Mimo że przybywa w okolicach Płocka domów weselnych, te najlepsze są wciąż oblegane i to właściwie one decydują o terminach ślubu przyszłych nowożeńców. „Dworek” w Miszewku Strzałkowskim zapisuje chętnych na 2010 rok, „Pod Szczęśliwą Gwiazdą” za Słupnem zapisy ma już na wrzesień, ale przyszłego roku, podobnie i „Amore” w Maszewie. W ośrodku w Cierszewie są jeszcze wolne terminy w październiku tego roku. – Ciągle ktoś dzwoni. Dowiadujących się nie brakuje, ale konkretnych klientów jest mniej - dowiadujemy się w Ośrodku, gdzie na weselu bawić się może 180 osób, jest też możliwość noclegów dla gości. Są tu przyjęcia na 40 osób, a najczęściej na 80 czy 100.
Podobnie jest z zespołami. Długa kolejka ustawia się do tych najlepszych, którzy za noc biorą 3-4 tys zł. W regionie są to Korab, Ex Bolo, Saturn, B&B oraz Big Black. Tworzą je często muzycy po szkołach muzycznych z Sierpca, Płocka i Płońska.
– Ilość pracy, jaką ma zespół determinuje jego poziom - mówi Bogdan Banaszczak z grupy Korab. Dobra passa grupy trwa już 20 lat. Żeby ten zespół zagrał na weselu, trzeba się zgłosić z dwuletnim wyprzedzeniem. Dlaczego ma takie powodzenie? To nie jest kwestia ilości ślubów. To sposób bawienia gości, którzy potem polecają ten zespół na inne imprezy.
Klient płaci i wymaga. Chce gry żywych instrumentów: trąbki, skrzypiec, saksofonu, akordeonu, a nie podkładów z nośnika MP3. Chce określonej rozrywki, odpowiedniego poziomu artystycznego i kultury zespołu. – To jedyna praca, gdzie można się napić dosłownie kieliszek wódki i to pijąc za zdrowie pary młodej. Na weselach na stole dla naszego zespołu butelka z alkoholem jest tylko ozdobą - zaznacza muzyk.
Podstawą każdego wesela jest dobra zabawa. Jedni płocczanie świetnie bawią się przy disco-polo, przyśpiewkach przy stole, łącznie z „a kto się w styczniu urodził...” i konkursami z przeciskaniem jajka przez nogawki spodni partnera, ale są też młodzi, którzy wybierają świetnie grający jazzowy band, a goście nie potrafią się na parkiecie odnaleźć.
Stachursky na weselu
– Każdy chce, by jego ślub był niepowtarzalny. Coraz częściej płocczanie szukają dodatkowych atrakcji, bo muzyka to za mało - mówi Michał Stańczak z firmy „Powiedz TAK”.
W tym roku organizował uroczystości ślubne na 100-120 osób. W przyszłym roku ma już zajęte wszystkie najlepsze terminy. Pary zlecają mu przygotowania uroczystości od A do Z i kosztuje to średnio 30-40 tys. zł. Klienci potrafią przeznaczyć na atrakcje nawet i po 15 tys. zł. Wybierają 6-minutowe fajerwerki za 4 tys. zł, występ cygańskiego zespołu „Romen” za 6 tys. zł, czy fontanny alkoholowe. – Jedna z klientek marzyła, żeby na jej weselu zaśpiewała Beata Kozidrak. Dawała 20 tys. zł, ale artystka postawiła zaporową kwotę 100 tys. zł - wspomina koordynator. Za oferowaną sumę pewnie mógłby się jednak zjawić Stachursky, który w ubiegłym roku za weselne koncerty brał kilkanaście tys. zł.
Tzw. „talerzyk” obecnie kosztuje 100-140 zł, ale można też zapłacić 300 zł jeśli na stole znajdzie się kawior i inne delikatesy. Młodzi zlecają organizację firmom, bo sami nie mają czasu na przygotowania. Odchodzą od starych zwyczajów, że młoda płaci za jadło, a młody za napitek. Dzielą się raczej kosztami po połowie. Dzisiejsze wesele to nie remiza z balonami i znajoma kucharka, która przez kilka dni piecze, gotuje i pichci. To wielki biznes, w którym różne firmy widzą swój interes, wszystko po to, by wymarzony ślub klientów był jak z bajki. – Zasada jest prosta. Kiedy chcesz mieć ładną fryzurę, idziesz do fryzjera. Sukienki sama też nie szyjesz, tylko szyje ją krawcowa. Jak więc młodzi samodzielnie mogą zorganizować jedyną i niepowtarzalną uroczystość w życiu?. Jako koordynatorzy pozwalamy im cieszyć się dniem ślubu, a nie martwić, czy kamerzysta dojedzie na czas, czy w kuchni nic się nie przypaliło – zaznacza szef firmy „Powiedz TAK”.
– Za chwilę będę udzielać ślubu - uprzedza Elżbieta Wasilewska, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Płocku. Dzwonię w środę przed godz. 14.00, a do końca miesiąca zaplanowane są po 3-4 śluby dziennie! Ten rok najprawdopodobniej będzie wyjątkowy. Przekroczymy okrągłą liczbę 1000 ślubów.
Ubiegły rok w Urzędzie Stanu Cywilnego zamknął się liczbą 972 ślubów. W tym roku do sierpnia w płockim USC 801 par złożyło wymagane zapewnienia o braku przeszkód do zawarcia małżeństwa i może się pobrać. Z tego 622 śluby już się odbyły (w tym 513 konkordatowych). A do końca roku mamy jeszcze kilka miesięcy.
Czy zdarza się, że narzeczeni rozmyślają się tuż przed ślubem? – Pamiętam może dwa takie przypadki - mówi kierownik USC.
– Obserwujemy też większe zainteresowanie ślubami cywilnymi. W poprzednich latach stanowiły 30% ogólnej liczby ślubów w Płocku, w ubiegłym roku takie uroczystości stanowiły już 40 %. W tym roku jest to już 45%. Ten stan może się jednak zmienić do końca roku - dowiadujemy się w urzędzie.
Skąd ten nagły wzrost? To najprawdopodobniej aspekt ekonomiczny oraz migracja społeczeństwa. W przeciwieństwie do ślubu konkordatowego ślub cywilny kosztuje dużo mniej. Płaci się tylko 84 zł za sporządzenie aktu małżeństwa. W ten sposób można tanio zalegalizować związek, co pozwala na wspólne rozliczanie w Urzędzie Skarbowym, czy branie kredytów hipotecznych.
– Z drugiej strony jest też więcej rozwodów. Jest więc więcej osób ponownie próbujących założyć rodziny. Wtedy trafiają do USC - mówi kierownik urzędu, dla której śluby w dzień powszedni nie są żadną nowością. Dużo tego typu uroczystości ma miejsce w środy. Wtedy urząd jest czynny do godz. 17.00 i w popołudniowych godzinach na sali pojawia się więcej gości, bo są już po pracy.
Przyziemnym w pozaziemskie
Wciąż dla wielu osób najważniejszy jest jednak ślub kościelny i konkordatowy. Co sobota przed kościołami parkują przystrojone limuzyny z młodymi parami.
– W tym roku nie obserwuję większej ilości ślubów niż w latach ubiegłych - mówi ks. kanonik Janusz Filarski, proboszcz parafii. Od początku roku w Katedrze ślub wzięło 60 par. Z tej grupy tylko 15 to parafianie. Najwięcej ślubów odbywa się tutaj w czerwcu i sierpniu. Oblężenie będzie jeszcze w październiku. – Obecnie są jeszcze wolne terminy w grudniu. Cały listopad jest wolny, ale ten miesiąc nowożeńcy raczej omijają – tłumaczy proboszcz. Coraz częściej zdarzają się śluby w środku tygodnia. – Śluby dawaliśmy w piątek, 15 sierpnia. Przypadał wtedy Dzień Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Jest to święto kościelne. Zazwyczaj piątki nie są jednak najlepszym dniem do ślubów. Przypada wtedy dzień Męki Pańskiej.
Młodzi często decydują się na takie terminy niekoniecznie z powodów swej wiary. Zazwyczaj pojawia się wtedy szansa na dobrą salę na wesele. – Niestety, ludzie dziś więcej uwagi poświęcają sprawom przyziemnym niż pozaziemskim - wzdycha proboszcz, przywołując obrazy limuzyn, które parkują przed kościołem, czy szybkiego strojenia Katedry na kolejny ślub, gdy wcześniejszy się jeszcze nie skończył i trwa msza święta.
Księża w Katedrze nie godzą się jednak na wszystkie wymysły młodych. Nie zgadzają się na ustawianie bram z kwiatów przy wejściu do świątyni, zapalaniu świeczek wzdłuż całego kościoła, czy też sypaniu kwiatów z chóru.
– Jedni będą mieli ładnie, a drugim zostanie śmietnik. Poza tym te zabiegi w żaden sposób nie służą liturgii. Dla ludzi ważna jest ta oprawa uroczystości, a nie jej sens – mówi proboszcz.
Biznes na nowożeńcach
Nowinek weselnych ciągle przybywa. Wiele osób widzi w tym dobry biznes. W firmie „Samochód z duszą” znajdziemy sporo limuzyn. Najbardziej oblegany i ekskluzywny Daimler DB 18 ma już zarezerwowane lepsze terminy do końca roku. Na takie samochody mogą sobie pozwolić osoby, które mają śluby w okolicy 50 km od Płocka. Właścicielom szkoda ich na dalszą trasę. – Ile kosztuje taka przejażdżka mogą się dowiedzieć tylko osoby na poważnie zainteresowane - mówi Juliusz Roszkowski.
Biura Podróży Gler Travel odwiedzają nowożeńcy, którzy planują podróże poślubne. – Najlepiej przyjść do nas na dwa miesiące przed wyjazdem - tłumaczy Justyna Brzezińska. Płocczanie nie wybierają jednak podróży dookoła świata. Raczej tradycyjnie Tunezję, Egipt, Turcję. Najbardziej odpowiada im system 7+7 czyli siedem dni zwiedzania i siedem odpoczynku. Takie dwa tygodnie urlopu to 2500 tys. zł od osoby. Jest też wersja ekonomiczna – tygodniowa za 1500 zł od osoby.
W Płocku nie brakuje chętnych, gotowych ziścić sen o wielkim ślubie. Mimo tego w ferworze przygotowań nowożeńcy i tak czasem dają się wpuścić w maliny. Przy wynajmie sali okazuje się, że stoły nie mogą być ustawione według ich pomysłu, bo kelnerki nie będą mogły dojść do stołu. Fotograf za wszelką cenę upiera się, żeby sesja zdjęciowa odbyła się w dniu zaślubin, choć suknia jeszcze przed ślubem ubrudzi się w wymyślnych plenerach. Młodzi podczas ustalania menu na wesele widzą ciepłe danie złożone z trzech zestawów mięs. Podczas przyjęcia pojawia się zamiast trzech półmisków jeden z kilkoma schabowymi, mielonymi i kurczakiem. Który gość szybciej machnie widelcem, ten będzie bardziej najedzony. Firmy działają według swoich szablonów, a nie według naszych upodobań. Jeśli coś się nie podoba, nikt nikogo na siłę nie trzyma. Bo jedno jest pewne. Ludzie zawsze będą brać śluby. Nawet bez wyżu demograficznego koniunktura i tak będzie dobra.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze