No i mamy ciąg dalszy nagonki rozpoczętej dwa tygodnie temu na Jana Pospieszalskiego za program „Warto rozmawiać”, w którym dał szansę „kołtunerii medycznej” wypowiedzieć się na temat metod walki z pandemią. A ponieważ rządu krytykować nie można, zatem kolejna edycja programu zaplanowana na 19 kwietnia została zdjęta z anteny na 5 minut przed emisją. Podatnicy, którzy łożą na utrzymanie telewizji publicznej, muszą czuć się ukontentowani tym oryginalnym sposobem zagwarantowania im prawa do wysłuchania w debacie publicznej głosu odmiennego od oficjalnej propagandy rządowej, a taki głos zapewnia w TVP już chyba tylko Jan Pospieszalski. Ukontentowani muszą czuć się także posłowie, zarówno koalicji, jak i opozycji, którzy mimo nałożonego na nich obowiązku kontrolowania poczynań władzy, zgodnie milczą w tej sprawie, poza jedną posłanką, która ujada jak wściekły pies. Z przecieków wiadomo, że tym razem władze telewizji pozostające w służbie władz państwowych zamknęły usta „kołtunom” zamierzającym „rozmawiać” o kondycji zdrowotnej naszych dzieci więzionych w domach od kilku miesięcy z powodu pandemii. A więc nie warto rozmawiać o zdrowiu i przyszłości naszych pociech?
Okazuje się, że nie warto, bo takie rozmowy żadnego pożytku nie przynoszą, a mogą zaszkodzić. Głoszenie poglądów niezgodnych z aktualną polityką rządu, który w zgodzie z tendencjami globalistycznymi musi obronić pewien „aktualny, ogólnoświatowy pomysł na pandemię”, jest wielce szkodliwe, bo może ostudzić zapał szczepionkowy, który dzięki pandemii został na nowo rozbudzony (wiadomo, jakie były z tym problemy), a jego podtrzymanie nie będzie raczej trudne, rokuje nawet uzasadnione nadzieje na systematyczne dochody koncernów farmaceutycznych, które niewątpliwie nie poskąpią wdzięczności gorliwym „zaganiaczom”. Nawyk, że potrzebna będzie „pierwsza dawka”, „druga dawka”, a potem „dawka przypominająca” i kolejne „dawki” stanie się na pewno naszym chlebem powszednim, bez którego nie będziemy mogli żyć. A jeśli każda „dawka”, jak się zapowiada, będzie skrupulatnie odnotowywana w „paszporcie immunologicznym”, a my przyjmiemy go z wdzięcznością, to o sprawach rozstrzygniętych rozmawiać nie warto.
Szkoda na to czasu, skoro sprawy idą tak gładko. Pobożny lud się szczepi, nie zważając za bardzo nawet czym. Nie mając zresztą szans na wyrobienie sobie zdania z braku rzetelnej debaty publicznej w tych sprawach, nie ma większego wyboru. Gdyby go szczepiono, za radą ekspertów rządowych, choćby końskim łajnem, też przyjąłby to z zadowoleniem, wierząc, że jest to zgodne z „najnowszym stanem wiedzy medycznej”. A to że najnowsze osiągnięcia terapii genowej podaje mu się pod pozorem szczepionek, to też chyba dobrze, skoro w telewizji mówią o tym tylko dobrze, mimo wątpliwości na przykład uczonych z Uniwersytetu Harvarda. Ale gdzie tam takim uczonym równać się z naszymi rządowymi „Sajmonami”, którzy mają optymistyczne rozwiązanie na wszystko, zgodne zawsze z wytycznymi zagranicznych „Sajmonów”. A ponieważ już dawno postawiono nie na porządne leczenie (stąd i po kilkaset ofiar dziennie, co nie wzbudza oburzenia), tylko na szczepienie, a z umów ze światem trzeba się wywiązać, to i pan, panie Pospieszalski, musi grzecznie zamilknąć. Przecież do szczepień i tak ma nas przekonać byle aktorzyna, a nie lekarz czy profesor. Czyżby pan, panie Pospieszalski, tego nie rozumiał?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gościu - S Z A C U N
Gościu - S Z A C U N