Reklama

Rosyjska ruletka - wystrzeli, nie wystrzeli - Sądowy finał

28/11/2000 09:38
Prawdopodobnie w połowie grudnia zostanie wydany wyrok w sprawie 42-letniego Stanisława B. oskarżonego o zabójstwo niewiele młodszego Jacka G. oraz posiadanie broni i amunicji bez zezwolenia i wykonanie we własnym zakresie pistoletu.Do zabójstwa, które oskarżonemu zarzuca prokurator, miało dojść 11 maja tego roku w jednym z gospodarstw w Zbójnie, w powiecie sierpeckim, o czym pisaliśmy na łamach Tygodnika Płockiego. Sąd przesłuchał już wszystkich świadków oraz biegłych psychiatrów, ale jak się okazało niezbędne są jeszcze wyjaśnienia lekarza - biegłego z zakresu medycyny sądowej, który wykonywał sekcje zwłok tragicznie zmarłego Jacka G. Sprawa jest rozpatrywana przez płocki Sąd Okręgowy. W akcie oskarżenia prokurator zarzucił Stanisławowi B. zabójstwo, nielegalne posiadanie rewolweru Nagan i dziewięciu sztuk amunicji do niego oraz skonstruowanie we własnym zakresie pistoletu. Oskarżony przyznał się do wszystkich zarzutów z wyjątkiem zabójstwa. Zarzuty zrozumiałem, nie przyznaje się do dokonania zabójstwa, chcę złożyć wyjaśnienia - takie były pierwsze słowa Stanisława B. po przedstawieniu przez oskarżyciela publicznego aktu oskarżenia, po czym zaczął opowiadać o wydarzeniach, które rozegrały się w jego mieszkaniu. - Wypiliśmy z Jackiem po szklance wina. Ja położyłem się spać, a on oglądał telewizję. W domu byliśmy tylko we dwóch. Po pewnym czasie obudził mnie hałas. Zobaczyłem, że Jacek leży na podłodze, przy jego nogach leżał pistolet. Podniosłem broń i położyłem na szafce. Pochyliłem się nad Jackiem, ale on tylko “chrachotał”. Podbiegłem do telefonu, wykręciłem numer 997, ale telefon był głuchy. Potem wykręciłem 999, ale telefon dalej był głuchy. Kiedy podnosiłem słuchawkę, nie zwróciłem uwagi, czy był w niej sygnał. Podszedłem do Jacka, ale on już nie żył. Pistolet wyrzuciłem do znajdującego się przy gospodarstwie stawu. Reszta wyglądała tak jak w czasie wizji lokalnej. Gdy Stanisław stwierdził, że Jacek nie żyje załadował jego zwłoki na doczepioną do traktora (którym wcześniej obaj mężczyźni zwozili drewno z lasu), dwukółkę i wywiózł na znajdujący się niedaleko parking leśny, gdzie następnego dnia znalazła je przypadkowa kobieta. Sąd dopatrzył się w zeznaniach Stanisława B. złożonych w czasie rozprawy pewnych nieścisłości, w porównaniu do wyjaśnień złożonych w śledztwie. Stanisław B i Jacek G. byli braćmi ciotecznymi. Jacek przyjechał do Stanisława 8 maja tego roku i był w jego domu do feralnego czwartku 11 maja. Jacek pomagał Stanisławowi i jego ojcu w pracach w lesie. Po pracy kuzyni pili wino i właśnie w czasie takiego “typowego” popołudnia doszło do tragedii. Z zeznań złożonych przez Stanisława B. na policji wynika, że 11 maja wrócili do domu około godziny 17.00 - 18.00. Starszy z panów B. został wysłany po wina, które przywiózł i wyjechał ponownie z domu. Stanisław i Jacek zostali sami. Po pewnym czasie napoje się skończyły i Jacek pożyczył jeszcze 10 złotych od mieszkającej w tym samym gospodarstwie siostry. To starczyło na kolejne dwa wina. Picie mężczyźni urozmaicali sobie oglądaniem filmów pornograficznych. W pewnym momencie Jacek miał wyjąc spod szafki rewolwer Nagan, który Stanisław wraz z dziewięcioma sztukami amunicji kupił na targowisku w Płocku, za 200 złotych. Została już tylko jedna sztuka amunicji, w której właściciel wymienił pocisk, zastępując oryginalny spłaszczonym pociskiem od kbk, również o kalibrze 7,62 mm. Stanisław leżał już na łóżku. Jacek zaczął oglądać broń i w pewnym momencie zaproponował grę w rosyjska ruletkę. Stanisław cały czas ostrzegał go, że w bębenku jest nabój i może dojść do nieszczęścia. Jacek nie przejmując się tym wycelował w kuzyna... Trzask iglicy - pusta komora. Teraz ty - to były prawdopodobnie ostatnie słowa Jacka. Stanisław wziął do ręki broń, nacisnął spust i... Jacek upadł na podłogę. Potwierdzam tylko cześć zeznań o wywiezieniu zwłok Jacka oraz o nielegalnym posiadaniu broni. Wcześniej byłem myśliwym, ale pozwolenie zostało mi cofnięte, po tym jak sam wykonałem broń palną. Sąd ukarał mnie również wyrokiem w zawieszeniu - Stanisław B. podtrzymywał wersję przedstawioną na sali sądowej, a do złożenia takich zeznań na policji miał go namówić prokurator, chociaż oskarżony nie był w stanie powiedzieć, kto przesłuchiwał w Komendzie Powiatowej Policji w Sierpcu, ani ilu dokładnie było przesłuchujących. Zwłoki Jacka G. na leśnym parkingu znalazła przypadkowa kobieta. Początkowo zakładano, że mógł to być obywatel któregoś z państw zza naszej wschodniej granicy, którego zamordowali pobratymcy, w wyniku nie wyjaśnionych porachunków. Jednak bardzo szybko policja dotarła do najbliższej rodziny denata. Brat tragicznie zmarłego Jacka najpierw został wezwany do sierpeckiej komendy, gdzie na zdjęciach rozpoznał swojego rodzonego brata. Pozostała jeszcze wizyta w prosektorium w Płocku, która ostatecznie potwierdziła tożsamość ofiary. W tym czasie rodzice Jacka i jego rodzony brat już przypuszczali, że coś się mogło stać. Brat Jacka odwiedził Stanisława, gdzie dostał tylko koszulę brata. Kuzyn i jego ojciec wyjaśnili, że Jacek gdzieś wyszedł 11 maja. Z zeznań oskarżonego i świadków wynikało, że Jacek zaczął częściej odwiedzać Stanisława dopiero po śmierci matki tego drugiego: - Jacek jak miał, to wypił, a moja siostra tego nie lubiła, bo jak się zeszli to pili, a Stanisław miał gospodarstwo i musiał się nim zajmować - powiedziała na ten temat matka tragicznie zmarłego Jacka, ciotka Stanisława. Niezbędne jest jeszcze przesłuchanie przez sąd lekarza - biegłego z zakresu medycyny sądowej, gdyż w wydanej przez niego opinii brakuje stanowiska, czy doznane przez Jacka G. wskutek postrzału obrażenia mogą wskazywać na samobójstwo, a tym samym wykluczać udział innych osób. Dlaczego wywiózł pan ciało do lasu, zamiast wszystko zostawić tak jak było i wezwać policję - dociekał sąd. Byłem spanikowany. Miałem już wyrok w zawieszeniu za nielegalne posiadanie broni i teraz też broń miałem nielegalnie. Byłem pijany - odpowiedział oskarżony. Jak się panu wydaje, co są ocenia bardziej surowo, zabójstwo, czy nielegalne posiadanie broni - pytał sąd. No, chyba zabójstwo - odpowiedział Stanisław B. Sprawa powinna zakończyć się w połowie przyszłego miesiąca, jeżeli żadna ze stron procesu nie zgłosi żadnych nowych wniosków dowodowych. Jacek Danieluk Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości