Nasz czytelnik wielokrotnie apelował w różnych miejscach o to, by odpowiednio uhonorować miejsce śmierci 79 Polaków, którzy zginęli bestialsko zamordowani przez Niemców, tuż przed wyzwoleniem Płocka w 1945 roku.
„Wyzwolenie było już bliskie” czytamy w Dziejach Płocka. „(...) Niemcy jednak nie ustawali w okrucieństwie. 19 stycznia 1945 roku w lasach brwileńskich rozstrzelano 202 więźniów, których nie zdołano wywieźć do Niemiec. W opróżnionym z dokumentów zbrodni gmachu Gestapo, przygotowywano nową potworność. W piątek 19 stycznia schodził z maszyny rotacyjnej ostatni numer hitlerowskiego dziennika Sudostpreussische Tageszeitung, którego chłopcy gazetowi nie mieli komu dostarczyć, Niemcy bowiem byli już na szlaku ucieczki. W godzinach przedpołudniowych nad miastem pojawiły się radzieckie samoloty, zrzucające bomby. Gestapo, korzystając z nadarzającej się okazji, wpędziło 79 Polaków do budynku opuszczonego przez gestapowskie rodziny przy ul. Sienkiewicza 28 i wystrzelano tam prawie wszystkich, uratowały się 4 osoby. Dom podpalono. Był to akt zbrodni ostatni.”
Przez pierwsze lata po wojnie w tym miejscu odbywały się uroczystości, podczas których składane były kwiaty w hołdzie zmarłym. – Dziś, to jest plama na honorze wszystkich mieszkańców miasta – zgłaszał nam temat czytelnik. – W kolejne rocznice tego wydarzenia, nikt tam nie składa kwiatów, nie pali zniczy. Brama do podwórza jest zamknięta, gruby łańcuch uniemożliwia dojście. Brakuje porządnej czytelnej tablicy, która przypominałaby wszystkim o tej zbrodni. Tych 79 Polaków zapłaciło najwyższą cenę za to, że byli płocczanami. Czy nic im się od nas nie należy, nawet tego, by wspominać ich pamięć?
Podczas różnych uroczystości i spotkań z władzami miasta, zawsze zgłaszał tę sprawę, jako pilną do załatwienia. Mijają kolejne lata i nic się nie zmienia. W dalszym ciągu brama jest zamknięta, nie ma dostępu do terenu, nie można zapalić zniczy, czy położyć kwiatów. – Czy nikogo w tym mieście nie interesuje pamięć 79 płocczan, którzy zginęli w przededniu wyzwolenia? – pytał.
Okazuje się, że nie jest to temat, którym nikt się nie zajmuje. Po prostu sprawa jest wyjątkowo skomplikowana. Budynek wraz z podwórzem należy do osoby prywatnej, która miała prawo zamknąć bramę. Od lat przez władze miasta prowadzona jest z właścicielami korespondencja, mająca na celu znalezienie najlepszego rozwiązania tej sprawy. Propozycje były różne, od wykupienia przynajmniej części terenu, tak by było dojście do pomnika, do przełożenia tablicy na front budynku.
Niestety, żadne z tych rozwiązań nie jest dostatecznie dobre. Z wykupieniem terenu jest problem, bo trudno będzie porozumieć się co do ceny. Właściciele budynku (z którymi nie udało nam się skontaktować), traktują ten teren komercyjnie i trudno im się dziwić. Przełożenie tablicy na front budynku też nie jest rozwiązaniem, bo to przecież podwórze stało się miejscem kaźni.
Miejsce, gdzie rozstrzelanych i spalonych zostało 79 Płocczan powinno umożliwiać oddawanie hołdu zamordowanym. Na razie jest to niemożliwe, a nam nie pozostaje nic innego, jak mieć nadzieję, że władze miasta dojdą do porozumienia z właścicielami posesji i w następną rocznicę tej tragedii, mieszkańcy będą mogli uczestniczyć w uroczystościach składania kwiatów w miejscu narodowej pamięci. Jol.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze