Reklama

Rozmyślania na Międzynarodowy Dzień Teatru - Czego się obawiam?

22/03/2001 09:33
O “Weselu” powiada się, że to jakby egzamin dojrzałości teatru. I nietaktem jest pytać, dlaczego jakiś teatr podchodzi do tej sztuki, jeśli już, to dlaczego do niej nie podchodzi. Większość prowincjonalnych teatrów nie realizuje ani “Wesela”, ani innych trudniejszych sztuk np. “Makbeta” czy “Fausta”.Wymieniam tytuł, których realizację płocki teatr ma za sobą, ponieważ za dyrekcji Mokrowieckiego dojrzał do poważniejszych egzaminów. Nie negując zasług poprzedników obecnego dyrektora, trzeba przypomnieć, że było ich zbyt wielu. Teatr Płocki liczy sobie ćwierć wieku, ale w pierwszej połowie jego działalności zmieniło się aż czterech dyrektorów. Nie sprzyjało to stabilizacji zespołu, przeciwnie, równie często jak dyrektorzy opuszczali nasz teatr aktorzy. Niestety, także ci najlepsi. I nikt nie pamięta dzisiaj, kiedyś oklaskiwanych nazwisk: Jerzego Mazura, Kazimierza Tałaja czy Jadwigi Andrzejewskiej. Marek Mokrowiecki doprowadził do konsolidacji zespół, zmienił teatr w przyjacielską wspólnotę (aczkolwiek nie wszystkim to się podobało). Postawił ciekawe zadania. Teatr zaczął wystawiać widowiska plenerowe, ukazujące dzieje Płocka, przypominające najwspanialsze karty z dziejów naszej małej ojczyzny: ostatni sejm wolnej Polski, rok 1863, obronę przed najazdem bolszewickim. Zaczęli pojawiać się gościnnie reżyserzy, tacy jak Adam Hanuszkiewicz, który wprowadził na scenę brawurowo zagraną “Moralność pani Dulskiej”. Zdała egzamin wymiana spektakli z teatrami Koszalina i Olsztyna. Spektakle naszego teatru oklaskiwane były też w Warszawie – w Domu Literatury, w Muzeum Broniewskiego, w Ośrodku Kultury Czeskiej.Obawiam się, że wymiana w drugą stronę nie jest niestety na kieszeń nowych “opiekunów teatru” - Sejmiku Mazowieckiego. Sprowadzenie renomowanego teatru kosztuje ok. 100 tys. zł, tyle co przygotowanie w Płocku trzech premier. Warszawiacy zagraliby i wyjechali, spektakle naszych aktorów grane są po kilkadziesiąt razy, także jak wspomniałam w innych miastach Polski, co wpływa na wizerunek naszego miasta. Sprawa kosztów pojawia się nie przypadkiem, przypominam o tym wszystkim, którzy bezmyślnie powtarzają frazes o teatrze impresaryjnym. To nie teatr, to wizyta obcego teatru w mieście, które dysponuje tylko pustym budynkiem. Takie wizyty kosztują drożej niż przygotowanie sztuk we własnym teatrze. To coś takiego, jak koszt obiadu domowego i obiadu w restauracji, z tym, że ta restauracja musi jeszcze przyjechać do domu z własnymi kucharzami, kelnerami i całą dyrekcją. Mokrowiecki objął teatr w okresie najtrudniejszym, od czasu stanu wojennego, bo w okresie ekonomicznej transformacji. Przeprowadził go przez ten okres po mistrzowsku – bez wyrzucania ludzi, bez przymusowych urlopów, bez zawieszania działalności. Jak się zdaje, znalazł też receptę na repertuar. Prostą ale skuteczną: arcydzieła (“Dziady”, “Makbet”), dla szerokiej publiczności także farsy (“Czego nie widać”). Młodzież szkolna, co jakiś czas może obejrzeć którąś z lektur (“Zemsta”). Dla elitarnej publiczności jest Mała scena: “Gdyby” Schaefera, ostatnio “Lekarz wiejski” Kafki. Dobrze na przyszłość rokuje postawienie na młodych aktorów (Gładyś, Pogonowski, Bała, Cempurowie), którzy czują się związani z teatrem, a tym samym z miastem. Ich inicjatywą było świetne przedstawienie “Na pełnym morzu” Mrożka. Ostatnio ciekawym pomysłem jest wydawanie miesięcznika “Aktualności teatru płockiego”.Ostatnie realizacje pokazują, że zespół dojrzał artystycznie, że aktorzy dają sobie radę z trudnymi zadaniami. Dlatego po tylu latach teatr będzie mógł wystawić “Wesele”, które wymaga od aktorów ogromnego wysiłku.Teatr Płocki wyszedł z zapaści, z karuzeli zmieniających się dyrekcji. Pomóc można mu i trzeba jeszcze w jeden sposób – podwyższając pensję aktorów, którzy zarabiają mniej więcej tyle co pielęgniarki, zwiększając ilość etatów, teatr nie ma np. zastępcy dyrektora, a Marek Mokrowiecki za jedną pensję pracuje na trzech etatach. Wreszcie, przydzielając mieszkania, które przyciągnęłyby do Płocka aktorów. Tymczasem ktoś wymyślił, że teatrowi i tak jest zbyt dobrze. Trzeba to rozbić, zniszczyć dzieło długoletniej pracy. Odejście dyrekcji zawsze oznacza odejście części personelu, zwłaszcza aktorów. Trzeba będzie budować wszystko od początku. A może rozgonić towarzystwo, a “Wesele” sprowadzać raz na rok z Warszawy czy Krakowa. Przez resztę sezonu zamiast teatru będą w atrakcyjnym gmachu zjazdy towarzyskie, narady partii politycznych, wystawy butów i promocje garnków. Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości