Pszczoła, nazwana przez patrona pszczelarstwa i bartnictwa św. Ambrożego robakiem bożym, powszechnie słynie ze swej pracowitości. Umiejętne stosowanie miodu, pyłka kwiatowego i propolisu, kryje w sobie wiele możliwości terapeutycznych.Maj, w którym pszczoły zaczynają swoją dobroczynną działalność, jest dobrą okazją do przypomnienia faktu, że Regionalny Związek Pszczelarstwa w Płocku w tym roku obchodzi 25-lecie swej działalności. Miód pszczeli od najdawniejszych czasów jest naturalną substancją odżywczą i leczniczą. Dla praprzodków, którzy żyli wyłącznie z polowań i rybołówstwa, miód był jedyną słodyczą i urozmaiceniem jadłospisu oraz jedynym lekiem (opatrywano nim rany, leczono wrzody, choroby płuc i dolegliwości pokarmowe). Dziś także wiele się mówi na temat leczniczych możliwości pszczelich produktów: - W Polsce miód to tylko lekarstwo – mówi Wojciech Bednarczyk, prezes Regionalnego Związku Pszczelarskiego w Płocku. – Dlatego Polacy rocznie spożywają tylko 0,3 kg miodu rocznie. Na Zachodzie jest inaczej, na przykład Niemcy rocznie zjadają go ponad 3 kg czyli 10 razy więcej. U nas trudno to przełamać, ponieważ tradycja traktowania miodu tylko jako lekarstwa ma wielowiekową tradycję. I jest to jedna z wielu spraw, które spędzają sen z powiek płockim pszczelarzom – zgromadzeni w związku pszczelarze nie zawsze mają możliwość sprzedania miodu. Nie jest on najtańszy, bo litr miodu kosztuje około 20 zł. Spółdzielnie pszczelarskie skupują miód w cenie 3-5 zł: - Ktoś, kto ma dużo miodu i chce się go pozbyć, to sprzedaje za te 5 zł. Ponieważ pasiecznictwo jest rozdrobnione, drobny producent idzie na rynek i tam sprzedaje miód, bo ma go tylko 50 kg. Sprzedaje go też rodzinie i znajomym. Ale są i tacy pszczelarze, którym miodu brakuje, ponieważ słyną z tego, że produkują dobry miód i stali odbiorcy skupują go „na pniu” w pasiece. Zgodnie z polską normą miód zachowuje trwałość przez dwa lata – relacjonuje Bednarczyk, który swoją 15-ulową pasiekę umiejscowił w Parzeniu koło Brudzenia. Miodu niestety nie można sprzedawać w siedzibie Związku przy ul. Otolińskiej 23 (płocki „Mariott”). Choć sprzedaje się w nim narzędzia potrzebne w bartnictwie, to jednak miód byłby w tym miejscu zbyt łakomym kąskiem dla ewentualnych złodziei W Regionalnym Związku, który obejmuje cztery powiaty (płocki ziemski i grodzki, sierpecki, gostyniński) jest 13 kół pszczelarskich i 400 członków. Średnia pasieka to 15-20 uli, choć są i takie, które mają po 100 uli (średnio 1-4 ule na metr kw.). Przeważnie położone są one położone w odległości 15-20 km od Płocka. Liczba członków w Związku maleje. Kiedyś przyczyną był zbyt drogi cukier (związkowcy kupują go od Agencji Rynku Rolnego), teraz jest nim małe zainteresowanie młodego pokolenia. Dlatego w sprawy pszczelarstwa angażuje się młodych (konkursy, spotkania) i władze powiatowe. Finanse ma Związek niewielkie: - Składka członkowska wynosi 24 zł rocznie. Druga składka tzw. ulowa, zależy od ilości rodzin w pasiece. Od jednej rodziny płaci się składkę w wysokości 1,20 zł. w ulu mieszka przeważnie jedna rodzina – wylicza prezes Bednarczyk. Gwoli ciekawości dodajmy, że wyleczenie jednej rodziny (np. z powodu pasożyta warozy) to kwota rzędu 70 zł. Ale pszczoły giną także z rąk wandali, którzy z premedytacją trują je muchozolem, przewracają ule, wybierają plastry, na których jest karma dla pszczół. Także z powodu nieumiejętnego stosowania środków chemicznych na polach przez rolników. Pszczoła pracownica żyje krótko, bo dużo pracuje: - Pszczoły rodzą się na okrągło – wyjaśnia związane z pszczelarstwem niuanse pan prezes. – Najkrócej żyją te, które napracują się od wiosny do lata, bo tylko 3-5 tygodni. Średnio jeden rój produkuje rocznie 12 litrów miodu. Jajeczka znosi matka-królowa, która jest nawet trzykrotnie większa od robotnic. Dlaczego? Jeżeli urodzi się dużo pszczół, chcą one zakładać nową rodzinę. Ale nie mają matki - przywódczyni. Wtedy biorą jedno jajeczko, powiększają komórkę i bardzo dobrze podkarmiają. Z tego jajeczka rodzi się właśnie duża pszczoła – matka. Raz na całe życie jest zapładniana przez trutnia (matka żyje 3-5 lat, „grubasy” trutnie żyją tylko latem). Gdy w ulu są dwie matki, nowy rój wychodzi z ula, siada na pobliskim drzewie i czeka na nowe „mieszkanie”. Najdłużej żyją pszczoły, które urodzą się jesienią, bo te nie pracują. Najlepszy miód jest z maja, ponieważ pszczoła siada wtedy na wielu kwiatach: - Nie ma czystych miodów, ponieważ pszczoła zbiera nektar z wszystkich kwiatów po drodze. Najlepszy jest spadziowy, produkowany z wydzielin mszyc. W miodzie najważniejsze są enzymy nie cukier ani fruktoza), a spadziowy ma ich właśnie najwięcej. Dobry jest też miód lipowy. Nasz rozmówca obala stereotyp, że najlepszy miód to ten, który jest płynny. Otóż miód jest stosunkowo łatwo i szybko przyswajalny przez organizm. Spożywanie go nie szkodzi (nawet w ilości 400 g dziennie), ponieważ aktywnie biologiczny miód zawiera substancje o charakterze hormonalnym, które wpywają na zwiększenie intensywności przyswajania cukrów przez organizm i wykorzystywanie ich wartości energetycznej. Miodowi szkodzi jedynie jego przegrzanie, ponieważ powoduje ono zniszczenie ciał czynnych i obniżenie jego wartości do rzędu zwykłej mieszaniny cukrów prostych. - Ludzie nie znają się na miodzie – opiniuje Wojciech Bednarczyk. – Mówią, że jeśli jest gęsty, to jest scukrzony. A jest wręcz odwrotnie. Gęsty miód krzepnie w ciągu 2-4 tygodni. Jeżeli jest płynny, to znaczy, że był podgrzewany, a wtedy ulegają zniszczeniu główne składniki lecznicze. Miodu nie wolno podgrzewać w wysokości wyższej niż 30-40 stopni C. Podgrzewany na ogniu w dużym pojemniku zagotuje się i ściemnieje, bo taki miód chcą kupować ludzie. Cóż z tego, skoro w miodzie najważniejsze są enzymy, a w trakcie gotowania one tracą swe odżywcze i zdrowotne właściwości. Płoccy pszczelarze marzą, żeby ich miód miał zbyt i był identyfikowany z Regionalnym Związkiem Pszczelarskim i ubolewają nad faktem, że lokalni sadownicy nie doceniają zalet pasiek: - Aż 75 % korzyści, jakie dają pszczoły, to zapylanie. Na Zachodzie sadownicy płacą pasiecznikom za możliwość korzystania z ich pszczół i przywożą pasieki do swoich sadów. (eg) Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze