Anka nie spodziewała się, że piątkowy wieczór w jednym z płockich lokali skończy się dla niej w szpitalu, gdzie zostanie posądzana o to, że jest alkoholiczką. - Przeżyłam horror – tłumaczy. Twierdzi, że padła ofiarą głupiego żartu. Najprawdopodobniej ktoś dosypał jej narkotyków do piwa. Płoccy lekarze nie wzięli jednak takiej możliwości pod uwagę. Piątkowa impreza rozkręcała się na dobre. – Spotkaliśmy się w gronie dobrych znajomych. Odeszliśmy od stolika, żeby trochę potańczyć – opowiada dziewczyna.
Nikt nie zwracał uwagi na to, co się dzieje w zarezerwowanej loży. – Wróciliśmy do stołu. Wypiłam piwo. Po kilku minutach zaczęły się nudności.
Anka wyszła na świeże powietrze. Dobrze, że towarzyszył jej kolega. – Runęłam na chodnik. Wyglądało na to, że jestem potwornie pijana. Dokładnie kojarzyłam co się dzieje dookoła, nie miałam jednak siły się ruszyć, ani tym bardziej coś powiedzieć.
Kilku kolegów musiało bezwładną dziewczynę prowadzić do taksówki. Ochroniarz w lokalu śmiał się, że nieźle zwaliło ją z nóg po „pigule”. Teraz już wszyscy byli przekonani, że ktoś musiał coś Ance dosypać do piwa.
– Pojechaliśmy do szpitala na Winiarach. Na izbie przyjęć dyżurująca lekarka traktowała mnie jak alkoholiczkę. Powtarzała, że jeśli ktoś nie potrafi pić, to niech się za to nie bierze. Pytała, jak się nazywam. Nie byłam w stanie zareagować, ani tym bardziej odpowiedzieć na żadne pytanie. Pobrano mi krew. Podłączono do kroplówek. Mówiłam, że jest mi niedobrze. Usłyszałam wtedy „to rzygaj” – opowiada dwudziestokilkuletnia dziewczyna.
Na leżance chwilami traciła kontakt z rzeczywistością. Dobrze, że był przy niej brat, za chwilę pojawiła się też mama. Wkrótce w Izbie Przyjęć doszło do kłótni między rodziną pacjentki a personelem medycznym. – Nie przyjechałam tu wysłuchiwać obelg, ale po pomoc. Opuściłam szpital z wenflonem w ręku – twierdzi Anka.
Personel medyczny zaznacza, że nagminnie przywożone są do szpitala dziewczyny prosto z dyskotek i imprez. Czy wszystkie nadużywają alkoholu?
Przecież nie umierasz
Następnego dnia zaczęła się wędrówka od jednego gabinetu lekarskiego do drugiego. Dziewczyna chciała mieć dowód w postaci wyników badań, z którym mogłaby udać się na policję. Gdyby poprzedniego wieczoru faktycznie tylko dobrze się „bawiła”, nie starałaby się dociec prawdy. – Udało mi się jedynie pozbyć wenflonu. Gdy chciałam zrobić sobie badania na obecność narkotyków w organizmie, usłyszałam, że muszę mieć skierowanie lekarskie, że skoro byłam w szpitalu, to pewnie wszystko co potrzeba już tam zrobili, że badania są bardzo drogie i że zapłacę za nie około 100 zł, a na koniec, że jest sobota i żebym nie zawracała głowy, bo przecież to nie jest sprawa życia i śmierci, przecież nie umieram.
Anka do chwili obecnej nie wie, czego dosypano jej w piątkowy wieczór do szklanki. – W takim stanie jeszcze nigdy nie byłam – podkreśla i przestrzega innych przed tym, aby w lokalach uważali na napoje.
Wystarczy jedna chwila, by narkotyk trafił do szklanki. Za nieuwagę można słono zapłacić. Jeśli narkotyk dosypany jest dla żartu, mamy gwarantowane fatalne samopoczucie, albo stan nadpobudliwości.
– Kobiety w lokalach nie powinny zgadzać się na fundowanie drinków czy innych napojów. Najczęściej dosypywane są środki halucynogenne, lub środki zmieniające stan świadomości, często zwiększające popęd płciowy – tłumaczy Mariusz Gierula, rzecznik prasowy Miejskiej Komendy Policji.
Po takich środkach kobiety tracą pamięć, nie mają pełnej świadomości. Stąd już o krok do gwałtu.
Nieprawdą jest, że dosypywanie do alkoholu narkotyków zdarza się jedynie w dużych dyskotekach. Choć właśnie tam najczęściej do dobrej zabawy potrzebne są odpowiednie dawki tzw. „dopalaczy”, pozwalających przez długi okres być w stanie euforii i nie czuć zmęczenia. Są to zazwyczaj amfetamina, ekstazy czy LSD w postaci kolorowych pigułek, przypominających cukierki. Ponieważ są produkowane nielegalnie, nigdy nie wiadomo, jaki jest skład tabletek. Dodatkowo te środki psychotropowe zmieniają właściwości, gdy wchodzą w reakcję z innymi związkami chemicznymi. Są bezbarwne, bezwonne i łatwo rozpuszczają się w płynach. Bez problemu mogą być dodawane ukradkiem do napojów. W większych dawkach wywołują objawy podobne do ciężkiego upojenia alkoholem. Odurzona osoba traci świadomość i zdolność do działania.
Mężczyźni najczęściej dosypują kobietom GHB i jego pochodną GBL. Środek działa krótko, do dwóch godzin. W przypadku lekkiego przedawkowania pojawiają się nudności i bardzo ciężkie samopoczucie. Przy przedawkowaniu lub połączeniu z alkoholem możliwa jest również śpiączka. Osoba nie jest w stanie reagować.
Test na koktajl
– Policja odnotowuje w swoich statystykach przypadki dosypywania w płockich lokalach różnych środków odurzających. Nie jest to problem nagminny – twierdzi Mariusz Gierula. Patrole policji nie są jednak w stanie kontrolować wszystkich lokali. Przyjeżdżają w ramach interwencji, to jednak za mało.
– Dosypywanie środków w lokalach jest karalne. Nie zawsze chodzi o gwałt, czasem po prostu o głupi żart. Bez dowodów ciężko udowodnić winę. Trudno złapać też winowajcę, na gorącym uczynku. Staramy się więc walczyć z tymi, którzy rozprowadzają i posiadają przy sobie narkotyki. Każdy właściciel lokalu ma obowiązek zatrudnić ochronę, która czuwa nad bezpieczeństwem gości, również i pod tym względem – tłumaczy rzecznik policji.
Czy jesteśmy bez szans w przypadku, gdy ktoś będzie chciał się zabawić naszym kosztem? Uratować nas może jedynie ostrożność. Warto patrzeć na spód szklanki, czy nie ma tam żadnych osadów. W przypadku podejrzenia, że spożyliśmy „koktajl”, można w aptece kupić testy na obecność podstawowych narkotyków ekstazy, amfetaminy i morfiny. Przypomina on test ciążowy.
– Narkotyki można wykryć w organizmie poprzez badanie moczu. Trzeba jednak pamiętać, że każdy narkotyk utrzymuje się w organizmie w różnym czasie. Amfetaminę wykryjemy do 48 godzin po spożyciu. Test należy wykonać jak najszybciej. W aptekach są też dostępne testy na wszystkie narkotyki. Zapłacimy za nie kilkadziesiąt złotych – tłumaczy Joanna Pawlik lekarz psychiatra, który podpowiada także, że w trudnych przypadkach należy się udać do szpitala na oddział toksykologii. Darmowe testy wykonywane są również w płockim Monarze.
Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze