W Państwowej Galerii Sztuki w Płocku otwarta została wystawa „Soczewka 2000”. Prezentowane na niej prace powstały, bądź inspirowane były pobytem artystów na plenerze.Na ten niepodobny do innych plener, chyba pierwszy taki w Polsce, zaprosili artystów nauczyciele i uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Soczewce, a głównie inicjatorzy przedsięwzięcia: dyrektor szkoły Paweł Adamkowski i polonistka Ewa Lewandowicz. W czwartym już plenerze udział wzięli: Krystyna Brzozowska, Piotr Kondrad, Janusz Lewandowski, Jerzy Mazuś, Wiesław Nadrowski Zofia Samusik-Zaremba, Andrzej Szumigaj. Zapytaliśmy artystów o kondycję sztuki przełomu wieków. Jaka jest, jaka powinna być – bliższa tradycji czy eksperymentowi? Zielony kabaret uczniów z Soczewki śpiewał na wernisażu (23 marca) – Nie deptać stokrotek i wzruszeń. Jerzy Mazuś, komisarz pleneru i wystawy W naszych czasach nastąpiło pełne równouprawnienie kierunków. Nieoczekiwanie wracają dawne, niegdyś potępiane mody. O wszystkim decyduje artysta. Z olbrzymiego arsenału stylów, form, środków wyrazu twórca wybiera te, które wydają mu się najbliższe. Pojęcie krajobrazu zmieniło się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Artysta tworzy w materiałach, które pozwalają mu wyrazić siebie, maluje obrazy fragmentaryczne, syntetyczne, czy wręcz mówiące o jego psychice. Soczewka ze swym jeziorem jest granicą pomiędzy lasem i wodą, ziemią a powietrzem, między światem zaludnionym, a pustą przestrzenią, w której mieszka tylko wiatr, przestrzenią, której oko nie jest w stanie ogarnąć. Natura ustawiła tu swoje słupy graniczne, pokręcone pnie drzew, ich wraki, które uległy w walce z żywiołem, pnie kalekie i strzeliste, powyginane, garbate, a także te smukłe, elastyczne. W przestrzeń tę wszedł człowiek, który szuka nowego piękna. To jest niezwykły plener, ponieważ otaczają nas także niezwykle życzliwi ludzie. Będziemy robić następne, chcemy, żeby miały coraz wyższy poziom i sięgały coraz dalej w Polskę. Ale jest jeden warunek. Dobry plener jest drogi. Nie tracę jednak nadziei, że uda się znaleźć na niego sponsorów. Zofia Samusik-Zaremba Jest tyle trendów, ile osobowości. Nie ma reguły. Osoba, która lubi to, co robi, nawet kocha i przeżywa po swojemu, jest, myślę, autentyczna w tym, co tworzy. W ciągu lat zmienia się spojrzenie na sztukę. Pewne rzeczy się porządkuje, dochodzi do symboli. Kiedyś, swoje pastele chciałam malować bardzo realnie, teraz, choć jest w nich jakaś doza realizmu, to są bardzo uproszczone. Kocham naturę i jestem jej wierna. Nie bawi mnie malowanie martwej natury czy pejzażu z człowiekiem. Sama natura jest fascynująca. Tam tyle się dzieje w drzewach, w płaszczyźnie woda – niebo, kwiaty – rośliny. To jest właśnie bardzo moje. Najważniejsze jest zauroczenie i pierwsze olśnienie, które później przenosi się na prace. Krystyna Brzozowska Sztuka to wielkie słowo. Mnie się wydaje, że w dalszym ciągu trwają poszukiwania w tej dziedzinie. Niektóre prace, umieszczone w renomowanych galeriach, przez samą ich tam obecność nazwane są dziełami, ale czy tak jest? Czy kawałek wątroby w formalinie jest sztuką. Jaka powinna być współczesna sztuka? Odpowiedź będzie niejednoznaczna. To, co nas otacza, szalone życie odciska piętno na wszystko, również na artystę. Dlatego sztuka jest szalona momentami. Jestem wierna pejzażowi, ale uprawiam również portret, a ponieważ to mi nie wystarcza, wszystkie swoje niepokoje i myśli chcę przekazać w technice, która świetnie się do tego nadaje. Dlatego robię collage. Niektórzy mówią, że to dziwne zestawienie: malarstwo realistyczne i collage, ale to mi pasuje. W pejzażu pokazuję co mi się podoba, natomiast, co myślę, czuję, z czym się nie zgadzam, jaki mam stosunek do świata - do tego służy collage. Bardzo jestem szczęśliwa, że byłam na plenerze w Soczewce i że powstała tak bardzo interesująca wystawa. To specyficzny plener i atmosfera, która nas otacza, życzliwi, przemili entuzjaści, którzy są w Soczewce. Lubię wracać do Płocka, sercem jestem związana z tym środowiskiem. Boli mnie, że zostałam odsunięta trochę z powodu granicy na mapie. To samo dotyczy moich kolegów: Haliny Kamińskiej, Stanisława Staniewskiego, Darka Kacy. Wyrosłam co prawda ze środowiska łódzkiego, ale wrócić do niego jest mi szalenie trudno. Nie może tak być, że człowiek, który ma już pewien bagaż, przyjaciół, doświadczeń, raptem musi to wszystko zostawić z powodu linii na mapie. Chciałabym więc wracać do Płocka, uczestniczyć w życiu tego środowiska także poprzez prezentację własnej wystawy monograficznej i dlatego tak bardzo cieszy mnie ta wystawa. Piotr Kondrad W sztuce współczesnej panuje dowolność, niczego nie można określić, ani zaszufladkować. Najważniejsze jest to, żeby byli malarze, rzeźbiarze, czy inni artyści, którzy z pasją coś robią. Klasyfikowanie nie należy do mnie. Ja pracuję dwutorowo: lżejsza muza dotyczy np. pasteli i jest także bardziej osobista twórczość, mniej dostępna dla oglądających – własny wymyślony świat, po części pejzaż miejski, z architekturą. Wychowałem się w Płocku, gdzie są jeszcze stare domy, które tworzą klimat. To mnie wciąż urzeka. Wyrosłem stąd i zostałem wierny klimatowi miasta, staram się go rozwijać, przekształcać w swoich obrazach. Od 15 lat mieszkam i tworzę w Skierniewicach, ale lubię wracać do Płocka. Plenery traktuję trochę jako element towarzyski, wyjście z pracowni do ludzi, którzy podobnie myślą. W czasie, kiedy tak szybko zmieniają się wartości, artysta powinien robić swoje, malować obrazy, nie oglądać się na szalony świat. Żeby to był wolny zawód, bez wpływu innych sytuacji. Wtedy może powstać coś prawdziwego. Wielu jest obecnie malarzy, wiele rzeczy dzieje się w sztuce nowoczesnej, wielu twórców nastawionych jest na komercję i zabiegi, żeby to pokazać, żeby sprzedać. Trzeba oczywiście to robić, ale nie do tego stopnia, żeby sprzedawać własną duszę. Pojawiają się różni ludzie, robią wszystko, by mieć swoje pięć minut, nawet skandale, bo dzięki temu mogą sprzedać swoje prace. Krytyka na dobrą sprawę nie wie, co z tym robić. Trzeba więc po prostu trwać i malować. Myślę jeszcze, że gdyby była inna kultura odbioru sztuki, więcej ludzi, nie tylko wrażliwych i majętnych, więcej dałoby się zebrać i uratować. Wszyscy się spieszą, a przecież rzecz dobra musi mieć czas. Andrzej Szumigaj Zawsze żyłem ze sztuki, nigdy nie pracowałem na etacie i zaraz po studiach starałem się usamodzielnić. Różnie oczywiście bywało, raz bogato, raz biednie. W tej chwili nie ma odbiorcy sztuki nowoczesnej. Jest odbiorca, który raczej szuka lokaty w sztuce, wybierając XIX-wiecznych twórców lub z początku wieku. Tymczasem w Europie 80% zakupów stanowi sztuka współczesna, resztę – starsza. Sztuka jest taka, jacy są ludzie, którzy ją tworzą i chcą być odbierani przez innych. Wydaje mi się, że powinna być komunikatywna, że nie ma sztuki robionej do szuflady. Przez pewien czas uprawiałem sztukę, nazwijmy ją doświadczalną. To nie było odbierane, choć kupowałem muzea, ja czułem się bardzo źle. Artyści, którzy robili rzeczy konceptualne, czy wideo, bardzo często posługiwali się wyjaśniającymi komentarzami. A sztuka powinna być odbierana wprost. Człowiek, którzy przechodzi obok obrazu, musi się nim zainteresować. Sztuka powinna być komunikatywna. Zawsze tak było, zawsze niosła jakieś idee. Gotyckie budowle służyły miłości Boga, impresjonizm dawał ludziom radość poprzez zainteresowanie światłem. Teraz pojawiły się definicje, że wszystko do czego dotknie się artysta, jest sztuką. To są błędne definicje. W Soczewce byłem po raz pierwszy. Jestem zachwycony, że szkoła podstawowa mogła wymyślić taki kontakt ze sztuką. Trudno o lepszy pomysł. Janusz Lewandowski Jaka powinna być sztuka współczesna? To jest pytanie interesujące, aczkolwiek trudne. W moim pojęciu, to co ja robię, to jest pewna manifestacja, nie uprawiam sztuki publicystycznej. Konwencje, które teraz obowiązują, przyjmują od rzeczywistości negatywne symptomy. Ja tworzę własną rzeczywistość, która też mnie stwarzała, kiedyś w dzieciństwie, w tym dziwnym okresie olśnień i doznań. Do rzeczywistości kulturowej mam stosunek krytyczny. To, co obserwuję, co się dzieje na świecie, to jest po prostu ucieczka od wartości. Przeczytałem kilka dni temu, że był wernisaż w Londynie. Tłum eleganckich ludzi przyszedł do pustej sali. Pomijam aspekt, że to już było w latach pięćdziesiątych, że to się powtarza. Na czym polega nieporozumienie: jeśli powiem, że rzeczywistość jest podła, albo nijaka, to czy mam zrobić obraz nijaki, który będzie ilustracją tej rzeczywistości? To może doprowadzić do absurdu. Może być tak, że będzie publiczne samobójstwo, bo jeszcze tego nie było. Taka konwencja – robić coś, czego nie było – nie ma nic wspólnego ze sztuką społeczną. Sztuka na bilboardach ma tylko i wyłącznie wartość w komentarzu krytyka. Skończy się komentarz, nie ma śladu po dziele sztuki. Nie będę wymieniał nazwisk, ale takie manifestacje publiczne moich kolegów, które są skwapliwie lansowane, wręcz finansowane, to jest silny znak kryzysu sztuki w naszych czasach. Perspektywy sztuki tej oficjalnej, która istnieje w mediach są tragiczne. To jest dziwne zjawisko socjologiczne, ale nie sztuka. Nie rozumiem, na czym polega ta gorliwość mediów w lansowaniu pewnych nazwisk. Krytyk staje się artystą, on stwarza dzieło poprzez sformułowanie komentarza. Może to symptom czasów? Może nastąpi jakieś ogromne przewartościowanie sztuki, a może jakiś wstrząs. Jestem optymistą, wiem, że wszystko się dzieje falami i z pewnością nastąpi powrót do klasyki, do wymiernych wartości. Rozmawiała Lena Szatkowska Fot. Andrzej Sitkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze