Rozgrywający i lider Orlen Wisły wraca do treningów drużynowych. Wszystko wskazuje na to, że 5 stycznia pojawi się na pierwszych zajęciach po przerwie świątecznej i będzie przygotowywał się rundy rewanżowej i ostatnich meczów Ligi Mistrzów. Czy od razu wróci na parkiet? Przekonamy się za kilka tygodni.
Dla hiszpańskiego zawodnika, mecz 10. kolejki Ligi Mistrzów z Zagrzebiem, był najprawdopodobniej ostatnim w tym sezonie, który obejrzał z trybun. Piłkarz wrócił do Płocka po długiej rehabilitacji w połowie listopada i pod okiem płockich specjalistów przygotowywał się do rozgrywek. Od razu po meczu z Zagrzebiem wrócił do Hiszpanii, gdzie musi jeszcze przejść testy medyczne.
Przypomnijmy, że Niko doznał kontuzji podczas ostatniego meczu poprzedniego sezonu, spotkania o tytuł mistrza Polski z Łomża Vive Kielce. Po badaniach lekarskich okazało się, że zerwał więzadła krzyżowe prawego kolana, tego samego co w 2015 roku.
– Zakończył się najtrudniejszy etap mojej rehabilitacji. Teraz czekają mnie testy lekarskie. Jeśli wszystko będzie dobrze, to zaraz na początku stycznia wracam do Płocka i zaczynam treningi z drużyną – zapewnia.
Podczas pobytu w Płocku trenował indywidualnie, na siłowni i trochę z piłką. – Pamiętam mój powrót do grania w 2015 roku po takiej samej kontuzji, tego samego kolana. Wtedy nie potrzebowałem dużo czasu, by wrócić do pełnej formy, ale wtedy byłem bardzo młody. Teraz muszę liczyć się z tym, że będzie trochę trudniej. Ale bardzo potrzebuję kontaktu z piłką. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe, bo wiele osób, drużyna, kibice na mnie czekają, bym znowu zagrał. Nie chciałbym ich zawieść. To będzie duży stres, ale mam nadzieję, że szybko będzie perfect – mówił zawodnik.
I dodał, że w procesie leczenia kontuzji, bardzo dużą rolę odgrywała medytacja. – Mogę być w pełni zdrowy, ale ważne jest też, żeby cały proces przepracować w głowie – twierdzi Mindegia.
Niko ma ważny kontrakt w Orlen Wisła do 30 czerwca 2024 roku. Oczywiście chce, na parkiecie, wypełnić umowę z klubem. Co będzie dalej? Na razie nie wie. – Żyję dniem dzisiejszym. Tak samo jak nie lubię wracać do przeszłości, nie lubię też myśleć, co będzie dalej. Najważniejsze jest tu i teraz. A mamy teraz, a właściwie od lutego, do rozegrania kilka bardzo ważnych meczów. Dawno nie byliśmy tak blisko mistrzostwa jak teraz. Pierwszą rundę skończyliśmy na pierwszym miejscu w tabeli. Teraz Kielce będą musiały nas gonić – twierdzi.
Jola Marciniak
Fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze