Kilkunastoletni harcerze i młoda sanitariuszka to bohaterowie najnowszej książki dr. Grzegorza Gołębiewskiego, płockiego historyka, dotyczącej obrony Płocka przed bolszewikami w 1920 roku. Autor przedstawia losy sześciorga młodych ludzi, którzy zapisali piękną kartę w historii miasta. Są to: Antolek Gradowski, Tadeusz Jeziorowski, Józef Kaczmarski, Janina Śmieciuszewska, Jan Wichrowski, Stefan Zawidzki. Publikacja „Płockie Orlęta 1920” ukazała się w oficynie wydawniczej Książnicy Płockiej, w cyklu „Niezapomniani. Płocczanie z urodzenia i z wyboru”.
Nazwa Orlęta Płockie nawiązuje do słynnych Orląt Lwowskich, wśród których było rodzeństwo Grabskich z Płocka. Jan i Helena Grabscy, uczestnicy walk o Lwów, zostali pochowani na starym cmentarzu. Ich mogiłę zaczęto nazywać grobem „Płockich Orląt”.
Antolek
Książkę otwiera biogram Antoniego Gradowskiego. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych, w rodzinie nazywany Antolkiem, był w 1920 roku uczniem IV klasy I Gimnazjum Męskiego (dzisiaj Jagiellonka) i harcerzem Drużyny im. Szymona Mohorta. Kiedy w sierpniu do Płocka zbliżały się oddziały bolszewickie, zgłosił się na ochotnika do Straży Obywatelskiej, pomagając jako sanitariusz. Dostarczał też żołnierzom pociski. Zginął w okopach, zarąbany szablami. Jego grób znajduje się na cmentarzu przy Al. Kobylińskiego, tuż przy bramie. Widnieje na nim tablica ze zdjęciem chłopca i Krzyż Harcerski.
Matka Antolka długo nie mogła pogodzić się ze stratą. Z przekazów rodzinnych wiemy, że otwierała metalowe drzwi do grobowca, „przesiadywała wśród trumien, obok tej z ciałem syna, aż do czasu kiedy drzwi zamurowano”. Po przeprowadzce do Warszawy zabrała fragment munduru syna i ziemię z Bratniej Mogiły.
Po jej śmierci o pamięć brata zabiegała najstarsza siostra Antolka, Stanisława Fałatowa. Jej staraniem 11 listopada 1991 roku odsłonięto w Jagiellonce pamiątkową tablicę. Rok później harcerz Antolek Gradowski został patronem ulicy (dawnej Gagarina), a w 2015 roku, z inicjatywy kibiców Wisły Płock, w parku posadzono dąb „Antolek”.
Tadzio
W 1920 roku Tadeusz Jeziorowski skończył 12 lat. Uczęszczał do II Gimnazjum Męskiego w Płocku (dziś Małachowianka) i na zbiórki II Drużyny Harcerskiej im. Kościuszki. Mieczysław Olszowski, ówczesny dyrektor szkoły, napisał o nim taką opinię: „niespokojny duch, zawadiaka i kawaler, który, jak mówią, wchodził wszędzie tam, gdzie go nie posieli”. Ten zawadiaka był chyba jednak dobrym synem, skoro przed zgłoszeniem się do punktu sanitarno-amunicyjnego w Gimnazjum Żeńskim (by pomagać obrońcom Płocka) pozostawił list: „Kochani Rodzice! Z własnej woli wychodzę co chwila na ulicę. Proszę nie mieć żadnej pretensji do nikogo. Tadek”.
Komendantce Marcelinie Rościszewskiej zaimponował dobieraniem właściwej amunicji do karabinów. Nie bał się też skomentować, że Komendantka nie zna się na broni. Z barykady obok poczty, pod ostrzałem, samodzielnie zaciągnął na Plac Floriański karabin maszynowy. W 1921 roku, jako najmłodszy Kawaler Krzyża Walecznych, dostąpił zaszczytu zaproszenia przez władze miasta na uroczysty obiad. Siedział obok Marszałka, a kiedy ten wzniósł toast na cześć miasta, uprzednio informując, że też był harcerzem, Tadzio nie omieszkał zauważyć, że harcerz nie pije.
W 1921 roku w kaplicy Małachowianki wręczono Krzyże za Męstwo i Odwagę 42 obrońcom Płocka. Był wśród nich uczeń Tadeusz Jeziorowski.
Uhonorowany zaszczytnymi odznaczeniami gimnazjalista nie miał serca do łaciny ani francuskiego. Klasę drugą powtarzał, a po ukończeniu trzeciej rodzice przenieśli go do Szkoły Kadetów, najpierw w Modlinie, później we Lwowie, gdzie otrzymał maturę.
Lena Szatkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze