Reklama

Psy wciąż atakują

17/03/2004 17:19
Agnieszka K. codziennie około szóstej rano szła do pracy w sklepie spożywczym w rodzinnej Nowej Górze. Pewnego dnia w lutym nie doszła. Przy jednej z posesji została zaatakowana przez trzy owczarki niemieckie. Relacjonujący potem całe zdarzenie policjant komentował, że w całym swoim życiu zawodowym nie widział czegoś podobnego: psy zdarły z młodej kobiety całe ubranie, została tylko w bieliźnie. Nie wiadomo, czy w ogóle by przeżyła, gdyby nie przejeżdżający akurat ciągnikiem drogą rolnik z pobliskiej miejscowości który zobaczył gryzące się w rowie psy.
Psy to psy. Rolnik nie miał zamiaru się nimi interesować, gdyby w pewnej chwili nie zobaczył dłoni podniesionej z rowu. Wtedy zrozumiał, że psy nie gryzą siebie nawzajem, ale złowiły... człowieka.
W rowie owczarki zajadle kąsały 22-letnią Agnieszkę K. Rolnik nie zastanawiał się długo, udało mu się odpędzić psy-ludojady, które pobiegły do pobliskiej posesji państwa B. Zawiadomiono policję i pogotowie. W szpitalu pacjentka z licznymi ranami szarpanymi, głównie prawej ręki i lewej nogi, wzbudzała nieustanne zainteresowanie ciekawskich - taki wypadek należy do rzadkości. Poprzedni zdarzył się kilka lat temu w Słubicach. Dwa rotweilery zaatakowały kolegę syna ich właściciela. Zajmująca się sprawą prokurator nie mogła znaleźć przepisu potwierdzającego, że chłopca pogryzły psy rasowe, a nie mieszańce, bo rotweilery nie miały rodowodów. Chłopiec został kaleką do końca życia.
W położonej przy trasie do Płońska Górze w gminie Staroźreby, jak twierdzą jej mieszkańcy, co trzeci - czwarty gospodarz ma duże, groźne psy: - Może każdy taki pies powinien mieć własny boks? - zastanawia się jedna z mieszkanek miejscowości. Mówi, że kiedy dowiedziała się o tym pogryzieniu, to skóra zjeżyła jej się na głowie. Mogło paść na każdego, na dziecko i staruszkę. Ale tym razem fatalny pech dopadł powszechnie lubianą Agnieszkę K. Wszyscy w Górze zareagowali oburzeniem. Mieszkańcy opowiadają, że psy B. nie zaatakowały po raz pierwszy. Kiedyś podobno rozdarły Agnieszcze K. rękaw. Mało tego, ktoś słyszał, że już po tym całym wypadku, znowu próbowały zaatakować człowieka.
Zgodnie z dobrze znanymi ogółowi przepisami pies może swobodnie biegać po posesji właściciela, ale musi być ona porządnie ogrodzona. Jeśli pies wychodzi poza jej obręb, musi być w kagańcu i na smyczy. Przepis przepisem, a kto tego zalecenia przestrzega na wsi? Psy biegają tam samopas i kędy chcą. Właściciel uspokajają, że to dobre psy i nie gryzą. Dopóki nie stanie się nieszczęście. Ale wtedy za późno na gdybanie.:
- Czy te psy mają właściciela? - pyta członek płockiego oddziału Związku Kynologicznego. - Jeśli to są trzy psy, to już stanowią pewną grupę, stado. Każde stado ma swojego przywódcę. Przywódcą tych psów jest ich właściciel, a więc cała odpowiedzialność za zdarzenie spoczywa na nim.
Wtóruje mu Jerzy Okoński, prezes Związku Kynologicznego w Płocku:
- Odpowiedzialność za wszystkie szkody wyrządzone przez psa zawsze ponosi jego właściciel - tłumaczy kynolog. - Za każdym pogryzieniem stoi człowiek, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla właściciela, który toleruje zachowania niezrównoważonego psa. Takiego psa trzeba uśpić.
Nikt nie chciałby
nieszczęścia
Wójt gminy Staroźreby J. Stradomski rygorystycznie zarządził zwrócenie bacznej uwagi na posiadane w obejściu psy - absolutnie nie mogą one wychodzić poza ogrodzenie. Agnieszkę K. wypisano do domu po zabliźnieniu się ran. W szpitalu powiedziano nam, że nie będzie mieć żadnych niedowładów. Matka dziewczyny, która obecnie ze względu na bliskość szpitala przebywa u swojej siostry w Płocku mówi, że rany wolno się goją, trzeba często zmieniać opatrunki - jest zabandażowana niemal jak mumia. Czeka ją bardzo długa rehabilitacja. Obawia się o zdrowie psychiczne dziewczyny. Ma tyle blizn, że do końca życia będzie musiała chodzić w spodniach i golfie.
Właściciel psów (na szczęście zaszczepionych) zapewnia, że feralnego ranka znajdowały się one w zagrodzie. Nie dałby sobie ręki uciąć, czy Agnieszki K. nie pogryzły jakieś inne psy, przybłędy, których ponoć w Górze włóczy się wiele: - Nikt tego nie chce i nikt nie działał celowo. Psy zostały spuszczone wieczorem. Rano tego dnia przyszedł do mnie brat poszkodowanej. Powiedział, że ja jeszcze śpię, a Agnieszkę moje psy pogryzły. W tym momencie znajdowały się one w ogrodzeniu. Może wyszły, bo poczuły się zagrożone? Albo zobaczyły inne psy przy posesji? Trudno gdybać - mówi pan B. Agnieszkę bardzo lubił, z jej mieszkającą niemal po sąsiedzku rodziną był zżyty. Mówi, że jego psy są teraz lepiej zabezpieczone. Poza tym po wypadku zatrudnił pielęgniarkę, która czuwała przy dziewczynie przez pierwsze dwie najgorsze noce i że matka dziewczyny dostała od niego pieniądze na przejazdy do szpitala. Żona z kolei przekazała rodzinie K. pieniądze na ogrzanie mieszkania. O udzielonej pomocy finansowej mówi też wójt gminy. Ma nie być jedyną i ostatnią.
W nowogórskiej sprawie wyrok zapadnie w sądzie. Prokuratura prowadzi właśnie postępowanie przygotowawcze - w prawie karnym funkcjonuje zapis o naruszeniu nietykalności cielesnej. Po raz kolejny okazało się, że wyobraźni nigdy za dużo i że żadne pieniądze nie wynagrodzą krzywd psychicznych i fizycznych. Nawet, jeśli nie były zamierzone.

Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości