Reklama

Przyszło nowe

29/07/2022 08:00

Tytuł brzmi zagadkowo, toteż wyjaśniam, że chodzi o nowy rozdział w karierze kapitana futbolowej reprezentacji naszego pięknego kraju. Pierwszy sezon wieloodcinkowej sagi pod tytułem „Lewy na Camp Nou” mamy szczęśliwie za sobą. I niech tak zostanie. Padło tyle komentarzy „w tym temacie”, że czuję się zwolniony z obowiązku dopisania kolejnego. Wybierzmy zatem przyszłość! 
To o tyle atrakcyjna perspektywa, że przyszłość jest nieznana i nieoczywista, a ponadto nikt nie podjął się na razie poważnej analizy problemu. Ja oczywiście też nie mogę pretendować do roli pioniera, bo to jest tylko felieton, forma z definicji lekka, a temat jest „wagi ciężkiej”, a na dodatek piłką interesuję się amatorsko, żaden ze mnie ekspert. Zatem jak będzie?
Czy seryjny król strzelców Bundesligi będzie dzielił i rządził w Primera Division? To pytanie spędza dziś sen z powiek rodzimych sympatyków i znawców  futbolu nad Wisłą i całą resztą rzek w Europie, a może i na świecie… Wydaje się, że wątpliwości być nie powinno, ale jednak… Wszystko przez ten styl! Każdy, nawet „niedzielny” kibic futbolu wie, że choć „piłka jest jedna” a „bramki są dwie”, to styl gry Barcelony i Bayernu są tak kompletnie  różne, że można pokusić się o stwierdzenie, że mamy do czynienia z dwiema różnymi dyscyplinami sportu. Stąd pytanie, czy gracz w wieku naszego gwiazdora będzie w stanie odnaleźć się w tej zabawie? Słowa „zabawa” użyłem nieprzypadkowo. Takie skojarzenie nasuwa się chyba każdemu obserwatorowi meczów Barcelony. Wrażenie, że ci ludzie po prostu uwielbiają zabawę piłką. I kompletnie nie interesuje ich taki dodatek do wystroju boiska, jak trzy belki z siatką. Samo określenie „tiki – taka” jednoznacznie kojarzy się z zabawą i jest obce adeptom futbolu urodzonym nad Wisłą. A takiemu łowcy bramek jak Lewandowski tym bardziej! Wprawdzie i u nas był kiedyś taki przypadek, mam na myśli Wisłę Kraków, który niezapomniany Kazimierz Górski określał równie „zabawowym” powiedzonkiem „ty do mnie, ja do ciebie”, ale to było dawno… 
Wróćmy do intrygującego pytania: czy nasz gwiazdor znajdzie sobie miejsce w nowej rzeczywistości? Wyjścia są dwa? Albo nauczy się „tiki – taki”, albo będzie dopełnieniem systemu, które uczyni go diabelsko skutecznym. Co do pierwszego wariantu, jestem sceptyczny. Wprawdzie jest to facet, który uczy się non stop, ale… Takie granie trzeba wyssać z mlekiem matki. A potem jeszcze utrwalać od pierwszego kontaktu z piłką. Pozostaje opcja druga. I trzeba wierzyć, że tak się sprawy potoczą. Dlaczego nie? W końcu Leo Messi też nie urodził się w Barcelonie, a jednak dał radę…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości