Wojsko – podobno koszmar dla wszystkich młodych mężczyzn. Straszne już wtedy, zanim się jeszcze do niego trafi. Przerażają opowieści o „fali”, o znęcaniu się, o wiecznym „wycisku”. Wielu, żeby tylko tam nie trafić kończy... długoletnie studia, inni wynajdują w swych zdrowych ciałach najgorsze choroby, często psychiczne.Kiedy wszystko zawiedzie i „bilet” jest w ręku, duzi mężczyźni płaczą jak małe dzieci. W tym całym zamieszaniu i wśród krążących mitów znajdują się tacy, którzy idą do „piekła” na ochotnika! Norbert zaskoczył wszystkich swoją decyzją. Rodzina, koledzy nie mogli uwierzyć, że sam zgłosił się na ochotnika do wojska. Przecież nigdy o tym nie myślał, a wojsko pomimo, że skończył 19 lat, jeszcze się o niego nie dopominało. - Czym się tu chwalić? - pyta chłopak. - Niedawno skończyłem szkołę. Pracy, choć się starałem, nigdzie nie znalazłem. Nie miałem nic innego do roboty. Tak naprawdę Norberta do tej niezwykłej w dzisiejszych czasach decyzji popchnął splot okoliczności. Dwa miesiące temu przyszedł do niego brat z niewyraźna miną. - Dostałem bilet do woja - powiedział, wchodząc do pokoju Norberta. Długo o tym rozmawiali. W końcu kuzyn zapytał – Słuchaj, nie mógłbyś iść ze mną? Norbert trochę był zły na to, że Arturowi pierwszemu się „udało”. Z drugiej jednak strony pomyślał, że we dwóch może będzie łatwiej. Jako ochotnik mógł wybrać dowolną jednostkę. Wykorzystał tę szansę. Razem z Arturem mieli jechać do Szerokiego Boru jako przyszli wartownicy. Męska decyzja Matka, dowiedziała się o wszystkim, gdy Norbert miał już bilet w kieszeni. „Coś ty zrobił, kto ci kazał?” - słyszał wciąż nad głową z ust rodzicielki. Wkrótce zawtórowali jej koledzy. Kobieta opłakiwała syna, jakby go traciła na zawsze. Groziła, błagała, a Norbert wciąż powtarzał: - Ja już się zgłosiłem, jest po fakcie. To już nie był jej mały synek, miała przed sobą dorosłego człowieka. - To była pierwsza w moim życiu poważna decyzja - zwierza się chłopak. -Szkoda było mi rodziców. Bałem się tego, co w najbliższej przyszłości mnie spotka. Miałem więc o czym myśleć podczas sześciogodzinnej drogi do Jednostki Wojskowej w Szerokim Borze. Wiedziałem, że w kość muszę dostać. Zawsze tak jest, bez względu na to, czy jest to szkoła, czy wojsko, czy życie. Pomyślałem, że jadąc z ciotecznym bratem, odsłużę ten rok i będę miał święty spokój. We dwóch zawsze lepiej znosić kaprysy kaprali... „Kawaleria powietrzna” to mrzonka ... Norbert z Arturem oglądali każdy odcinek „Kawalerii Powietrznej”. - Baliśmy się, że w naszej jednostce spotka nas to samo. Tymczasem mile się rozczarowałem. Chociaż wcale nie jest tak lekko- mówią młodzi żołnierze. Młodzi mężczyźni najbardziej obawiali się poniżania przez przełożonych. Tylko raz mieli okazję, uczestniczyć w takiej sytuacji. Nie chodziło jednak o nich. - Jeden z kolegów w plutonie wygląda niepozornie. Jest niski i bardzo szczupły. Sprawia wrażenie nieporadnego. Kapral od samego początku uwziął się na niego. Raz przyuważył go na korytarzu... Zaczął wyzywać i zmuszał do bezsensownych czynności. Zauważyli to chłopcy. Po chwili cały pluton znalazł się na korytarzu, patrząc znacząco na kaprala. Ten momentalnie mu odpuścił. Teraz odzywa się inaczej do nas wszystkich. Od tej pory nie ma bezsensownego poniżania. Co nie oznacza wcale, że młody żołnierz za niesubordynację nie czyści żyletką sedesów przez całą noc, a rano nie zmrużywszy oka, o szóstej biegnie na poranną zaprawę. W końcu jednak to jest wojsko, a nie przedszkole. - „Fali” jako takiej nie ma, a może miałem szczęście trafić do dobrej jednostki? - zastanawia się Norbert.- Nawet jednak jeśli by była i tak nie można o tym nikomu zameldować. To nie honor się skarżyć. Podobnie zresztą jak w przypadku kradzieży w koszarach. W wojsku trzeba zaakceptować kilka „nie pisanych” praw i przyjąć je do siebie. „Jeśli więc ktoś ci coś ukradnie, nie melduj kapralowi, ty komuś też ukradnij”. - Jedynie w taki sposób mogłem „odzyskać” moje wkładki do butów. Cieszę się, że nie zginęło mi nic więcej - śmieje się młody żołnierz. Chłopakowi ciężko było przyzwyczaić się do nowych realiów życia. - Najgorsze jest poranne wstawanie. Zawsze lubiłem długo pospać, a 6.00 rano jest dla mnie porą zabójczą. Potem mam 10 minut na ubranie się i przygotowanie łóżka do inspekcji, a siebie do „zaprawy”. Biegamy ze śpiewem na ustach po kilka kilometrów dziennie. Chociaż ostatnio zabronili nam biegać, bo jest zbyt ślisko. Norbert w wojsku stara się nie wyróżniać w żadnej dziedzinie. -Na początku dobrze strzelałem. Kapral mnie chwalił, a mój pluton patrzył na mnie „bykiem”. Szybko zrozumiałem, że najlepiej być przeciętnym. Wtedy nikt do niczego się nie przyczepia - opowiada Norbert, który zrozumiał także, że nie jest sam w wojsku, że razem wszyscy tworzą całość. Kapral zebrał cały pluton na placu budowy. Wybrał największego osiłka i kazał mu przenosić bele drewna. Chłopak męczył się i błagalnie spoglądał na kolegów. Nie wiedzieli, co mają zrobić. W końcu grupowo przyszli mu z pomocą. - Razem możecie więcej. O to właśnie chodziło - usłyszeli z ust kaprala. Przyjedź mamo na przysięgę Młody wojak z całego dotychczasowego pobytu najgorzej wspomina naukę kroku defiladowego. - Stałem w pierwszym rzędzie, a wiadomo, że jak ktoś z pierwszych pomyli krok, za nimi gubi się cała reszta. W końcu jednak i marsz przestał stanowić dla Norberta przeszkodę. 3 marca w Pliszu miała odbyć się przysięga wszystkich jednostek, położonych w pobliżu tej miejscowości. Przyjechali rodzice i przyjaciele. Byli świadkami, gdy ich synowie i koledzy przysięgali bronić ojczyzny za cenę swego życia. Wszystkich zebranych na placu łączyła rozpierająca duma. W oczach matek pojawiły się łzy, ojcowie nie mogli oderwać oczu od synów, którzy stali się prawdziwymi mężczyznami. Przysięga trwała całą wieczność - 45 minut. Później każdy żołnierz chciał jak najszybciej zdać broń, zabrać przepustkę - rozkaz i wrócić do domu. - To dopiero początek mojej służby - mówi młody żołnierz Norbert. – Jednak strach,, chyba już poza mną. Bardzo cieszy się z pierwszej przepustki i nie żałuje podjętej decyzji. Okazuje się bowiem, że czasami warto zaryzykować, bo nie taki diabeł straszny... Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze