Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Nie wiadomo, wszystko rozstrzygnie się w brażach. W nich zagramy, bo inne rozstrzygnięcie mogłoby zapaść tylko w wypadku porażki z Maltą. Wprawdzie trener tysiąclecia Kazimierz Górski mawiał, że dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, ale… Zostawmy dalsze dywagacje urodzonym pesymistom, a sami dajmy upust żalom. A mamy powody! Gdyby bowiem reprezentacja pod kierownictwem słusznie minionym nie pozwoliła sobie na luksus porażki z fińską potęgą, w następnym spotkaniu eliminacyjnym stoczyłaby bój z Holendrami (nazwa Niderlandy chyba się nie przyjęła, przynajmniej w naszym języku) o bezpośredni awans na amerykańskie mistrzostwa. Nie trzeba było nawet tego meczu wygrywać, wystarczyłby remis! A tak potyczka z atrakcyjnym rywalem o przysłowiową pietruszkę prawdziwego kibica o palpitacje serca nie przyprawi…
Co go czeka w barażach? Trzeba zacząć od tego, że dla naszych orłów nie będzie na tym etapie drużyn dostatecznie słabych, by mógł z całkowitym spokojem, pewny wyniku zasiadać przed telewizorem w dniu meczu. Przecież pamiętamy baraże przed ostatnim Euro, wygrane po rzutach karnych dzięki jednej udanej interwencji dzisiejszego bramkarza Barcelony! To dopiero na wiosnę, tymczasem pozostaje nam „cieszyć się z małych rzeczy”. Trzy zwycięstwa i wyjazdowy remis z silnym rywalem pod wodzą nowego selekcjonera, efektowny „rogal” w stylu Deyny w wykonaniu wiecznie „zapowiadającego się” rozgrywającego, stabilny skład reprezentacji…
Szczególnie tego ostatniego wybitnie w ostatnich latach brakowało. Starsi kibice, do których i ja się zaliczam, nie byli w stanie zrozumieć mody na ustawiczną żonglerkę nazwiskami. Dawno przestało istnieć takie zjawisko, jak podstawowa jedenastka reprezentacji narodowej. Ja na przykład bez mrugnięcia okiem wymienię „srebrną jedenastkę” Kazimierza Górskiego z siedemdziesiątego czwartego roku, ale na pytanie o to samo w odniesieniu do miłościwie nam panujących w ostatnim dziesięcioleciu selekcjonerów mogę co najwyżej wskazać pojedyncze nazwiska (nie licząc trójki Piszczek, Błaszczykowski, Lewandowski). Czy oni naprawdę nie byli w stanie ocenić, kto na danej pozycji jest najlepszy i musieli „testować” w nieskończoność tabuny potencjalnych reprezentantów?
I na koniec kilka słów z naszego lokalnego podwórka. Cóż, wygląda na to, że piękna seria beniaminka dobiegła końca. Od początku roku szkolnego tylko remisy przeplatane (od czasu do czasu na szczęście) porażkami. Jeśli ktoś spośród Szanownych Czytelników – kibiców odczuwa rozczarowanie, to proponuję jak wyżej, cieszmy się z małych rzeczy! Taki los debiutanta! Efekt zaskoczenia mija, pierwsze niepowodzenia ośmielają kolejnych przeciwników i zaczynają się kłopoty. Być może przejściowe i wkrótce drużyna złapie drugi oddech?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze