Reklama

ORLEN – Polonia Warszawa 0:1 (0:1) - Coraz mniej nadziei

26/04/2001 12:17
W ubiegłym roku, kierujący wówczas klubem prezes, po niezadowalających wynikach, przyjął dymisję trenera Albina Mikulskiego, który szybko znalazł pracę w Warszawie. Na stanowisko trenera przyjął Dariusza Wdowczyka, a poza tym ma na swoim koncie mnóstwo transferów piłkarzy do płockiego klubu.Dość powiedzieć, że po zmianie trenera ORLEN-u, ten wiedział, że nikogo kupić nie można, bo limit został wyczerpany. Kasa jest pusta. W lutym tego roku, tuż przed rozpoczęciem rundy rewanżowej, trener Dariusz Wdowczyk cieszył się, że tak dobrze przygotował do rundy wszystkich piłkarzy. Cieszył się, że na każdą pozycje ma co najmniej dwóch zawodników, rywalizujących o to miejsce. Podczas konferencji prasowej, po meczu ORLEN – Polonia, trener Wdowczyk powiedział: - W drużynie nie ma nikogo, kto by pokierował grą. Jest 27 ludzi, ale niewielu piłkarzy. Utrzymanie się oddala, z tym zespołem trudno to będzie zrobić. Niemal w każdym zakładzie pracy, gdyby szef powiedział takie słowa o swoich doskonale opłacanych podwładnych, to na drugi dzień, część z nich musiałaby się pożegnać ze stanowiskiem. A tu spokój trenera i tylko stwierdzenie, że miedzy Polonią a ORLEN-em jest różnica klas. O tym doskonale wiedzą nawet kibice z podstawowym wykształceniem. A zatem nie mamy drużyny, a właściwie piłkarzy, za to mamy niewielkie szanse na to, by utrzymać się w I lidze. Co prawda faktem jest, że do końca rozgrywek jest jeszcze dziewięć kolejek, w których można zdobyć 27 punktów, ale to nic przecież nie oznacza. Przed sobotą było 10 kolejek i 30 punktów i też to w żaden sposób nie zmieniło miejsca płocczan w tabeli. O tym, że z ogromnymi nadziejami płoccy kibice czekali na ten pojedynek, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Mimo fatalnej wręcz pogody, stale siąpiącego deszczu, na stadion przyszło około 3 tys. widzów, by wreszcie zobaczyć zwycięstwo płocczan. Tymczasem od pierwszych minut na boisku panowali goście, pokazując trenerowi Wdowczykowi, że jego nauki nie poszły na marne. Żaden z zespołów nie wystąpił w swoim najsilniejszym składzie. Okazało się jednak, że ławka Polonii jest znacznie stabilniejsza i że to piłkarze z Warszawy lepiej sobie radzą nawet w trudnych warunkach i na boisku przeciwnika. Z drugiej strony jednak znają zawodnicy Polonii ten stadion, bo na nim przecież walczyli o udział w Lidze Mistrzów. Spotkanie nie było wielkim widowiskiem, choć trzeba przyznać, że jak na te warunki, stało na zupełnie przyzwoitym poziomie. I połowa zdecydowanie należała do gości, którzy całkowicie zepchnęli płocczan do defensywy i robili na polu karnym Andrzeja Szyszko to, co chcieli. Już w 9 min. spotkania Tomasz Wieszczycki zmarnował swoją pierwszą dogodną sytuację. Pomocnik Polonii wykonywał rzut wolny z 25 m, piłka skiksowała i leciała wprost do siatki. Słupek minęła minimalnie. W 13 min. idealnie dośrodkowaną piłkę otrzymał Igor Gołaszewski na 11 metr, ale był tak zaskoczony, że strzelił nad poprzeczką. W 32 min. po błędzie Jerzego Wojneckiego, Maciej Bykowski posłał piłkę w lewy róg. Było 0:1 i jak się okazało, była to jedyna bramka spotkania. Chwilę po tym golu, pierwszy celny strzał na bramkę Marka Matuszka oddał Jacek Dąbrowski. W 33 min. Marek Saganowski był w idealnej sytuacji tuż przed bramkarzem gości, ale nie wykorzystał sytuacji. W 35 min. Gołaszewski strzelał obok słupka, a w 42 min. Wieszczycki w słupek. W ostatniej minucie pojedynku Bartłomiej Grzelak po indywidualnej akcji oddał trudny strzał, ale z tej akcji wyszedł zwycięsko Matuszek. Po przerwie gospodarze ostro atakowali. Na listę strzelców mógł się wpisać w 55 min. Uros Predic, który oddał piękny strzał z 20m, ale nie zdołał zaskoczyć Matuszka. W 62 min. sam na sam z bramkarzem Polonii znalazł się Grzelak i ta sytuacja była dla Matuszka najtrudniejszą w całym spotkaniu, bramkarz wybił piłkę przed siebie, dobijał Wahan Geworgian, ale piłka poszybowała tuż nad spojeniem. W 66 min. po rzucie rożnym wykonywanym przez Pawła Miąszkiewicza, w poprzeczkę strzelił Wojnecki. I jeszcze w 82 min. idealnym strzałem w okienko popisał się Łukasz Pachelski, ale i w tym przypadku świetnie poradził sobie Matuszka. Piłkarze ORLEN-u schodzili po meczu ze spuszczonymi głowami, kibice nieco wcześniej opuszczali stadion. Żałoba zapanowała na płockim stadionie. Zbyt jasno wszyscy kibice zdawali sobie sprawę z sytuacji, w jakiej znalazła się drużyna ORLEN-u. Bliżej do II ligi. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości