Siedzący na trybunach i przed telewizorami kibice piłki ręcznej spodziewali się walki o każdą piłkę i każdy metr boiska, a tymczasem, po pierwszych nerwowych minutach, w 8. min Orlen Wisła zaczęła festiwal strzelecki. W 9. min było 5:0, a po kwadransie gry – 9:2. . W 19. min płocczanie powiększyli przewagę do ośmiu goli (11:3) i już było wiadomo, że raczej tego meczu nie przegrają.
I rzeczywiście. Do końca pierwszej połowy, mimo agresywnej gry gości, Orlen Wisłą utrzymywała bezpieczną przewagę, w czym mocno pomagał Mirko Alilovic w bramce. Momentami pokazywał formę z lat swojej świetności.
W 22. min Stefan Żabic mocno sfaulował Gergo Fazekasa i ujrzał czerwoną kartkę. To zamiast podciąć skrzydła drużynie, dodało jej sił i w rezultacie na przerwę schodzili „tylko” z sześcioma bramkami straty.
Do przerw Dawid Dawydzik trafił cztery razy, za to w drugiej połowie zachwycał różnorodnością rzutów i celnością. W sumie na swoim koncie miał ich aż osiem.

Wielka szkoda, że w 41. min problemy z kolanem miał Dima Żytnikow, który musiał opuścić parkiet przy pomocy kolegów. Do końca spotkania już nie wszedł na boisko, kuśtykał mając obandażowaną nogę.
To był mecz, na jaki kibice czekali od początku rozgrywek. Wysokie prowadzenie od początku, a potem utrzymywanie wyniku. Komplet punktów został w Płocku.
Fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze