Reklama

Po debiucie

02/04/2021 14:59

Tradycji stało się zadość. Od ćwierćwiecza żaden „nowy” nie wygrał w debiucie. Szkoda tylko, że tę lekcję Portugalczyk musiał odrobić w meczu o punkty! Ale… Nic się nie stało Polacy, nic się nie stało! Tak uważam. Nie jako fachowiec, ale jako kibic. Bo jestem tylko kibicem i piszę dla kibiców. Mogę sobie zatem pozwolić na amatorską ocenę tego, co się wydarzyło nad „pięknym modrym Dunajem”. I jak wygląda ta ocena? Medal ma dwie strony. Wynik i gra. Pierwsza całkiem, całkiem… Bo o co gramy? Piłkarze oczywiście o pierwsze miejsce w grupie i awans bezpośredni. Nie mogą myśleć inaczej! A kibice? Optymiści jak piłkarze. O wszystko! No to chyba ten występ definitywnie pogrzebał szanse. Gdyby nasze orły wygrały z bratankami i powtórzyły ten wynik na własnych śmieciach, byłby cień szansy. Dwa remisy z Anglikami (drugi „zwycięski”, jak ten pamiętny na Wembley)… Teraz trzeba będzie z naszym „ulubionym” rywalem przynajmniej raz wygrać. Przypomnijmy bilans. Jedenaście porażek, siedem remisów, jedno (!) zwycięstwo. Chorzów, niemal pół wieku temu! Zatem… Zejdźmy na ziemię! Gramy o drugie miejsce w grupie i baraże. W tym układzie remis na wyjeździe z najgroźniejszym konkurentem nie jest zły. Nadal to my jesteśmy faworytem.
A gra? Ktoś napisał w mediach o horrorze w Budapeszcie. Jeśli horror, to zdecydowanie z mocnym wątkiem komediowym. Mowa o grze obronnej naszych „orłów” (tym razem w cudzysłowie). I nie mam tu na myśli jedynie  trójki nominalnych obrońców, zabłąkanych jak dzieci we mgle. I bramkarza, który chyba zbyt sobie wziął do serca zapewnienie trenera o niekwestionowanej roli „pierwszego”. Tu trzeba na gwałt coś zrobić i dobrze, że przed selekcjonerem sparring z Andorą, bo przy takiej postawie defensywy Anglicy mogliby naszych skompromitować jak nigdy w historii. A tak jest trochę czasu na myślenie. O przećwiczeniu nowych pomysłów nie ma co marzyć, bo do tego potrzebny jest przeciwnik, który potrafi sprawić choćby minimalny kłopot. Musimy liczyć na „nos” trenera, który w Budapeszcie go nie zawiódł (myślę o zmianach). 
Niestety to nie jedyny mankament w grze nowej reprezentacji. Owszem, wyszarpała punkt mimo sytuacji, wydawałoby się, beznadziejnej. Dzięki „błyskowi geniuszu” młodego zdolnego rezerwowego i niezawodnego kapitana. Bo sama gra… Można by powiedzieć, że ciekawy mecz, dużo goli… Cóż, na podwórku pada zazwyczaj o wiele więcej. I nie jest to porównanie przypadkowe. Poczynania naszych „gwiazd” jako żywo przypominały widowiska, jakie można obserwować z okna, kiedy młodzi adepci futbolu grają do bramki „przerobionej” z trzepaka!

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości