważyłem to po pierwszym strzale, drugi już tylko usłyszałem. Zatrzymaliśmy się i postanowiliśmy udzielić rannemu koledze pomocy - zeznał świadek. Listonosz na celowniku Jak do tej pory najlepiej opisanym zdarzeniem był napad na listonosza w Zdunowie, gmina Załuski. Łupem przestępców padło wtedy blisko siedem tysięcy złotych, ale na tym ich „szczęście” się skończyło. Trzech z czterech napastników zostało zatrzymanych, w prawdziwie amerykańskim stylu, przez funkcjonariuszy Wydziału Kryminalnego płońskiej policji wspomaganych przez kolegów z komisariatów i „drogówki”. - 1 lutego ubiegłego roku pojechałem moim motocyklem w teren. Miałem listy, gazety i pieniądze na wypłaty emerytur. Kiedy zjechałem w dróżkę do jednej z posesji drogę zajechał mi samochód, przewróciłem się. Z samochodu wysiadł mężczyzna, który groził mi pistoletem. Kiedy powiedziałem, że nie mam pieniędzy, drugi z napastników uderzył mnie dwukrotnie metalową pałką w głowę, ale uderzenia zamortyzował hełm. Wtedy trzeci zaczął mnie kopać po żebrach i straciłem przytomność. Kiedy ją odzyskałem, miałem podciągnięte do góry ubranie, w saszetce na pasku nie było pieniędzy. Napastnicy odjechali, nadbiegli ludzie, potem przyjechała pani naczelnik i pogotowie – powiedział przed sądem napadnięty listonosz. To, ilu było napastników bijących listonosza potwierdzili także bezpośredni świadkowie zdarzenia, którzy powiadomili policję i pogotowie. Bardzo interesujące były także zeznania jednego z oskarżonych - Jana T. Według niego, grupa wyjechała 1 lutego trzema samochodami. Mężczyźni chcieli napaść na listonoszkę, ale spłoszył ich policyjny patrol w nieoznakowanym radiowozie. „Zwiadowcami” byli Paweł N. i Kamil Ł. Pozostała czwórka oskarżonych jechała białym Volkswagenem Passatem i to oni zaatakowali w Zdunowie listonosza. - Artur S. miał pistolet, ja rurkę metalową okręconą taśmą. Dwa razy uderzyłem listonosza tą rurką w kask. W torbie nie miał pieniędzy, były w saszetce przy pasku. Kiedy jechaliśmy po napadzie, minął nas nieoznakowany samochód z policjantami. Padły strzały. Jeszcze trochę jechaliśmy, ale w końcu się zatrzymaliśmy i zaczęliśmy uciekać pieszo. Ja, Tomasz M. i Paweł D. zostaliśmy wtedy zatrzymani przez policję – zeznawał Jan T. To także on opowiedział o napadzie na listonosza, który miał być dokonany kilka dni wcześniej w gminie Joniec. Samochód uciekających przestępców zauważyli w Józefowie policjanci. Próbowali go zatrzymać, padły strzały. Stój, policja! Pościg za uciekającymi już pieszo przestępcami rozwijał się. Do Józefowa przyjeżdżały kolejne radiowozy, policjanci w mundurach i po cywilnemu. Ta spontaniczna obława koordynowana poprzez radiostację przez zastępcę komendanta powiatowego w Płońsku przyniosła efekt. Mariusz M., Jan T. i Paweł D. zostali zatrzymani po pogoni przez pola i zagajniki. W czasie zatrzymania Jana T. ścigający go policjant doznał złamania palca. W ręce stróżów prawa wpadli także oskarżeni M. i D., jednak Paweł D. twierdzi, że został zatrzymany bezpodstawnie i był w czasie przesłuchań na policji torturowany i zmuszany do składania fałszywych zeznań. Na zarzut, że nie powrócił z przepustki z Aresztu Śledczego w Radomiu, też miał gotową odpowiedź: - Na przepustkę wyszedłem, ponieważ urodziła mi się córka. Nie wróciłem ponieważ chciałem zapewnić jej i mojej konkubinie przyszłość – powiedział Paweł D. Przy zatrzymanych znaleziono pieniądze. W jednym z gospodarstw, w którym ukryło się dwóch uciekających znaleziono też kominiarkę, rękawice, telefon komórkowy i szelki z kaburą od pistoletu. Następnego dnia po zdarzeniu także w tym gospodarstwie policjanci znaleźli czeski pistolet CZ kalibru 9 mm. „A to byli przebierańcy...” Chyba każdy pamięta satyryczną piosenkę Andrzeja Rosiewicza sprzed ponad 20 lat o „chłopcach – radarowcach”. „Coraz więcej przebierańców, coraz trudniej o oryginał...” śpiewał piosenkarz w finale – i wtedy i teraz piosenka miała drugie dno. Niestety, teraz jest ono bardzo przykre dla społeczeństwa. Coraz częściej słyszymy o fałszywych policjantach porywających tiry przewożące kosztowny towar. O takie przestępstwa są podejrzani mężczyźni, w opisywanej sprawie. Kilka dni temu mazowieccy policjanci zatrzymali kolejnych sześciu mężczyzn podejrzewanych o zatrzymywanie w policyjnym przebraniu tirów i kradzież ich wraz z ładunkiem. Mechanizm działania grupy z Płońska opisali dwaj jej członkowie Jan T. i Kamil Ł. Mężczyźni przyznali się w śledztwie, że brali udział w napadach. Scenariusz zawsze był ten sam. Dwa samochody jako czujki obserwowały drogi, a gdzieś w lesie czekała załoga fałszywego radiowozu. Granatowy Opel Vectra, miał białe pasy i napisy zakrywane taśmą samoprzylepną. W ciągu kilku minut na dachu był montowany policyjny kogut. Mundury: kamizelki odblaskowe i czapka były kupione na czarnym rynku w Warszawie, także część samochodów, którymi się posługiwali kupili od złodziei. Ponieważ napady były dokonywane nocą, przestępcy nie zapominali nawet o dawaniu znaków czerwoną latarką. Kierowców bili i krępowali. Nie gardzili nawet najmniejszym łupem. Kierowcy, który wiózł lampy Philipsa, które uznali za niechodliwy towar zabrali 300 złotych i telefon komórkowy. Puścili swobodnie kierowcę przewożącego gruz. Zabrali natomiast tira z ładunkiem chemii domowej, a innym razem kierowcy Liaza osiem tysięcy złotych. Przed płockim sądem będą zeznawali w tej sprawie kolejni świadkowie, a budynek Sądu Okręgowego, znajdujący się niemal w centrum płockiej Starówki nadal będzie pod specjalną policyjna ochroną. Być może wyrok zapadnie już w pierwszych dniach marca, o czym państwa na pewno poinformujemy. Jacek Danieluk Fot. DarO
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze