Kiedy pół roku temu okazało się, że drużyna zdołała utrzymać się, rzutem na taśmę, w I lidze, obiecywano nam spokojny sezon. Miała być walka o punkty, budowanie zespołu i miejsce w środku tabeli. Następny sezon miał być tym, który płocką drużynę wyniesie na górę tabeli, a potem na stadiony Europy.Zaczęło się wszystko zupełnie nieźle. Zwycięstwo na Groclinem w Płocku 1:0 i bramka Jarosława Maćkiewicza sprawiła, że zaczęliśmy wierzyć trenerowi Albinowi Mikulskiemu w zapewnienia . Były pochwały woli walki i ambicji i oczekiwanie na Chorwata, który miał poprowadzić drużynę do zwycięstw. Ponieważ wiadomo było, z jakimi ogromnymi kłopotami boryka się Widzew Łódź, wszyscy z nadzieją patrzyli na możliwość zdobycia punktów w drugiej kolejce. Niestety płocczanie nie zdołali pokonać przeciwnika. Choć II połowa pojedynku była bardzo emocjonująca, widzewiacy prowadzili już 3:0, ale płocczanie zdołali zmniejszyć rozmiary porażki do wyniku 3:2. Po tej kolejce ORLEN zajmował VII miejsce wraz z Amicą Wronki i Zagłębiem Lubin. Po trzeciej kolejce ORLEN zajmował już VI pozycje po zwycięstwie nad Górnikiem Zabrze. Co prawda płocczanie wygrali tylko 1:0 po rzucie karnym Mariusza Nosala wykonanym po zagraniu ręką Daniela Kołodziejskiego, ale punkty cieszyły. Kolejny mecz wyjazdowy to znów strata punktów. Pojedynek z Pogonią dla trenera Mikulskiego miał dodatkowy wymiar, bo przecież do Płocka przyszedł właśnie ze Szczecina. Płocczanie nieznacznie przegrali rywalizację 2:3, ale zachowali VI miejsce w tabeli. Ponieważ przegrana z Pogonią była minimalna, kibice oczekiwali na zwycięstwo w kolejnym meczu w Płocku. Niestety, Odra Wodzisław okazała się skuteczniejsza, wygrała 2:1, a ORLEN spadł na IX miejsce w tabeli. Na mecz do Polonii Warszawa, aktualnego Mistrza Polski, kibice jechali po punkty, ale mało kto wierzył, że to jest możliwe. W końcu to na stadionie ORLEN-u, przy ogłuszającym dopingu płockich kibiców, Polonia grała z powodzeniem w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Jednak nawet to, że podopieczni trenera Dariusza Wdowczyka nie popisali się za bardzo, to i tak piłkarze ORLEN-u wracali bez punktu i spadli na X miejsce w tabeli. W Płocku jednak nikt jeszcze nie tracił nadziei. Dopiero wtedy, kiedy Stomil wygrał na płockim stadionie 1:2, co było policzkiem dla kibiców, po raz pierwszy zażądano głowy trenera. Na konferencji prasowej Albin Mikulski powiedział, że czeka go ciężka przeprawa z prezesem, ale jeśli w drużynie potrzeba nowego szkoleniowca, to on życzy nowemu sukcesów. Wówczas do zmiany trenera nie doszło, choć w świat poszła już informacja o nowym szkoleniowcu ORLEN-u. Trener Albin Mikulski pozostał w Płocku, drużyna spadła na XI miejsce i zaczęły się nieco lepsze czasy dla piłkarzy. Najpierw zespół wywalczył bezbramkowy remis w meczu ligowym z GKS-em w Katowicach, co niestety dało spadek na XIII miejsce, a potem awans do 1/8 Pucharu Polski, po zwycięstwie nad Amicą Wronki 1:0. Nadzieja wzrosła, zwłaszcza po wygranym meczu z wyżej notowanym Śląskiem Wrocław 2:1. ORLEN w tym pojedynku prowadził już 2:0, była szansa na jeszcze jedną bramkę, a tymczasem sędzia Wójcik podyktował rzut karny dla gości i znany płockim kibicom Marcin Janus zmniejszył rozmiary porażki. ORLEN awansował na XI miejsce w tabeli, na swoim koncie miał już 10 punktów i wszyscy uwierzyli, że już bezie lepiej, że drużynie nie pozostanie nic innego, jak tylko piać się w górę. Jeszcze jako potwierdzenie dobrego kierunku zmian w drużynie był remis 1:1 uzyskany w Chorzowie i awans na X miejsce w tabeli, a potem zaczęło się powolne spadanie. - Mój zespół zagrał w kompromitujący sposób – powiedział po meczu Albin Mikulski. – Nie mam siły o tym mówić. Swoją osobę oddaję do dyspozycji zarządu. W poniedziałek będzie wiadomo, jaka zostanie podjęta decyzja. Ta opinia padła po meczu z Amiką Wronki przed własną publicznością, wtedy jak piłkarze przegrali 2:6. Do przerwy było 1:1 i nikt nie przypuszczał, że piłkarze z Wronek wezmą tak srogi odwet za wyeliminowanie z Pucharu Polski. Trenerem drużyny został Janusz Kubot. Od meczu z Amika rozpoczął się znów marsz w dół tabeli. Najpierw koszmarna porażka 0:5 z Wisłą Kraków i spadek na XIII miejsce w tabeli, potem odrobina nadziei po remisie 1:1 z Legią w Warszawie, co było ogromną niespodzianką, ale dało spadek na XV, przedostatnie miejsce i porażka przed własną publicznością 1:3 z Zagłębiem Lubin, co zaowocowało ostatnim miejscem w tabeli. Na osłodę tych listopadowych wydarzeń był awans do ćwierćfinału Pucharu Polski po zwycięstwie 3:1 nad Ruchem Radzionków i porażką z tą samą drużyną w ostatniej kolejce rozgrywek 1:2. To sprawiło, że ORLEN umocnił się na ostatniej pozycji w tabeli, ale potrzeba aż dwóch wygranych spotkań, by awansować na bezpieczne miejsce w tabeli. Po zakończeniu rundy jesiennej zespół objął trener Dariusz Wdowczyk, traktując ORLEN jako wyzwanie. Wszyscy mamy nadzieję, że uda mu się utrzymać drużynę w I lidze i znów rozpocząć jej budowanie, by za rok, czy dwa móc pokazać się na europejskich boiskach. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze