Reklama

Sąd Okręgowy: sataniści na wokandzie - Czaszka na schodach kaplicy

21/11/2000 15:45
Prawdopodobnie za dwa tygodnie zapadnie wyrok w procesie trzech młodych ludzi, określanych mianem „płockich satanistów”. Oskarżenie zarzuca młodzieńcom rozboje, pobicia, włamania, kradzieże oraz niszczenie symboli religijnych. W zeznaniach wielu świadków pojawia się cały czas barczysty mężczyzna z blizną na twarzy, którego portret pamięciowy prezentujemy po raz kolejny. Jest on nadal poszukiwany przez płocką policję.W czasie kolejnej rozprawy zeznawali kolejni świadkowie powołani zarówno przez prokuratora, jak i obrońcę. - Romana B. i Michała S. poznałem kiedy moja siostra była dziewczyną jednego z nich. Nigdy nie rozmawiałem z nimi o satanizmie. To znaczy kiedyś pytałem, czy są satanistami, ale powiedzieli, że nie. Uwierzyłem, nic nie wskazywało na to. Siostra nigdy nie mówiła gdzie się spotykają – zeznawał przed sądem młody chłopak. - Dlaczego w czasie przesłuchania w czasie śledztwa użył pan sformułowania „dotarły do mnie informacje, że są satanistami”? – dopytywała się przewodnicząca składu orzekającego sędzia Ludomira Rudzińska. - Nie potrafię wyjaśnić dlaczego użyłem takiego sformułowania. Nie zauważyłem w zachowaniu chłopaków niczego co by mogło wskazywać, że są satanistami. Nic ich nie różniło od innych ludzi ani w zachowaniu, ani w ubiorze – odpowiedział chłopak. Kolejnym świadkiem była siedemnastoletnia Agnieszka, która razem z Izą pewnego wieczoru we wrześniu 1998 roku idąc przez cmentarz, poznała Romana i Michała, którzy teraz zasiadają na ławie oskarżonych. - Chodziłyśmy z Izą do tej samej szkoły. Kiedyś, kiedy późno wracałyśmy do domu, poszłyśmy przez cmentarz przy ulicy Kobylińskiego. Chciałyśmy sobie udowodnić, że się nie boimy. W pewnym momencie zauważyłyśmy dwóch chłopaków, którzy zaczęli w nas rzucać zniczami. Kilka dni później znów poszłyśmy przez cmentarz. Na schodach kaplicy był zapalony znicz i leżał jakiś list – zeznawała Agnieszka. Tak już było co wieczór. Dziewczyny chodziły na cmentarz i na schodach cmentarnej kapliczki znajdywały zapalony znicz i kolejne listy. - Tak jakby ktoś próbował nas wystraszyć z cmentarza. Zabierałyśmy listy ze sobą i czytałyśmy. Były w nich groźby. Nie wspomniałam o tym w czasie przesłuchania na policji, ale kiedyś na schodach kaplicy leżała czaszka. Myślałyśmy, że jest sztuczna, ale kiedy już poznałyśmy chłopaków Roman powiedział, że wykopał ją na sąsiednim cmentarzu – opowiadała przed sądem Agnieszka. – Spotykaliśmy się co wieczór. Oni czuli się coraz odważniejsi, skakali po grobach, przewracali figurki świętych. Zimą robili piguły z kamieniami w środku i rzucali w witraże kapliczki oraz w stojącą za nią figurę Chrystusa. W listopadzie 1998 roku zabrali nas do krypty pod kaplicą. Krypta zawsze była zamknięta, ale oni powiedzieli, że mają swoje wtyki w kościele i mają klucz. Byłyśmy tam dwa razy, Za drugim razem Roman B. palił tam różne przedmioty związane z religią: książeczki do nabożeństwa, książki do religii, jakieś dokumenty. Pytałam wiele razy dlaczego to robi? Powiedział, że nie jest satanistą, tylko nienawidzi religii katolickiej, księży i wszystkiego co jest związane z Bogiem. Dziewczyna nie wiedziała nic o tym, że na cmentarzu mogły być odprawiane czarne msze, jednak wypytywana przez sąd czy wie jakie rekwizyty używa się przy ich celebracji, powiedziała: - Mniej więcej wiem jakie rekwizyty są potrzebne. Na ziemi musi być narysowany pentagram w kole, potrzebny jest kielich, nóż, miecz i gong. – Taką wiedzę dziewczyna miała z książek, które pożyczał jej Roman B.: - Częściowo je czytałam, ale kiedy doszłam do tego, że na mszach zabijają ludzi lub zwierzęta zrobiło mi się słabo i przestałam. Chłopacy próbowali utożsamiać się z satanistami i bardziej groźni niż sataniści są w rzeczywistości. Roman kiedyś powiedział, że wolałby zabić człowieka niż zwierzę. Opowiadali też, że mają zniszczyć dwie figurki Matki Boskiej na cmentarzu przy Kobylińskiego. Następnego wieczora były już potłuczone. Mieli przedmioty związane z kultem szatana. Był to duży, drewniany pentagram i kielich, który miał być skradziony z kościoła. Mówili, że włamywali się do kaplicy na cmentarzu i przestali to robić dopiero kiedy założono kraty w oknach, próbowali także włamać się do Fary, ale ktoś ich spłoszył – zeznawała Agnieszka. Dziewczyna opowiedziała także, że obaj młodzieńcy niszczyli groby, w tym Pomnik Ofiar Katynia oraz o groźbach, jakie pod adresem Izy kierował Michał S. - Michał nie chciał zrobić z Izy satanistki. Chciał, żeby była jego dziewczyną. Później groził jej, że ją zabije i sam popełni samobójstwo żeby być razem z nią w niebie albo w piekle, ale wolałby w piekle, bo tam szatan wynagrodzi jego złe uczynki wobec Boga. Kiedyś próbował udusić Izę u mnie na korytarzu – dodała Agnieszka. Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia, dlaczego dziewczyny widząc to wszystko przychodziły na cmentarz? - Na cmentarz chodziłyśmy z ciekawości. Nigdy nie akceptowałam tego co robili. Myślałyśmy, że zmądrzeją, wiele razy mówiłyśmy im, że to jest złe i kiedyś wpadną. Byłam zakochana w Romanie i próbowałam go zmienić, ale mi się nie udało. Zerwałam z nimi kontakt ostatecznie w maju 1999 roku, ponieważ znudziło mi się już przychodzenie na cmentarz. Oni ciągle coś niszczyli, albo włamywali się do kaplicy – zakończyła zeznania Agnieszka. Później zeznawał brat Izy M., która została pobita przez oskarżonych na ulicy Tysiąclecia, a wcześniej, jak zeznała, jeden z nich zrobił jej dwadzieścia jeden nacięć na ręku. Chłopak opowiedział o zajściu na Tysiąclecia. Zanim oskarżeni zaatakowali Izę i jej koleżankę, pobili się właśnie z jej bratem, Rafałem F. i jeszcze jednym chłopakiem. Brat Izy opowiadał także o telefonach z groźbami do domu oraz o mężczyźnie z blizną. - Kiedyś w barze szpitala na Winiarach Rafał pokazał mi mężczyznę z blizną i powiedział, że to właśnie on go porwał. Jednak nie pomyśleliśmy wtedy, żeby zadzwonić na policję – zeznawał chłopak. O mężczyźnie z blizną mówił także mieszkaniec osiedla Mickiewicza, który miał widzieć „Wielkiego Mistrza” na dworcu PKS – PKP, o czym powiadomił policję. - Nigdy nie widziałem wcześniej ludzi z bliznami w Płocku. Z rozmów z mieszkańcami osiedla wynika, że ten mężczyzna pojawiał się w naszym rejonie. Jednak teraz mam wątpliwości czy ten którego widziałem to poszukiwany, ponieważ ten na dworcu miał bardziej pociągłą twarz, a później widziałem w Płocku jeszcze dwie osoby z bliznami na twarzy – zeznawał mężczyzna. Jak na razie strony procesu nie zgłosiły kolejnych wniosków dowodowych tak więc jest szansa, że proces zakończy się na początku przyszłego miesiąca. Warto przypomnieć, że cała sprawa została ujawniona tuż po Świętach Wielkanocnych, kiedy policja zatrzymała pierwszych podejrzanych. Później wydarzenia przybrały niesamowity obrót. Przez dwa kolejne weekendy maja dochodziło w naszym mieście do rozruchów do tłumienia których trzeba było sprowadzać posiłki policyjne z Radomia, a Płock stał się ulubionym miejscem „pielgrzymek” ekip reporterskich z sensacyjnych magazynów telewizji komercyjnych. Jacek Danieluk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości