Reklama

Polska od nas odeszła

02/01/2001 13:03
We Lwowie w maju 1996 roku powiedziano mi „Polska od nas odeszła” zrobiło mi się cicho i gorzko a im ludziom tułaczom we własnym mieście samotniej. Daniel RatzPrawdopodobnie to samo usłyszałby poeta z Płocka w Wilnie i tak samo zrobiłoby mu się cicho i gorzko. 17września 1939 r. przesunięto granice i Polska odeszła z dawnych Kresów Rzeczypospolitej. Została pamięć, sentyment i ślady kultury polskiej. Ci, co przeżyli w łagrach sowieckich, a nie skorzystali z repatriacji zostali we Lwowie, w Grodnie lub w Wilnie, chociaż Polska odeszła od nich naprawdę. Ponad 40 lat nie mówiono w kraju, że tam za Bugiem zostali i nadal mieszkają rodacy, że walczą o szkoły polskie, tworzą zespoły folklorystyczne i co najważniejsze – mówią płynnie po polsku. Być może tu i ówdzie z kresowym przeciąganiem samogłosek, zmiękczonym „b” lub twardym „ł”, ale po polsku. W latach 80-tych zaczęli przyjeżdżać do Wilna dziennikarze z Warszawy. Bazowali najczęściej w redakcji „Kuriera Wileńskiego” (jedynego wówczas dziennika polskiego na Litwie). Pracowali przez kilka miesięcy w charakterze stylistów, jednocześnie jeżdżąc po wsiach podwileńskich, odwiedzając zespoły artystyczne, szukając śladów polskości. Ku swemu zdumieniu odkrywali nie tylko ślady i szczątki polskie ale także poznawali polskie szkoły w rejonie wileńskim, trockim i solecznickim. Z wykładami na Uniwersytet Polski do Wilna udała się też pani mgr Danuta Gajewska-Rychlewska z Płockiego Towarzystwa Naukowego oraz inni profesorowie z różnych miast Polski... Tymczasem dotąd w Płocku i w Warszawie wiedza o życiu mieszkających rodaków w Wilnie jest znikoma, czasem – żadna. Wystarczy nadmienić, że ktoś jest z Wilna czy Lwowa – w najlepszym przypadku można usłyszeć komentarz: „były Związek Radziecki czy „Wschód”, w najgorszym – wręcz niegrzecznym nawet wobec Litwinów i innych narodowości: - „ruskie”. W takich chwilach ludziom „we własnym mieście robi się samotniej...” Samotniej – wśród swoich, wśród rodaków. Budzi się gorzka świadomość, że Polska od nas odeszła. Pominę już temat i problemy tych, co się znaleźli w stepach Kazachstanu i dotychczas do Polski wracają, często nie pamiętając już języka. Wystarczą stereotypy i elementarna niewiedza nawet o tych, którzy mieszkając na Litwie, Ukrainie czy Białorusi, mówią, czują i piszą po polsku. Aleksander Śnieżko, jeden z polskich poetów na Litwie, napisał w swoim wierszu „Ruski”: Kiedy mój ojciec szedł na wojnę, lśnił w rogatywce biały orzeł (...) Z obozu wrócił z Ostaszkowa, bo rękę miał od pługa twardą, a ty słuchając mojej mowy, żem „ruski” mówisz mi z pogardą A ja wytrwałem tu na Wschodzie, Biało-czerwonej barwy broniąc. Co ty wiesz panie, o narodzie, O Orle z Gwiazdą i Pogonią? (...) Księdz prałat Zdzisława Peszkowskiego, kapelan pomordowanych na Wschodzie i Zbigniew Zdrojewski mówią m.in. o wspaniałej postawie polskiej młodzieży, o masowym udziale tysięcy uczniów konkursie wiedzy o Golgocie Wschodu: „to był jedyny jasny promyk nadziei uratowania polskiej pamięci...” Chociaż również na Łotwie i nawet w Rosji (na przykład w Sankt Petersburgu) są polskie enklawy, pisma i organizacje. - „Noszę w sobie testament przekazany przez profesora Stanisława Świaniewicza, którego spotykałem w 88 roku, w dzielnicy Antokol w Londynie” – powie ksiądz misjonarz Dariusz Stańczyk w Skojdziszkach na Wileńszczyźnie, gdzie społeczność polska na czele ze starostą gminy, odbudowuje kaplicę cmentarną pod wezwaniem Świętej Faustyny. Za kilka dni ksiądz misjonarz wyruszył do Katynia na rowerach, z czterema harcerzami z Hufca Maryi, którym prałat Peszkowski przesłał z Warszawy 103 metry tkaniny na mundury. Ksiądz kontynuował temat w Wilnie, na Rossie przy grobie Marszałka Piłsudskiego i jego Matki: - Profesor Świaniewicz jedyny uratował się z transportu. Napisał później piękną książkę „W cieniu Katynia”. „Proszę Księdza – zastanawiał się profesor. – Czy będą takie czasy, że doczekamy się prawdy?, „Odpowiedziałem”:, Obiecuję, że kiedykolwiek będzie taka możliwość, będę mówił o Katyniu. Od tego spotkania minęło 12 lat, ale udało mi się zawieźć 500 osób do Katynia. Na Świętego Jerzego w roku 1992, w kwietniu pojechaliśmy z harcerzami z Wilna. Rok temu jechaliśmy na rowerach z Moskwy do Fatimy z młodzieżą polską z Litwy i z Kanady. Zajechaliśmy do Katynia. Z jakim wielkim przeżyciem mówili o tej zbrodni miejscowi mieszkańcy! Przekazywali nam garście guzików, które wykopywali... Ksiądz Dariusz Stańczyk i harcerze jechali reprezentować w lesie Katyńskim ludzi z Wileńszczyzny. Nikt bowiem stamtąd ani z Białorusi, ani z Ukrainy – nie pojechał na otwarcie polskiego cmentarza w Kosogorach. Wiza z Litwy do Rosji kosztuje 100 dolarów. W innym miejscu pod słońcem, w Krawczunach na Wileńszczyźnie, gdzie 13 lipca 1994 roku ugrupowania AK, w ramach operacji „Ostra Brama” – stoczyły krwawą walkę z oddziałami hitlerowskim, a tego lata – obchodzono kolejną rocznicę przy udziale senatorów, władz samorządowych i dziennikarzy prasy polskiej na Litwie, ksiądz powiedział: „bo dziś zmarli mogliby przy nas zapytać: co czynimy z ich ofiarą? Przy ilu grobach w Polsce i za granicą – mogliby nas o to zapytać?” Dziękuję pani Romanie Ludwickiej-Mierzejewskiej i wszystkim pracownikom Młodzieżowego Domu Kultury im. Króla Maciusia Pierwszego w Płocku, którzy z mojej inicjatywy, podjęli w listopadzie br. dyskusję panelową „O stanie kultury i ducha na Wileńszczyźnie”, a młodzież płocka ze Studium Teatralnego recytowała wiersze współczesnych poetów polskich na Litwie. Dziękuję reżyserowi Tadeuszowi Bystramowi za film o dawnym i współczesnym Wilnie... Być może otworzą się granice polskich serc? Alina Lassota Foto Henryk Mażul (Wilno)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości