Reklama

Nie jestem Che Guevarą!

13/09/2007 08:40
Z Wojciechem Wojdą, liderem punk-rockowego zespołu Farben Lehre rozmawia Blanka Stanuszkiewicz
W ubiegłym roku „stuknęło” Farben Lehre 20 lat! Żaden zespół z Płocka nie przetrwał tyle czasu na ogólnopolskiej scenie alternatywnej. Podobno niedługo zmienicie się nie do poznania, a może to tylko plotki?
– Jest taki moment w funkcjonowaniu zespołu, kiedy przychodzą myśli o odpoczynku od jednego rodzaju brzmienia i jednej estetyki. Dlatego równolegle z FL zakładamy drugi projekt. Skład Farbenów pozostaje ten sam plus dwóch dodatkowych ludzi z Płocka i Częstochowy, którzy „obstawią” gitarę i instrumenty klawiszowe oraz akordeon. Do tego dochodzi nowa nazwa i pomysł na muzykę z zupełnie  innego bieguna. To wszystko, co dziś mogę powiedzieć.
Czyli jest to podobna operacja, jaką zrobił Muniek Staszczyk, zakładając Szwagierkolaskę czy Kazik z projektem Kazik na żywo. Kiedy planujesz pierwszą prezentację?
– Nie jesteśmy zespołem nastolatków podniecających się byciem na scenie. Wystąpimy, kiedy będziemy gotowi. Na jesieni tego roku wychodzi płyta Strajku, na wiosnę przyszłego – FL, a być może jesienią przyszłego roku – płyta nowego projektu.
A propos Strajku, który reaktywował się w Płocku po dłuższej nieobecności. Założył go twój brat, który od roku jest też gitarzystą FL. Popierasz ten pomysł?
– Poniekąd sam namówiłem brata, bo szkoda było kilku piosenek i rzeczy, które ten zespół zrobił, a nowe pokolenie już nie pamięta czasów pierwszej płyty, której nakład dawno się skończył. I tak na koncercie z FL w Rock 69 Strajk pojawił się w nowym składzie. Nowymi muzykami są gitarzysta i perkusista zespołu Zmaza. Powrót Strajku absolutnie nie przeszkadza FL. Mówię to tym, którzy zacierają ręce, że będzie to dla nas „gwóźdź do trumny”. Być może będziemy grywać wspólnie.
Farbeni podobno w ostatnim czasie podbijają Europę?
– Po koncertach w Niemczech i na Ukrainie po raz pierwszy pojawiliśmy się na Wyspach Brytyjskich. Graliśmy w irlandzkim pubie w Dublinie, gdzie 2/3 publiczności stanowili Polacy.
Większość ludzi śpiewała z nami piosenki. Dobrze czujemy się też za zachodnią granicą, gdzie przynajmniej raz w roku gramy z zaprzyjaźnionym niemieckim zespołem Dritte Wahl. Ta Kapela ma tam wysoką pozycję, dzięki temu nie gramy dla pustych sal.
Są miasta w Polsce, w których jeszcze nie zagraliście?
-Niestety, są miejscowości, które do tej pory traktowaliśmy po macoszemu. Dlatego jesienią na klubowej trasie postaramy się nadrobić trochę zaległości.
Czy to znaczy, że macie jakiś podział, gdzie warto grać?
– Sami ograniczamy sobie pole działania, ponieważ raz do roku organizujemy trasę Punky Reggae live. W tegorocznej edycji objechaliśmy z zaproszonymi zespołami 27 największych polskich miast. Teraz chcemy zagrać solo i to zarówno w większych aglomeracjach, jak i w mniejszych, w których dawno nie byliśmy typu: Racibórz, Ostrowiec Świętokrzyski czy Ostróda.
Do wszystkich fanów łatwiej dotrzeć z muzyką na płycie niż na koncertach choćby i stu rocznie, jak to ostatnio gracie. Podobno już macie nowy materiał?
– W tym roku mamy zaplanowaną przerwę, jeśli chodzi o nową płytę. Faktycznie materiał już jest gotowy. Musi jednak odleżeć swoje, bo chcemy jeszcze dokładnie przemyśleć sobie wszystkie nowe kompozycje. Mamy dużą swobodę w tej kwestii, bowiem wydawca tylko czeka na sygnał z naszej strony. Ponadto nie mamy już ciśnienia, żeby nagrywać płytę nie wiadomo jak szybko i jak często, tylko po to, by nie wypaść z rynku. Planujemy ją wydać 18 lutego 2008.
Czy to będzie coś, czego jeszcze w wykonaniu FL nie słyszeliśmy?
– FL nigdy nie było Che Guevarą muzyki. Zostawiamy to innym. W 2001 roku znaleźliśmy drogę, która wydaje nam się właściwą zarówno pod kątem muzycznym i tekstowym. Obok utworów krytycznie nastawionych do rzeczywistości, pojawiają się też takie bardziej pogodne i optymistyczne. Nasz kolejny album będzie stanowił pewnego rodzaju kontynuację, ale wzbogaconą o kilka nowych elementów. Pojawi się, m.in. trochę zapożyczeń z klimatów folkowych, np. hiszpańskich („Corrida”), arabskich (”Wojna, wojna, wojna”) czy rosyjskich („Russka”). Tradycyjnie pojawią się też covery, min. „Spisek”, wspomnianego wcześniej zespołu Dritte Wahl. Reszta, póki co pozostaje milczeniem.
Wcześniej zabiegaliście o to, by grać w Płocku koncerty. Podobno teraz już wam na tym nie zależy.
– Nie da się ukryć, że wcześniej bardziej angażowaliśmy się w to, żeby w Płocku coś się działo. A to wyszła kaseta płockich kapel „Petrohałas”, a to regularnie organizowaliśmy koncerty w Jagiellonce. Przychodzi jednak taka chwila, kiedy trzeba sobie zadać pytanie: „czy to wszystko jest warte tego, żeby tracić nerwy, siły i energię?”. Uważam, że walka z wiatrakami nie jest warta utraty zdrowia, stąd też FL mniej udziela się w różnych lokalnych przedsięwzięciach.
To na pewno udało się osiągnąć. Jeśli jest koncert FL, to tylko okazjonalny. Ostatni, 7 września w Rock 69 z okazji reaktywacji Strajku, przedostatni w ubiegłym roku z okazji 20-lecia FL. Dlaczego nie warto występować w Płocku?
– Koncerty, które gramy, nie mają podtekstu: „kocham moje miasto i dlatego tu gram”. Są dla płockiej publiczności, bo z jej strony nie spotkało nas jak dotąd nic negatywnego. Tutaj wszystko odbywa się na zasadzie rzucania kłód pod nogi, więc pomimo usilnych prób przy pierwszych edycjach, nie udało się zrobić w naszym mieście ani jednego koncertu na trasie Punky Reggae Live. Wszędzie napotykaliśmy na takie problemy i utrudnienia, że stwierdziliśmy, iż w Polsce jest tyle pięknych miejsc, że nie musimy grać w Płocku.
Co Płock stracił?
– 3 lata temu Punky Reggae Live zagrała w 17 miastach wraz z kapelami Akurat z Bielsko-Białej, Happysad z Warszawy i FL z Płocka. Pojawiliśmy się w rodzinnych miastach kapel, tylko nie w Płocku. Podobnie było, gdy w następnych latach dołączyły grupy Cała Góra Barwinków z Częstochowy, Koniec Świata z Katowic i Zabili mi Żółwia z Bielsko Białej. Szkoda, że zespół, który organizuje tę trasę, nie może być gospodarzem na jednym z koncertów... To nie Płock coś stracił - to my straciliśmy możliwość zagrania we własnym mieście.
Nie ma w Płocku Punky Reggae Live, ale co tydzień w wakacje są imprezy na Starówce i na plaży.
Rzadko bywam w weekendy w Płocku, ale mimo to odnotowałem fakt, że w naszym mieście dwa razy większą popularnością cieszył się koncert Dody niż Kult. W świetle mojej wiedzy aktualnie zespół Kazika Staszewskiego jest jedną z niewielu kapel, które są w stanie zapełnić (a nie jedynie zagrać) płatny koncert w Spodku, w Katowicach. Nie da się ukryć - Płock jest specyficznym i oryginalnym miastem w tym kontekście...
No cóż, o gustach się nie dyskutuje. Dziękuję za rozmowę.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości