Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Mało kogo obchodzą w naszym kraju sprawy edukacji, co innego zbrojenia, pchanie nas do wojny, sprowadzanie migrantów, robienie afer, okradanie budżetu. Jednak parę dni temu absolwenci poznali w końcu wyniki tegorocznych matur, więc parę słów nie zaszkodzi powiedzieć. Egzaminu w pierwszym podejściu nie zdało 20% abiturientów, ale 13% tylko z jednego przedmiotu, co oznacza możliwość poprawy już w sierpniu. Przy tej okazji prawicowy portal „wPolityce.pl” bije na alarm, jakoby pod rządami obecnych chochołów rządowo-parlamentarnych oświata polska upadała. Nic podobnego, ma się tak samo źle, jak miała się źle za rządów poprzedników, którym na wychowaniu młodych Polaków zależało tak samo, jak zależy obecnie rządzącym nieudacznikom. Spadek zdawalności matury w pierwszym terminie o 4 punkty procentowe trochę dziwi, ale nie zmienia negatywnej oceny naszego systemu edukacji, który od dziesiątków lat, mniej więcej od czasów, kiedy Polska rozpoczęła historyczną transformację zainicjowaną zmową okrągłostołową podżyrowaną przez Kościół katolicki, był permanentnie reformowany, to znaczy psuty z błogosławieństwem biskupów przez zmieniające się chochole ekipy, rządzące na modłę obowiązującą w upadającej Unii Europejskiej, kierowanej przez głupkowatą liberalną lewicę.
Tak więc nic takiego nie zmieniło się w ciągu ostatnich dwóch lat, co mogłoby nagle wpłynąć na zdawalność matury. Żebraczo uposażeni nauczyciele nadal heroicznie pokonywali trudności w postaci niemiłosiernego zimna w szkołach oraz przepełnienia klas, dla którego ze względu na panujący zastraszający niż demograficzny nie ma żadnego usprawiedliwienia (klasy w mieście rządzonym przez uśmiechnietą koalicję próbują pomieścić do 36 uczniów). To wszystko nie pomaga uczyć, a jednak przemęczone siłaczki i przemęczeni siłacze dwoją się i troją, aby to wszystko utrzymać na przyzwoitym poziomie. Może kiedyś nadejdą takie czasy, kiedy Polacy sami będą się rządzić w swoim kraju i honorowo, jak przystało na nowoczesne demokratyczne społeczeństwo obywatelskie, postawią na edukację młodych pokoleń na najwyższym i mądrym poziomie. Teraz musimy się zbroić i przychylić nieba migrantom, nasze dzieci muszą jeszcze poczekać.
Ten „najwyższy i mądry poziom” oznacza wyzwolenie szkoły od komiksowych podręczników, które infantylizują umysły młodych i nie pozwalają im dorosnąć, odejście od metod kształcenia w szkole średniej właściwych dla dzieci (wypełnianie infantylnych kart pracy, dyktowanie do zeszytu). Dalej zmiany muszą objąć same treści kształcenia przez dostosowanie ich, szczególnie z przedmiotów humanistycznych, do potrzeb formacyjnych szkoły – aby uczyła nie tylko rozpoznawania środków stylistycznych i zabiegów artystycznych w dziele, ale by przede wszystkim poprzez analizę treści budowała w młodych potencjał moralny, społeczny i duchowy. Nie powiedzie się naprawa systemu edukacji bez zmiany formuły egzaminów zewnętrznych, bo to one w największym stopniu wyznaczają sposoby uczenia. Wylano kubły pomyj na tzw. testomanię, a mimo to ona właśnie trzyma się mocno na egzaminach. O ile może być uzasadniona w przedmiotach ścisłych, to naukę przedmiotów humanistycznych zamienia w infantylne rozwiązywanie rebusów (test czytania ze zrozumieniem i test historycznoliteracki z różnymi tabelkami i zadaniami typu zgaduj-zgadula, prawda – fałsz, z dociekaniem, co autor miał na myśli w danym fragmencie tekstu). To całkowicie zabija formacyjny wymiar kształcenia humanistycznego przyszłych przedstawicieli tych kierunków studiów, które nie będą miały już kontaktu z literaturą. Zmarnowanie czasu szkoły średniej na rozwiązywanie rebusów pozbawia młodzież tej formacji, jaką szkoła powinna przekazać tuż przed wejściem młodych w dorosłe życie – także przez dyscyplinę w szkole, również tę związaną z ubraniem, telefonami, sposobem bycia. Wszystko po to, aby właściwie zorganizowany przez szkołę człowiek za żadne skarby świata nie przyłączył się później do fałszowania wyborów, fabrykowania afer, omijania prawa, oszukiwania na wadze w sklepie, okradania budżetu, wyłudzania dotacji czy płacenia głodowych pensji swoim pracownikom. Czy państwo polskie jest w stanie zbudować taką szkołę, czy kiedykolwiek po rozpoczęciu transformacji ustrojowej zamierzało to zrobić? Młodzież jakoś zdała egzamin dojrzałości z rozpoznawania środków stylistycznych, ale czy zdało go państwo, które przecież obowiązek zbudowania oświaty na najwyższym i dojrzałym poziomie wpisało sobie do najważniejszych aktów prawnych?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze