Wybierając się na mecz piłki nożnej w minioną sobotę, marzyło mi się zwycięstwo. Pogoni ostatnio coś nie idzie, jeszcze nie wygrała żadnego pojedynku, a ORLEN przed własną publicznością nie powinien absolutnie tracić punktów. W końcu zespół walczy o utrzymanie, ponoć jest dobrze przygotowany do rozgrywek, a piłkarze są w doskonałej formie. Przynajmniej tak mówił trener Wdowczyk przed rozpoczęciem rozgrywek I ligi, a my za nim wszystko napisaliśmy.Ja, tak jak większość płockich kibiców, miałam nadzieję na zwycięstwo. Tyle, że ja mogłam mieć nadzieję, a trener powinien wiedzieć, że wystawiając utytułowanego i mającego ogromne doświadczenie Grgicę Kovaca na pozycję stopera, będzie on spełniał swoją rolę. Tymczasem drugą bramkę, a także trzecią i czwartą, należy zapisać na jego konto. Takie rzeczy wytrawny trener powinien wiedzieć jeszcze przed meczem, a jeśli nie, to wkrótce po jego rozpoczęciu. A swoją drogą ciekawe jak to się dzieje. Przychodzi do Płocka do drużyny zawodnik mający na swoim koncie grę I-ligowych klubach, czasem nawet za granicą i tu okazuje się, że jest słaby, choć przepracował okres przygotowawczy. Rzecz jasna nie dotyczy to tylko tej rundy, ale tak się dzieje od lat. Podobnie jest zresztą z trenerami. W innych klubach odnoszą sukcesy, a w Płocku nie. Weźmy takiego Albina Mikulskiego, który z Polonią robi wyniki, a z ORLEN-em nie mógł. No, ale to są rozważania na inny czas. Teraz jest liga i trzeba wygrywać w meczach ligowych. Sytuacja jest bardzo trudna, zespół zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i coraz pewniejszym wydaje się, że osławiona spółdzielnia jednak działa. Radzą sobie zupełnie przyzwoicie drużyny, które do niedawna były w strefie spadkowej, z wyjątkiem Ruchu Radzionków i ORLEN-u. Po drugiej kolejce płocczanie mieli tylko jeden punkt straty do Widzewa, a dziś, znów się zrobiło 5. Początek rozgrywek był rewelacyjny, dwa zwycięstwa, ale po nich, dwie porażki. A szczególnie ta druga, kiedy to goście robili z płocczanami co chcieli. Żal było patrzeć, jak Pogoń umiejętnie przyjmuje ataki płocczan, a w odpowiedniej chwili kontratakuje. I to kontratakuje skutecznie. Ale zacznijmy od początku. Choć pierwsze minuty nie były rewelacyjne, to nic nie zapowiadało późniejszej porażki. Obydwa zespoły sprawdzały swoje umiejętności, głownie w środku pola i żadna z nich w pierwszym kwadransie nie stworzyła groźnej sytuacji. Dopiero w 16 min. spotkania Radosław Sobolewski podprowadził piłkę kilka metrów i strzelił z 25 m, niestety obok bramki. W 23 min. przed znakomitą szansą stanęli piłkarze Pogoni. Z łatwością udało im się wymanewrować obronę ORLEN-u, Ferdinand Chifon podał głową do Dariusza Gęsiora, a ten mając przed sobą tylko nieźle spisującego się Jarosława Krupskiego, posłał piłkę obok słupka. W tym miejscu trzeba dodać, że Krupski obok Sobolewskiego, był jednym z jaśniejszych punktów płockiej drużyny. Pozostali byli tłem dla Pogoni. Krupski okazał się także bohaterem w następnej akcji, która miała miejsce w 24 min. spotkania. Przed szansą na strzelenie gola stanął Brasilia. Gdyby nie Krupski, już by płocczanie przegrywali, bo gościom udało się opanować połowę ORLEN-u i robili tam to co chcieli. Losy spotkania jednak mogły się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby Sobolewski w 31 min. zamiast w poprzeczkę, strzelił głową w bramkę. Chwilę później znów Krupski wykazał się swoimi umiejętnościami, radząc sobie ze strzałem Brasilli, a Radosław Majdan z trudem obronił kolejny strzał Sobolewskiego. 41 min. mogła być tą, od której płocczanie mogli prowadzić. Najpierw na idealnej pozycji znalazł się Paweł Miąszkiewicz, który strzelił w kierunku bramki, ale piłkę wybił Majdan, wprost przed Geworgiana, który nie zdążył się przyłożyć i w rezultacie nie trafił do pustej bramki, a piłka minimalnie minęła słupek. Po upłynięciu regulaminowego czasu gry, sędzia Andrzej Należnik doliczył 3 min. I właśnie wtedy piłkę otrzymał Dariusz Gęsior, ruszył w rajd na bramkę Krupskiego, minął Kovaca, strzelił, płocki bramkarz obronił, ale wypuścił piłkę z rąk, na co czekał Gęsior, dobijając piłkę do siatki. Po przerwie mógł doprowadzić do wyrównania Marek Saganowski, ale strzelona przez niego piłka minęła bramkę. W 64 min. stało się to, czego płoccy kibice obawiali się najbardziej. Po błędzie Kovaca przechwycił piłkę Paweł Drumlak, Krupski wyszedł, by przeszkodzić rywalowi, ale ten nie miał najmniejszych problemów, by strzelić piłkę do pustej bramki. Było 0:2 i coraz mniejsze nadzieje na doprowadzenie do dobrego dla ORLEN-u rezultatu. W 72 min. miała miejsce bardzo kontrowersyjna sytuacja. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Miąszkiewicza, nagle tylko płocczanie znaleźli się na polu karnym przeciwnika, piłka spadła na głowę Jarosława Popieli, który zmienił jej kierunek i umieścił piłkę w bramce. Od razu rozpoczęły się ostre dyskusje, bo Majdan próbował przekonać sędziego, iż gol padł ze spalonego, ale sędzia, który ostatecznie otrzymał ocenę dostateczną za swój występ, wskazał na środek boiska. ORLEN zdobył gola kontaktowego i jeszcze wszystko było możliwe. Choć Pogoń prezentowała się znacznie lepiej na murawie, to przecież dopóki piłka w grze... W 88 min. serca płockich kibiców mocniej zabiły, kiedy rzut wolny z 20 m wykonywał Miąszkiewicz i w 89 min. kiedy to Popiela strzelał do pustej bramki, w której nie wiadomo skąd, zjawił się Gęsior. Szczecinian piłkę wybił i nie udało się doprowadzić do remisu. A potem była 90 min. Co prawda kibice mieli nadzieje, że będzie ona trwać tak długo, aż płocczanie doprowadzą do wyrównania, ale to goście przejęli całkowicie inicjatywę na boisku. I tak, w 90 min. znów nie było na miejscu Kovaca, za to Dariusz Dźwigała idealnie podał do wychodzącego na pozycję Grzegorza Mielcarskiego, który strzelił trzeciego gola dla swojej drużyny, a w chwilę potem, po podaniu Dymkowskiego, znów wpisał się na listę strzelców. Mielcarski był na boisku od 83 min., ale to dzięki niemu Pogoń odniosła tak spektakularne zwycięstwo i w świat mogły pójść wieści o rozgromieniu płockiego ORLEN-u. Nie trzeba chyba dodawać, że kibice nieco wcześniej opuszczali stadion, wyraźnie zdegustowani i nie wszyscy wiedzieli, że przegrana ostatecznie była tak wysoka. Piłkarze schodzili z boiska z opuszczonymi głowami. ORLEN: Krupski – Kovac, Wojnecki, Pastuszka, Sobolewski, Romuzga (46 Popiela), Dąbrowski, Maćkiewicz (46 Grzelak), Miąszkiewicz, Saganowski, Geworgian (80 Wilk). Pogoń: Majdan – Mosór, Węgrzyn (41 Bednarz), Skrzypek, Drumlak, Chifon (73 Wiechowski), Dymkowski, Dźwigała, Gęsior, Brasilia, Ława (83 Mielcarski). Bramki: Popiela 72 min (dla ORLEN-u) oraz Mielcarski 90, 90, Gęsior 45, Drumlak 64. Sędziował: Andrzej Należnik z Katowic. Widzów: ok. 7,5 tys. Żółte kartki: Romuzga (ORLEN) oraz Dźwigała, Majdan, Mosór, Brasilia. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze