Płocką Książnicę zaszczycił swą obecnością krakowski bard i poeta - Leszek Długosz. Jego wizyta była nieprzypadkowa. Wiązała się z promocją wydanej ostatnio książki pod dość enigmatycznym tytułem „Piwnica idzie do góry”. Skoro twórca pochodzi z Krakowa, wiadomo że jeśli pisze o piwnicy, to tylko Pod Baranami. Ale w jaki sposób piwnica może iść i to na dodatek do góry?Zawiłość tą wyjaśnił zebranym doktor Waldemar Smaszcz, który również poprowadził czwartkowe spotkanie z krakowskim poetą. Piwnica pod Baranami stanowi dla wszystkich niewytłumaczalny ewenement. Początkowo była autentyczną piwnicą na węgiel. Dopiero później zaadoptowano ją w „trudnych czasach” na klub dyskusyjny. Nie wiele pomógł pobieżny remont. Po wszelkich bardziej hucznych zabawach i balach, ludzie wychodzili stamtąd umorusani czernią. Jednak przychodziło ich tu coraz więcej. Każdy chciał tworzyć szeroko pojętą sztukę. Znaleźli się tutaj m.in. studenci Akademii Sztuk Pięknych, dalej poeci, muzycy, jednym słowem artyści. Nie spodziewali się, że wkrótce przyjdzie do niektórych wielka krajowa sława, innych pochłoną na zawsze nałogi. Istotne jednak było to, co tworzyli. -Piwniczna estrada dostarczała więc odbiorcom wielu radości, innym razem niesamowitych wzruszeń. Prezentowane teksty miały swój styl, specyficzny nastrój, humor, często ostatnia linijka utworu mogła zmienić dotychczasowy sens - podkreślał Waldemar Smaszcz. Piwnicę pod Baranami do dziś tworzy wielu. Tylko nieliczni wybijali się ponad miarę. Warto wspomnieć Piotra Skrzyneckiego, czy Wiesława Dymnego. Dziś tych doskonałości, nie ma wśród nas. Odfrunęły gdzieś wysoko, jednak nie odeszły. Leszek Długosz uważa, że to po prostu niemożliwe. W Piwnicy pod Baranami jest od lat sześćdziesięciu. To długi okres czasu. -Ludzie, którzy byli naszymi przyjaciółmi, wzorami, przez cały ten czas odkształcali się w nas. Dziś odwiedzamy ich na cmentarzach. Ale to nie wszystko. Nadal się z nimi kontaktujemy, rozmawiamy, pytamy- mówi poeta. W swojej książce opisuje nie tylko samych ludzi, ale również historię piwnicy, ważne dla wszystkich miejsca w Krakowie. Do nieobecnych odnosi się jak do żywych, których przypadkiem można spotkać na ulicy i porozmawiać o tym, co się dzieje u nich, a co u nas. - Wydaje mi się, że ich to nadal interesuje. Starałem się w wierszach pisać o tym, co chcieliby nam dzisiaj powiedzieć, będąc niejako ponad nami - podkreśla Leszek Długosz. -„Piwnica idzie do góry” jest więc bardzo trafnym tytułem tej książki - zauważa dalej Waldemar Smaszcz. -Można go interpretować jednoznacznie. Wiadomo, że nie ma wśród nas Piotra Skrzyneckiego, znacznie wcześniej odszedł też Wiesław Dymny, nieobecna jest wręcz cała lista ludzi, którzy z Piwnicy poszli do góry. Początkowo była też koncepcja, by nazwać książkę „Polskie Dziady”. Bardzo wyraźny jest tu bowiem wizerunek obrządków zadusznych. Poeta nawiązuje też tutaj do Święta Zmarłych, podkreślając niesprawiedliwość tego, że ludzie na pamięć o zmarłych wybrali jeden z najkrótszych dni w roku. Stara się dyskretnie wprowadzić czytelnika na pogranicze wielkiego serio, jakim jest śmierć. Przekonuje, że nie ma innego rozwiązania. Po prostu ludzie odeszli, ale pozostaje nam jaśniejsza strona - pamięć o nich. Z tego powodu w książce spotykać można całą galerię postaci, nie tylko związanych z piwnicą, ale także z Krakowem. Obecne jest tu pomieszanie nastrojów. Ogólnie cała twórczość Długosza jest naznaczona bardzo czułymi emocjami. - Jest to efekt tego, że w moim życiu więcej było Piwnicy, niż czegokolwiek innego. Miałem niesamowite szczeście znaleźć się w tym gronie. Często zastanawiam się, gdyby życie rzuciło mnie w inne strony, czy byłbym tym samym człowiekiem, co obecnie - pytał autor. Na czwartkowym spotkaniu w Książnica zebrani mieli okazję nie tylko poznać światopogląd Leszka Długosza. Zaśpiewał również kilka piosenek, przeczytał swoje wiersze. Obiecał, że jeszcze Płock nie raz odwiedzi, dzięki czemu nie będziemy musieli jechać aż do Krakowa, by poczuć klimat Piwnicy pod Baranami. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze