Reklama

Opustoszały szkoły na Mazowszu Płockim - Wściekła grypa

05/03/2001 10:55
Takiego sformułowania użyła lekarka z przychodni niepublicznej na Zielonym w Płocku. Doskonale odzwierciedla ono te przypadki choroby, które mają miejsce w ostatnim czasie wśród dzieci. Grypa wypędziła uczniów ze szkół. W ubiegłym tygodniu, w niektórych placówkach absencja sięgała 80%!!!. Dyrektorzy jednostek oświatowych zastanawiali się nad ich zamknięciem do czasu wygaśnięcia epidemii, bo takiego chyba trzeba użyć sformułowania.Bardzo nieciekawie wyglądała sytuacja w przychodniach. Nagminna stała się odmowa zapisania dziecka do lekarza w danym dniu (ciekawe zresztą, czy zgodna z prawem). Pediatrom ręce opadały. Nie byli po prostu w stanie przyjąć takiej ilości pacjentów... Są takie szkoły w Płocku i na całym Mazowszu Płockim, gdzie bardzo wysoka absencja powinna być w zasadzie przyczynkiem do czasowego zamknięcia szkoły. Najczęściej jednak nauczyciele, oczywiści ci, którzy nie chorują, prowadzą zajęcia ograniczając się, wobec małej liczby dzieci, do powtarzania wiadomości bądź do lekcji otwartych, dyskusyjnych. Ci uczniowie, którzy pozostają w domach, nie muszą się w zasadzie obawiać o zaległości w nauce; nowe lekcje nie są po prostu wprowadzane. W Szkole Podstawowej Nr 11 w Płocku absencja w ubiegłym tygodniu sięgała 70%. Oczywiście dużo więcej nieobecnych zanotowano w młodszych klasach. - 20 lutego w III b był obecny tylko jeden chłopiec, następnego dnia z kolei w II klasie przyszło na zajęcia tylko jedno dziecko – mówi Anna Szkop, pielęgniarka szkolna w SP 11. – Właśnie w przeciągu tej godziny lekcyjnej (45 minut – przypisek autora) dzwonię już do trzeciego rodzica z prośbą o zabranie do domu dziecka z bardzo wysoką temperaturą. Najgorsze, moim zdaniem, jest to, że rodzice przysyłają do szkoły nie do końca wyleczone dzieci. Jest to bardzo niebezpieczna praktyka. Dzisiaj mam taki przypadek. Chłopiec wrócił do szkoły, bo powiedział tacie, że się bardzo stęsknił. Minęły dwie godziny i dziecko ma już 37,8 stopni gorączki. Właśnie szukam jego ojca... Moje prywatne zdanie jest takie, że najbardziej rozsądne byłoby czasowe zawieszenie zajęć w szkołach. Pozwoliłoby to znacznie szybciej ustabilizować sytuację zdrowotną w tych placówkach. „Jedenastka” jest w tej dobrej sytuacji, że ma „na chodzie” pielęgniarkę. W SP 16 w Płocku pielęgniarka także jest... tyle że chora. Grypa nie oszczędza nawet służby zdrowia. - Ta grypa jest rzeczywiście wściekła, bo nam wytrzebiła dzieci – zauważyła Lucyna Czaplińska, z-ca dyrektora w SP 16. – Niechlubną rekordzistką jest klasa I c. Zachorowali wszyscy uczniowie z tej klasy. Na dodatek łącznie z nauczycielem. W pozostałych klasach z grupy 1-3 na zajęcia przychodzi 5,6,8 osób... I jak tu mówić o właściwym procesie dydaktycznym? Troszkę lepiej jest w klasach starszych. - Staramy się zagospodarować dzieciom czas jak tylko możemy. Czasami musimy łączyć poszczególne klasy. Skróciliśmy lekcje i przerwy. Jeśli chodzi o nauczycieli, to w chwili obecnej 4 osoby są chore, choć następni zaczynają pokazywać pierwsze oznaki grypy. Nie wiadomo, czy grypa zna mapę Płocka. Struktura zachorowań jest bowiem pozbawiona jakiejkolwiek logiki. W tak zwanej starszej części Płocka uchowała się bowiem SP Nr 17. – Brakuje nam po 5,6 osób w klasach. Zajęcia odbywają się normalnie – stwierdziła Hanna Gmurczyk, zastępca dyrektora. Grypa oszczędziła także „dwudziestkę trójkę” na Podolszycach. – Od kilku dni liczymy liczbę zachorowań – rozmawiamy z Haliną Dudek, kierownikiem administracyjno – gospodarczym. – Na dzień 20 lutego 70% dzieci było zdrowych, 30% nieobecnych w szkole. Następnego dnia ilość dzieci zdrowych nieco zmalała – do 67%. Nie miały takiego szczęścia dzieci z płockiej „dwunastki”. – Choruje 50% dzieci – stwierdził krótko dyrektor Jerzy Żuchewicz. – Zmuszeni byliśmy do odwołania wielkiej uroczystości, którą przygotowaliśmy z okazji setnej rocznicy urodzin naszej patronki Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Zachorowali nie tylko uczestnicy przedstawienia, ale nawet ewentualni dublerzy. Przedstawienie przełożyliśmy na marzec. W szkole nie zapomniano jednak o wielkiej patronce. Delegacja z SP Nr 12 była 22 lutego na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie i złożyła kwiaty na grobie twórczyni Mazowsza. W wielu szkołach oczekiwano na oficjalną decyzję władz miasta. - Decyzja o zawieszeniu zajęć w szkołach należy wyłącznie do dyrektorów szkół – odpowiedział na wątpliwości wiceprezydent Płocka Zygmunt Buraczyński. – My zajmujemy się problemem wówczas, jeśli otrzymamy zawiadomienie od Sanepidu o epidemii. Tymczasem Sanepid określa sytuację jako wyższy stan zachorowalności. Więcej zachorowań na grypę zaobserwowano nie tylko w Płocku, ale także w sąsiednich powiatach. Takie są wyniki analiz z ostatnich dwóch tygodni. Liczba osób zgłaszających się do lekarzy z objawami grypy oraz powikłaniami i zakażeniami grypopochodnymi wzrosła kilkakrotnie. Największy procent wśród pacjentów stanowiły dzieci i młodzież. - Miniony tydzień był pod tym względem tragiczny. W poszczególnych klasach obecność była poniżej pięćdziesięciu procent. Zdarzały się i takie przypadki, że na zajęcia lekcyjne przychodziło troje, czworo uczniów - powiedział Waldemar Latoszek, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 w Gostyninie. Równie niska frekwencja była w pozostałych gostynińskich placówkach. – Dobrze, jeśli na lekcjach było powyżej dziesięciu osób. U wielu uczniów występowały powikłania pogrypowe, takie jak zapalenie migdałków, zapalenia ucha, wymagające dłuższego leczenia i oczywiście pobytu w domu. Nieciekawie sytuacja przedstawiała się w domach dziecka. W placówce mieszczącej się w Bratoszewie z trzydziestu czterech wychowanków, na grypę zachorowało dwudziestu trzech. Podobnie sytuacja wyglądała w placówce przy ulicy Ozdowej w Gostyninie. Tu również liczba zachorowań była na podobnym poziomie - powiedziała Danuta Gruszczyńska, pielęgniarka szkolna w Gimnazjum nr 2 w Gostyninie. Więcej szans na uniknięcie infekcji lub jej lżejszy przebieg mieli ci, którzy skorzystali ze szczepionki przeciwko grypie. Jak nas poinformowano w NZOZ Szkol - Med, najczęściej podawana była ona osobom dorosłym. Dzieci i młodzież szkolna, być może ze względu na koszty, niezbyt często decydowały się na przyjęcie szczepionki. Wyraźne nasilenie liczby zachorowań zaczęto odnotowywać około 16 lutego. Wcześniej nie było żadnych zgłoszeń z grypą lub jej powikłaniami infekcji grypopodobnych. - Od 12 do 15 lutego mieliśmy blisko trzysta zgłoszeń, jeśli chodzi o dzieci i ponad pięćdziesiąt zgłoszeń dotyczących osób dorosłych - powiedziała Jadwiga Bielińska, z terenowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Gostyninie. Przykładowy wynik zgłoszeń wpływających do stacji z jednego dnia (obejmujący pięć placówek) to najczęściej kilkaset zgłoszeń do lekarza. W ubiegły poniedziałek (19 lutego) lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, w placówkach funkcjonujących na terenie Gostynina, przyjęli pięćdziesiąt siedem osób dorosłych i ponad sto czterdzieści dzieci z zakażeniami grypopodobnymi. Kolejny dzień, to wynik utrzymujący się na podobnym poziomie. - W porównaniu do analogicznego okresu z ubiegłego roku, obecnie liczba zachorowań jest znacznie wyższa. Na szczęście dotychczas nie było konieczności kierowania do szpitala. Nie było również poważnych powikłań pogrypowych - powiedziała Jadwiga Bielińska. Niewiele lepiej, jeśli chodzi o liczbę zachorowań, sytuacja przedstawia się na terenie Sierpca. Tu wśród zgłaszających się do lekarzy pierwszego kontaktu, trzy czwarte stanowią pacjenci z infekcjami grypopodobnymi. Jak poinformowała nas Ludmiła Nawrocka, pielęgniarka przełożona w NZOZ Profil - Med, wzrost zachorowań jest widoczny od ubiegłego poniedziałku. - Dziś (21 lutego) przyjęliśmy około siedemdziesięciu osób dorosłych i ponad sto dzieci. Najczęściej zgłaszają się do nas osoby z wysoką temperaturą, bólami mięśni, stawów, kości, katarem, kaszlem. Typowymi objawami wskazującymi na infekcję dróg oddechowych. Poprzednie dni były równie pracowite dla lekarzy. W poniedziałek zgłosiło się sto sześćdziesiąt sześć osób. Dzień później sto czterdzieści dwie. Taki stan utrzymywał się do końca ubiegłego tygodnia. Grypa zdziesiątkowała uczniów sierpeckich szkół podstawowych. Sytuacje, gdy w klasie było trzech uczniów, nie należały do rzadkości. Wielokrotnie dyrektorzy szkół zastanawiali się nad koniecznością zawieszenia zajęć. Wobec tak niskiej frekwencji nauczyciele musieli zrezygnować z zapowiedzianych wcześniej klasówek i prowadzenia zajęć lekcyjnych obejmujących nowe partie materiału. Najczęściej zatem kończyło się na powtórkach, przypomnieniach lub tak zwanych luźnych zajęciach. Bardzo mała liczba uczniów w klasach powodowała, że decyzja o tym jak będą wyglądały zajęcia danego dnia, była podejmowana tuż przed rozpoczęciem zajęć. Opustoszały szkoły, jednocześnie zapełniły się przychodnie. Niektóre przeżywają prawdziwe oblężenie. Lekarze nie dają rady przyjąć wszystkich pacjentów. Dochodzi do przypadków nie przyjmowania zapisów na dany dzień. Przykładowo w przychodni Med-Jar w Połocku w ubiegły poniedziałek przyjmowano tylko zapisanych na ten dzień oraz z gorączką powyżej 39 stopni. Inni odchodzili z kwitkiem, chyba że byli tak bardzo zdesperowani, że nie wychodzili z gabinetu i prowadząca przychodnię nie miała sumienia im odmówić. W przychodni rejonowej nr 1 na ulicy Reja w Płocku normalnie przyjmuje się około 60 dzieci dziennie. W ubiegłym tygodniu liczba ta uległa podwojeniu. Dwoje lekarzy przyjmowało praktycznie na okrągło: od 7.00 do 18.00. Niestety, nie udało nam się bezpośrednio porozmawiać z kierownikiem przychodni, bo doktor Siedlecka straciła chwilowo głos... w wyniku choroby. Stan zwiększonego zapotrzebowania na leki zaobserwowano w aptekach. Na szczęście nie ma kłopotów z brakiem medykamentów. - Dobra współpraca z hurtowniami sprawia, że żadnych leków nam nie brakuje – rozmawiamy z Bogdanem Chojnackim, współwłaścicielem apteki na Zielonym Jarze. – Oceniam, że obecnie mamy około 20% odwiedzających aptekę więcej niż zwykle. Grypa dotarła do nas z całym impetem. Ze wszystkimi konsekwencjami. Jak zapobiegać chorobie? Dużo witaminy C i leków osłonowych. To nie wszystko. Jakby na przekór swoim interesom powiem, że najważniejsze są domowe sposoby: sok malinowy, cebula itp. A najważniejsze to porządnie się ubierać. Pozostaje mieć nadzieję, że w chwili ukazania się tego tekstu sytuacja zdrowotna w szkołach uległa już znacznej poprawie i udało się wrócić do zajęć lekcyjnych prowadzonych w normalnym trybie. Teresa Radwańska Tomasz Szatkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości