Reklama

Pokonać Piasta Gliwice, odbić się od dna

22/11/2016 11:08
Za nami 16 kolejek Ekstraklasy. Piłkarze w weekend rozpoczęli rundę rewanżową. Płocka drużyna, która do 10. kolejki radziła sobie bardzo dobrze, nagle zaczęła tracić punkty i ostatecznie znalazła się w dole tabeli. Trzeba się teraz odbić od dna, a sposobem na to będzie pokonanie Piasta Gliwice.
– Nie jestem zadowolony ani z miejsca w tabeli, ani zdobyczy punktowej w I rundzie rozgrywek. Uważam, że nasza sytuacja powinna być znacznie lepsza. Przed nami niezmiernie trudne cztery mecze, najbliższy z Piastem. Potem czeka nas wyjazd do Warszawy na Legię, spotkanie z Ruchem Chorzów i wreszcie na koniec z Jagiellonią Białystok – powiedział trener beniaminka Ekstraklasy Wisły Płock Marcin Kaczmarek.
I runda rozgrywek nie zakończyła się po myśli sztabu szkoleniowego i drużyny Wisły. – Przed meczem z Lechią w Gdańsku mieliśmy sporo czasu na rozmowy i wyciągnięcie wniosków z naszej sytuacji. Dobrze wiemy, że nasza gra na pewno wygląda lepiej, niż wskazuje na to miejsce w tabeli. Ale za wrażenia artystyczne w piłce nikt punktów nie daje. Musimy ciężko pracować, by tę sytuację poprawić – tłumaczy trener.
Po czterech miesiącach w Ekstraklasie wszyscy – trener i zawodnicy, mają wiele nowych doświadczeń. – Już wiemy, że Ekstraklasa nie wybacza błędów, czego doświadczyliśmy na własnej skórze. Wiemy też, że nie możemy spekulować. Każdy pojedynek trzeba grać na 100 proc. możliwości, a stwarzane sytuacje podbramkowe muszą się przekładać na zdobycze punktowe. Jeśli będzie ich zbyt mało, to będziemy mieć problemy, a tego chcemy uniknąć – wyjaśnia Kaczmarek.
Zdaniem trenera problem drużyny nie leży w braku skutecznego napastnika. – Przede wszystkim w ostatnich dwóch meczach w Płocku, z Górnikiem i Arką, widzieliśmy, że nie tylko napastnik marnował 100 proc. sytuacje. Nie potrafili wykorzystać szansy skrzydłowi, ofensywni pomocnicy. Zdominowaliśmy obydwa spotkania, stworzyliśmy bardzo dużo sytuacji, ale zdobyliśmy tylko punkt. Inna sprawa, że mogliśmy się także ustrzec błędów w defensywie, bo mogliśmy uniknąć straty bramek, zwłaszcza po stałych fragmentach gry.
Bohaterem pierwszego meczu w Ekstraklasie – z Lechią – był Przemysław Szymiński, który strzelił na płockim stadionie wyrównującego gola. Po nim na listę strzelców wpisał się Dominik Furman, dając płockiej drużynie komplet punktów.
– Grając półtora roku w I lidze w Płocku, nie udało mi się ani razu trafić do bramki rywala. Wcześniej miałem na swoim koncie kilka goli strzelonych w Rozwoju Katowice. Można sobie wyobrazić, jak wielka była moja radość po zdobyciu dla drużyny pierwszej bramki w Ekstraklasie. To mój pierwszy gol w barwach drużyny, a w dodatku przyczyniłem się do zwycięstwa – powiedział obrońca Wisły.
Zawodnik zdobył drugiego gola w meczu 3. kolejki z Legią i to była jego ostatnia bramka strzelona dotychczas w Ekstraklasie.
– Moja rola przy egzekwowaniu stałych fragmentów gry nie zmieniła się. Za każdym razem jestem pod bramką rywali. Jednak widocznie los tak chciał, że piłka przestała mnie szukać, nawet mnie omija i nie zdobywam kolejnych bramek, choć bardzo chcę znów wpisać się na listę strzelców. Przy każdym stałym fragmencie gry jestem na polu karnym rywali. Razem z kolegą z defensywy – Tomislavem Bożicem, idziemy do przodu, jesteśmy bardzo zdeterminowani, niestety bezskutecznie – mówił przed wyjazdem do Gdańska Szymiński.
Mecz z Piastem zostanie rozegrany w niedzielę 27 listopada, początek o godz. 15.30. W meczu I rundy Wisła dość pechowo uległa rywalowi 1:2.
Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości