Reklama

Poszukiwanie dźwięków jest dla mnie mottem

16/09/2015 08:38
Jest jednym z najbardziej aktywnych trębaczy jazzowych młodego pokolenia. Koncertuje na całym świecie i wciąż poszukuje nowych form wyrazu. Z Maciejem Fortuną – polskim trębaczem, kompozytorem
i producentem muzycznym, przed koncertem „Zakhaar” w Muzeum Żydów Mazowieckich
rozmawia Weronika Bogdan

Nie jest Pan w Płocku pierwszy raz. Jak to się stało, że w Pana trasie koncertowej z najnowszym projektem ponownie znalazł się Płock? Występował Pan na Rynku Sztuki w 2011 roku oraz na Audioriver Festival w 2013 roku.

– Pierwszy koncert w Płocku odbywał się latem na Starym Rynku. Było mnóstwo dobrej, pozytywnej energii. Gdzieś pozostało wspomnienie po tym koncercie. Po to, żeby znowu podzielić się energią z fantastyczną płocką publicznością, którą od tamtego momentu tak ciepło wspominam.

Dlaczego właśnie muzyka żydowska? Co w niej Pana ujęło?

– Inspiruję się muzyką etniczną od wielu lat, w tym muzyką polską, europejską, bałkańską i podążając coraz szerszymi kręgami również muzyką bliskiego Wschodu, a w szczególności muzyką żydowską. Myślę, że ujęła mnie plastyczność utworów, która pozwala na wyjątkowo szeroki zakres aranżacji i ingerencję w strukturę i formę, przekształcanie ich, adaptowanie składów warunków. Drugie to rytmika i melodie tych utworów, one są po prostu piękne, porywające. Powiedzielibyśmy teraz „hity”, a były one nimi już kilkadziesiąt, nawet kilkaset lat wcześniej. Ostatnia rzecz to to, że te utwory mają bardzo silny przekaz, opowiadają historie.

Wracając do Audioriver, w 2013 roku występował Pan na płockiej plaży wraz z producentką An On Bast. Jak wspomina Pan ten występ?

– Mamy za sobą mnóstwo ciekawych poczynań, ale też bardzo dużo przed sobą. W tej chwili przygotowujemy się do koncertu w ramach festiwalu Leipziger Jazztage, gdzie już za miesiąc będziemy występowali wspólnie z An On Bast. Przygotowujemy również dwa duże przedsięwzięcia. I na razie nie powinienem więcej o tym mówić. Występ na Audioriver był bardzo przyjemnym przeżyciem, jest to świetnie zorganizowany festiwal. Festiwal, na który przyjechaliśmy nie tylko zagrać koncert, ale przede wszystkim zostać, nasycić się energią, która z niego biła, posłuchać innych wykonawców, no i pobawić się.

Nagrał Pan kilkanaście autorskich albumów i odbył szereg koncertów na całym świecie. Publiczność którego kraju pamięta Pan najlepiej? Gdzie ludzie najbardziej kochają jazz?

– Najbardziej pamiętam publiczność na Filipinach. W tej chwili, bo to się bardzo zmienia. Wieczorem mógłbym wskazać już inny kraj, np. Malezję, a jeszcze później przypomnieć sobie jak graliśmy w Korei, gdzie było 30 tys. ludzi na koncercie. A na warsztatach jazzowych przypomniałbym sobie publiczność mojego pierwszego koncertu w życiu, który odbywał się właśnie na warsztatach. Cudowną publiczność spotykałem w małych polskich miejscowościach, przed którą graliśmy koncerty bardzo undergroundowe, alternatywne. Żywiołowo reagowała na to, co wykonywaliśmy.
Z jakim miastem jest Pan związany na co dzień? Gdzie Pan mieszka, tworzy?

– Jestem związany z Poznaniem, do którego gorąco wszystkich zapraszam. Wykładam w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Mamy tam kierunek jazzowy, gdzie są fantastyczni, pełni energii wykładowcy. Całe miasto tętni jazzem, ale nie tylko jazzem, także innymi gatunkami. Założyliśmy studio nagrań, które rozbudowaliśmy do granic możliwości. Istnieje już od sześciu lat, i do niego również zapraszam. Więcej na stronie www.fortuna-music.com.

Czy studiując prawo, zaprzestał Pan muzykowania? Czy też muzyka zawsze była obecna w Pana życiu?

– Przez dwa lata w ogóle nie grałem na trąbce i nie zajmowałem się muzyką. Bardzo intensywnie trenowałem różnego rodzaju sporty i miałem totalną przerwę od muzyki, czas na „przewietrzenie”, przemyślenie tego, co chcę robić w życiu, tego, po co żyjemy, oddychamy, myślimy. Później wróciłem do muzyki z nastawieniem, że tym właśnie chcę się zająć, że to będzie mój sposób na życie. Od tamtego momentu konsekwentnie się to dzieje. Najpierw Akademia Muzyczna, później zostałem wykładowcą. Nawiązując do płockiego Audioriver, doktorat robiłem już z muzyki elektronicznej, więc te wszystkie zainteresowania oscylują wokół muzyki współczesnej. Swoją wizją muzyki często odbiegam od tego, co obecnie dzieje się na rynku muzycznym i tego, co robią inni, a jednocześnie udaje mi się w pewien sposób wyprzedzić niektóre zjawiska.

Lubi Pan eksperymenty muzyczne. Jakie brzmienia są dla Pana najbardziej atrakcyjne? Czy jest gatunek, który interesuje Pana szczególnie?

– Gilotynka do jajek świetnie brzmi, jest świetnym instrumentem. Skupuję je namiętnie, a także instrumenty, które wydają różne dziwne dźwięki. Później je przetwarzam. Nieważne, jakich się używa wtyczek do przetwarzania, dźwięk bazowy, jeśli jest charakterystyczny i nietypowy, zawsze da niesamowity efekt. Poszukiwanie dźwięków jest dla mnie głównym mottem.
Jeśli chodzi o gatunki muzyczne, obracam się w wielu, mieszając je ze sobą. Dlatego trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nigdy nie było takiego, który by dominował. Kiedyś była to muzyka jazzowa. Zdarza mi się latać do Stanów i grać z Amerykanami trasy stricte jazzowe. To jest dla mnie odskocznia, powrót do korzeni, do tego, czym się zajmowałem 8, 10, 15 lat temu, ale nie przez ostatnie 6, 7 lat. Wciąż ćwiczę jazz, bo uważam, że to coś, co najbardziej rozwija i utrwala warsztat, ale jednocześnie staram się unikać publicznego grania takiej muzyki. Najmłodszy mój projekt, który istnieje od stycznia 2014 r., to brassband. Założyłem małą orkiestrę, która oczywiście może się powiększać. Ostatnio robiliśmy elektro i przymierzamy się do robienia innych, pokrewnych do muzyki elektronicznej utworów w tej stylistyce rozpisanych na brassband.

Co jest dla Pana inspiracją i kierunkiem w wyborze tematów?

– Przeważnie są to inspiracje zaczerpnięte ze świata zewnętrznego. 70% stanowi wszystko, co nas otacza, a 30% to inna muzyka. To może być np. trasa, jaką będziemy za chwilę odbywać albo dobra gra w tenisa, różne prozaiczne rzeczy. Pomysły przychodzą cały czas. Jechałem ostatnio autostradą i zobaczyłem nazwę miejscowości, która tak mi się spodobała, tak pięknie dźwięczała, że skomponowałem dla niej utwór. Innym razem byliśmy w Islandii i zwiedzaliśmy jaskinie trudno dostępne dla ludzi, w totalnej dziczy. Po tym, jak odwiedziłem te miejsca, napisałem cztery utwory, które były inspirowane tamtą wyprawą. Każdego tygodnia dzieją się rzeczy bardzo inspirujące. Każdy z nas ma takie rzeczy. Chodzi o to, żeby nauczyć się je odkrywać.

Dziękuję za rozmowę.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości