Kibice doskonale pamiętają rok 2007, gdy po decyzji ówczesnego prezydenta Mirosława Milewskiego i prezesa PKN Orlen Piotra Kownackiego, doszło do podzielenia Wisły Płock. Piłkarzy ręcznych miał wspierać naftowy kombinat, zaś piłkarze nożni mieli przejść na garnuszek budżetu miasta. Oczywiście obie dyscypliny miała czekać znacznie jaśniejsza, niż do tej pory przyszłość.
Klub został podzielony. Dla SPR Wisły Płock zaczął się wówczas całkiem niezły czas, dla piłkarzy nożnych, fatalny. Eksperymentalni prezesi zupełnie nieznający płockich realiów, brak jasnego systemu finansowania klubu, spadek do II ligi, konflikty z kibicami, to sprawiło, że Wisła Płock stanęła na skraju przepaści. Brakowało tylko jednego kroku do przodu…
Zanim jednak ten jeden krok do przodu został zrobiony, nastąpiły zmiany. Na czele klubu stanęli lokalni działacze, naprawiono stosunki z kibicami, zatrudniono trenera, który buduje zespół, są nadzieje na powrót do ekstraklasy. Kibice czują się związani z klubem, do gry w piłkę garnie się coraz więcej młodych ludzi, wychowankowie walczą skutecznie o miejsce w pierwszym zespole.
I w tym momencie, kiedy Wisła wychodzi na prostą, ma stabilną drużynę, coraz lepszą bazę, a stadion jest bezpiecznym miejscem dla całych rodzin, pojawia się propozycja, by to zniszczyć, zamknąć, a „zaoszczędzone” środki przekazać na inny cel.
Swój pomysł na zmiany w strukturze wydawanych pieniędzy zdradził były prezydent Mirosław Milewski, obecny radny Rady Miasta, który konferencją prasową z przedwyborczymi propozycjami, rozpoczął swoją kampanię wyborczą. Zaproponował, by zrezygnować z niektórych imprez kulturalnych i koniecznie zastanowić się, czy warto przekazywać środki z budżetu miasta na piłkę nożną, bo I liga, jak powiedział, nie jest najlepszym sposobem na promowanie miasta.
Na co miałyby być wydane, w ten sposób zaoszczędzone pieniądze? M. Milewski obiecuje darmową komunikację miejska, zerowy podatek od nieruchomości i jeszcze kilka innych pomysłów, o których zamierza wkrótce powiedzieć.
Na takie stwierdzenia absolutnie nie zamierza się zgodzić aktualny prezydent Andrzej Nowakowski, prezes klubu Jacek Kruszewski i szef płockich kibiców Piotr Kołodziejski. Prawdopodobnie nie zgodziliby się także kibice i sympatycy tej dyscypliny, rodzice dzieci grających lub marzących o karierze piłkarzy nożnych.
Prezydent Andrzej Nowakowski mówi twardo nie dla takich pomysłów. I przytacza zmiany, jakich udało się dokonać w ostatnich trzech latach, gdy pełni tę funkcję. – Nie po to pracowaliśmy przez ostatnie lata nad odbudowaniem zaufania do klubu, nad wypracowaniem pozycji, by pozwolić dziś to zniweczyć. Teraz klub jest organizacyjnie i sportowo przygotowany do awansu do ekstraklasy, mamy bardzo dobre relacje z kibicami, inwestujemy w infrastrukturę na stadionie. Cały czas szukamy strategicznego sponsora. Klub był doprowadzony na krawędź istnienia, nie dopuścimy by znów znalazł się w tak trudnej sytuacji.
Z pomysłami M. Milewskiego nie chciał się także zgodzić prezes Wisły Jacek Kruszewski. – Po raz pierwszy czułem się oszukany w 2007 roku, gdy klub został podzielony, ale uwierzyłem wtedy prezydentowi, że wszystko będzie dobrze, co jak wiadomo okazało się nieprawdą. Drużyna spadła do II ligi, brakowało sponsora, także gospodarza klubu. Teraz czuję się oszukany po raz drugi, kiedy słyszę propozycje o zabraniu miejskich pieniędzy, co byłoby końcem klubu. Powoli wychodzimy na prostą, odbudowujemy zaufanie, znajdujemy partnerów do działania.
W jednym rzędzie z prezydentem i prezesem stanął szef kibiców Piotr Kołodziejski. – Ktoś chce nam zabrać 67 lat tradycji. Tera są dobre czasy dla klubu, zarząd składa się z miejscowych działaczy, znakomicie układa nam się współpraca i ktoś chce nam to wszystko zabrać, ściągnąć do poziomu, na którym już byliśmy i nie chcielibyśmy tam wrócić. Zrobimy wszystko, by do tego nie dopuścić.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze