Bywają remisy zwycięskie, jak ten na Wembley w siedemdziesiątym trzecim minionego stulecia, bywają remisy - katastrofy. Jak ten środowy piłkarzy ręcznych w meczu o mistrzostwo Polski, który jest bezpośrednią przyczyną powstania niniejszego tekstu. Cóż, sport - najważniejsza z nieważnych dziedzin ludzkiego żywota, pełen jest dramatycznych momentów. Wiedzą to dobrze kibice, zwłaszcza miłośnicy siatkówki czy tenisa. Ileż tam dramatycznych końcówek... Nie tylko tych ostatecznych, decydujących o wyniku meczu, ale w każdym secie czy gemie może się zdarzyć końcówka jak z najlepszego horroru!
Niejedną taką przeżyłem przed telewizorem. I co? Pominę te zakończone happy endem. Po przegranych człowiek długo dochodził do siebie. Rozważał alternatywne scenariusze, wylewał krokodyle łzy... I szukał pocieszenia. Pięknie grali. Walczyli do końca. Przegrali w tie breaku dziewiętnaście do dwudziestu jeden. Obronili siedem meczboli (zmarnowali pięć)... Czy można mieć do nich pretensje? Może nie, ale w głębi duszy jednak żaden prawdziwy kibic nie zapomni tych zmarnowanych szans i jednak nie daruje temu czy tamtemu, że nie skończył "takiej" piłki. Nie jestem wyjątkiem. Wiele takich dramatycznych meczów przeżyłem, wiele rozmaitych tłumaczeń i usprawiedliwień wymyśliłem... Ale od pewnego czasu patrzę na sprawę inaczej. Konkretnie od mistrzostw Europy w dwa tysiące siedemnastym zakończonych złotym medalem dla naszych. Nareszcie!
I to nowe spojrzenie jest aktualne do tej pory. Uważam, że zespół klasowy różni się tym od zespołu mniej klasowego, że takie końcówki wygrywa! Umocniła mnie w tym przekonaniu pewna wypowiedź Huberta Wagnera (dla młodych czytelników: jako jedyny zdobył z siatkarzami mistrzostwo świata i złoty medal olimpijski): nie interesuje mnie co zawodnik potrafi zrobić na początku pierwszgo seta, ważne jest to, co potrafi w końcówce piątego! Oczywiście możliwe jest takie nagromadzenie pecha, że najmocniejsi polegną. Ale to powinien być incydent, a nie reguła! I jestem przekonany, że tak właśnie jest. Inaczej trzeba by przyjąć, że wynik sportowy to kwestia przypadku, swoista ruletka. A w konsekwencji, że kibicowanie to zabawa dla miłośników hazardu. Dla prawdziwego kibica to teoria niemożliwa do zaakceptowania. Nasi wygrywają, bo są lepsi! Po prostu!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze