Przed wyjazdem do Kielc nastroje w płockiej drużynie były znakomite. Wszyscy wierzyli, że to doskonały moment, by pokonać osłabionych kontuzjami rywali. Zrobić to, co nie udało się przez prawie 4,5 roku, czyli wygrać. Niestety tylko do 3. minuty spotkania płocczanie prowadzili 3:1. Potem było coraz gorzej.
Zaczęło się wspaniale – Orlen Wisła prowadziła 3:1, a Sławomir Szmal nie obronił żadnej piłki. Gdyby płocczanie grali tak dalej, komentarze po meczu byłyby zupełnie inne. Jednak pierwsze minuty zamiast zmobilizować piłkarzy, wyraźnie ich rozluźniły. Chwilę później rywale doprowadzili do remisu, a w 9 min. było już 6:4. Bramkarz gospodarzy odbijał każdą piłkę, co znacznie wpłynęło na podwyższanie wyniku.
Niemal każda akcja Vive kończyła się bramką, natomiast płocka ekipa radziła sobie bardzo mizernie. Orlen Wisła nie potrafiła skutecznie grać w obronie, nie wspomagała też bramkarzy. Goście grali długą piłką, próbowali stworzyć kolejne okazje do strzelenia gola, ale to się nie udawało, bo między słupkami stał Szmal, który jak zwykle imponował skutecznością.
Trener Manolo Cadenas próbował różnych ustawień, szukał sposobu na pokonanie zespołu gospodarzy, ale na nic się to zdało. Nawet w sytuacji gdy dwaj piłkarze Vive dostali po 2 minuty kary, Orlen Wiśle nie tylko nie udało się zmniejszyć rozmiarów porażki, pozwolili też gospodarzom na podwyższenie swojego dorobku bramkowego.
Sytuacja nie uległa zmianie również po przerwie. Najwyraźniej w szatni nie było nikogo, kto mógłby poderwać zespół do walki. Orlen Wisłę stać było tylko na zmniejszenie różnicy do trzech bramek w 35 min. Potem drużyna pozwoliła rozgrywać mecz swojemu przeciwnikowi. W efekcie w 40 min. przegrywała 14:21 i nikt nie miał wątpliwości, że znów wygra Vive.
Niespodzianki oczywiście nie było. Znakomicie bronił Szmal, który momentami miał ponad 50 proc. skuteczności, na dodatek świetnie rzucał Karol Bielecki, wspomagany przez kolegów. Zdobył 12 goli, dla porównania wszyscy płocczanie rzucili w całym spotkaniu 22.
Kolejny pojedynek na szczycie polskiej Superligi zakończył się zwycięstwem kieleckiej ekipy, która rozbiła płocki zespół. Orlen Wisła nie pokazała nic, z czego mogłaby być dumna, a niektórzy jej piłkarze mocno zawiedli. W ciągu ostatnich 53 miesięcy podopieczni Manolo Cadenasa wygrali z Barceloną, Veszprem, Flensburgiem, ale nie mogą pokonać lokalnego rywala.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze