Pierwszą książkę Franciszka zilustrowała w wieku 17 lat, kiedy rozpoczęła studia na warszawskiej ASP. Zanim razem ze Stefanem wyjechali do Francji, była już autorką ilustracji do ponad 50. Muzeum Mazowieckie zaprasza na wystawę „Franciszka Themerson – szkic do portretu”, na którą składają się rzadko eksponowane obrazy, rysunki, projekty scenografii wszechstronnej artystki.
Ekspozycja „Franciszka Themerson – szkic do portretu”, otwarta w ramach organizowanej przez Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki XV edycji Festiwalu Themersonów, to nie pierwsze spotkanie z twórczością Stefana i Franciszki w Muzeum Mazowieckim. W 2021 roku w oddziale przy Kolegialnej 6 powstała Galeria Themersonów, w której możemy oglądać m.in. oryginalny obraz Franciszki, rysunki, fotogramy, fotografie, fragmenty filmów i przedmioty osobiste należące do obojga artystów (m.in. Stefana maszynę do pisania). W ubiegłym roku w lipcu odbył się Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych, również inspirowany dziełem Themersonów.
- Franciszka i Stefan zwykle funkcjonują jako duet, zespół. Tak też są prezentowani w naszej galerii. Dzisiaj skupiamy się na autonomicznej twórczości Franciszki. Szkic do portretu jest nadzieją na to, że uda się zorganizować pełną wystawę monograficzną wyjątkowej artystki. Nie jest łatwo, bo zbiory, zwłaszcza malarskie, są rozproszone, często w rękach prywatnych – podkreślała podczas otwarcia wystawy kuratorka Agnieszka Kaniewska-Płocieniak.
Reklama
Dzięki współpracy z Muzeum Sztuki w Łodzi i Biblioteką Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, które spośród polskich placówek posiadają najwięcej prac Franciszki, w Płocku możemy zobaczyć jej rysunki i ilustracje. Ekspozycji towarzyszą też dwa krótkie filmy.
Franciszka Themerson urodziła się 28 czerwca 1907 roku. Niewiele osób wie, że jej mama, pianistka Łucja Kaufman, przez wiele lat mieszkała w Płocku.
- Na Grodzkiej mieszkał Stefan Themerson, a po drugiej stronie mama Franciszki, z rodzicami i dwójką rodzeństwa. Potem przeprowadzili się do Warszawy, gdzie urodziła się Franciszka. Obydwoje, Stefan i Franciszka mieli bardzo silne płockie koneksje. Mówili mi, że spotkali się na przyjęciu rodzinnym. Ja sądzę, że w Płocku – opowiadała w Muzeum Mazowieckim popularyzatorka twórczości Themersonów, Małgorzata Sady.
Reklama
Ojciec Franciszki, Jakub Weinles był malarzem. To on uczył córkę rysunku. Z lekcji fortepianu aż tak zadowolona nie była. Chodziła do szkoły muzycznej, ale wybrała studia na akademii. Studiowała malarstwo i grafikę pod kierunkiem Tadeusza Pruszkowskiego i Władysława Skoczylasa. Była wybitną studentką, autorką najlepszego dyplomu. Pruszkowski zabierał swoich uczniów na plenery do Kazimierza. Razem malowali i rysowali, a nawet nakręcili film „Szczęśliwy wisielec, czyli Kalifornia w Polsce”, w który zaangażowany był też Aleksander Ford. Film zaginął, ale dla Franciszka wspominała, że było to dla niej bardzo istotne wydarzenie. Wówczas uświadomiła sobie, że film można zrobić nawet poza branżą filmową.
W 1930 roku Franciszka i Stefan nakręcili swój pierwszy film eksperymentalny „Apteka”. Rok później – pobrali się. W ramach Spółdzielni Autorów Filmowych wydawali trójjęzyczne czasopismo f.a., poświęcone filmowi artystycznemu. W latach 1930-37 zrobili razem aż pięć filmów.
- Franciszka była też znaną ilustratorką. Przed wyjazdem z Polski zilustrowała 54 książki, z tego 8 napisał Stefan. Ilustrowała Brzechwę, Tuwima, całą klasykę. Wykonywała rysunki niekonwencjonalne jak na tamte czasy – podkreślała Małgorzata Sady.
Reklama
W 1937 roku wyjechali do Francji, odprowadzani na dworzec przez Czesława Miłosza. Zamieszkali w Paryżu. Franciszka rysowała i malowała. Po wybuchu wojny przydzielono ją do Ministerstwa Informacji i Dokumentacji Rządu RP na Uchodźstwie, gdzie była kartografem, ale też prawdopodobnie podrabiała dokumenty dla uciekinierów z okupowanych przez Niemców terenów.
- Bardzo chciała wrócić do Polski, ale Stefan ją powstrzymał i być może dzięki temu przeżyła. Martwiła się o rodzinę w getcie. Wysyłała im paczki żywnościowe, dzięki którym mogli jakoś funkcjonować. Przed wyjazdem zostawiła swoje obrazy u rodziców na Królewskiej. Ten dom we wrześniu 1939 roku spłonął. Obrazy jej i ojca zostały zniszczone. Cała rodzina Franciszki zginęła w getcie. Uratowała się tylko siostrzenica, Jasia Reichardt.
Reklama
Po wkroczeniu Niemców do Francji w 1940 roku Franciszka wraz z emigracyjnymi władzami RP ewakuowała się do Londynu. Stefan pozostał we Francji. Długo nie mieli ze sobą kontaktu. Franciszka tworzyła rysunki dla Stefana, które nazywała niewysłanymi listami. Kiedy Stefan zaczął pisać swoją pierwszą powieść „Wykład profesora Mmaa”, do Londynu przychodziły rękopisy, które ona ilustrowała.
W 1942 roku udało się ściągnąć Stefana do Anglii. Tam zrealizowali wspólnie dwa ostatnie filmy: antywojenny „Calling Mr. Smith” („Wzywamy Pana Smitha”) oraz „Oko i ucho”, inspirowane pieśniami Karola Szymanowskiego „Słopiewnie” ze słowami Juliana Tuwima.
Po przyjeździe Stefana do Londynu Franciszka zrezygnowała z pracy, bo małżeństwo nie mogło pracować w jednej instytucji. On dostał pracę w biurze filmowym ministerstwa. Artystka współpracowała z różnymi wydawnictwami zagranicznymi. Zamieszkali w bardzo pięknej części miasta, nazywanej małą Wenecją. W Londynie wyszły dwie ilustrowane przez Franciszkę książki Stefana, m.in. „Pędrek Wyrzutek”. W 1945 roku dostała zamówienie na ilustracje do „Alicji w Krainie Czarów”, ale wydawca z jakiegoś powodu zrezygnował. Wersja z ilustracjami Franciszki ukazała się dopiero w 2000 roku w wydawnictwie amerykańskim, potem w Polsce.
W 1948 roku Themersonowie założyli wydawnictwo Gaberbocchus Press.
- To była w latach 50., 60. i 70. najważniejsza niezależna oficyna działająca w Wielkiej Brytanii. Książki powstawały na papierze czerpanym, w nakładzie koło 400 egzemplarzy. Wszystko, co tam się ukazało, wyszło spod ręki Franciszki. Była artystką, o której się mówiło, pisało, u której ilustracje zamawiały też pisma zagraniczne. W Londynie miała pierwszą wystawę indywidualną, kilkakrotnie brała udział w wystawach zbiorowych. Wykładała na uczelniach w Bath i Wimbledonie – mówiła Sady.
Bardzo ważną książką w karierze artystycznej Franciszki było pierwsze tłumaczenie „Ubu Króla” Alfreda Jarry’ego. Zamówiono u niej ilustracje, które spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem. Później – scenografię do inscenizacji londyńskiej w 1952 roku i słynnej realizacji Michaela Meschke w sztokholmskim Marionetteatern. Spektakl wystawiono w 1964 roku, z muzyką Krzysztofa Pendereckiego. Franciszka otrzymała złoty medal na Triennale Scenografii Teatralnej w Nowym Sadzie (1966). Artystka narysowała także komiks.
W latach 60. dostała stypendium francuskiej fundacji i zaczęła eksperymentować z reliefami. Na papierze powstawały abstrakcyjne rysunki z cyklu „Kaligramy”. Pierwsza wystawa Franciszki w Polsce odbyła się w 1964 roku w warszawskiej Zachęcie i była to jedyna ekspozycja zorganizowana za życia artystki. W 1976 roku miała pokaz indywidualny w Whitechapel Gallery. W dołączonym do płockiej wystawy katalogu znajdziemy fragment wykładu Franciszki Themerson „Tvelve living eyes in my Father’s Studio”, w którym wyjaśnia swój proces twórczy:
- Niektórzy nazywali mnie niekiedy malarką „intelektualną”, a wiele osób zapytywało, o co w moich obrazach chodzi. Będzie zatem o moich obrazach. Nie tyle o nich samych, ale o ich języku wizualnym. Nie wymyśliłam tego języka. Wymalowałam go. Ale malowanie może być sposobem myślenia malarza. Procesy te mają liczne podobieństwa. W obu przypadkach, malowania i myślenia, trzeba się skupić, wprowadzić w pewien stan, w którym byłoby się wolnym od innych myśli, trosk, nagłych działań, a potem dać mózgowi..., w wypadku zaś malarstwa zespołowi ciało – mózg, sygnał Start. Różni ludzie mają różne sposoby wprawiania się w taki stan. (…) Znam nawet malarza, który lubi malować, słuchając „Dziennika Pani Dale” (popularne słuchowisko radiowe). Wszystko to jest konieczne, by zająć czymś zbędną w danym momencie, wprowadzającą zamieszanie część zespołu ciało – mózg i pozwolić jego twórczej części pracować jak najswobodniej. I tak rodzi się wiersz albo obraz – a jeśli nie brzmi to jak setki innych wierszy albo nie wygląda jak setki innych obrazów, o których napisano już setki artykułów, ludzie z całą pewnością będą pytać, o co w tym wszystkim chodzi.
Po nieudanej operacji ortopedycznej, która skończyła się dla Franciszki udarem i utratą pamięci, artystka powracała do sprawności dzięki rysowaniu. Na początku rysowała 5 minut dziennie, bo na tyle miała siły. Potem coraz dłużej. Udało jej się odzyskać sprawność intelektualną.
- Ostatnie nasze spotkanie odbyło się 3 miesiące przed jej śmiercią. Oni się przenieśli z powrotem do swojego mieszkania, bo kiedy Franciszka wyszła ze szpitala, mieszkali u Jasi Reichardt, To był marzec, całe mieszkanie pachniało ulubionymi hiacyntami Franciszki. Siedziałyśmy w jej pracowni i ona mówi: „wiesz co, chciałabym namalować portret mojego ojca”. Ojciec był bardzo ważną postacią w całym jej życiu. Miała z nim pewien problem, dlatego, że jej sztuka była tak inna niż sztuka ojca. Zawsze uciekała od sentymentalizmu, nadmiernego ekspresjonizmu, starała się w swoich obrazach połączyć harmonijny świat natury i wnętrze człowieka. Chciała namalować wielki portret, ale stwierdziła, że przecież nie będzie w stanie wejść na drabinę, żeby go malować. I oddała mi ten szkic. Ona była bardzo krytyczna w stosunku do siebie. Niszczyła obrazy i rysunki, które jej się nie podobały. Wyrzucała. A Stefan wyciągał je z kosza. Nasza znajomość trwała 10 lat – opowiadała Małgorzata Sady.
Themersonowie zmarli w 1988 roku w Londynie. W czerwcu Franciszka, kilka miesięcy później Stefan.
Wystawa „Franciszka Themerson – szkic do portretu” zostanie w Muzeum Mazowieckim do 17 listopada.
Fot. mat. MMP
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze