Reklama

Na ulicy spotkamy prawników, adwokatów, lekarzy, ludzi z wyrokami... Kim są płoccy bezdomni?

22/06/2022 17:00

Najstarszy bezdomny ma 83 lata. To pan Romek z Bodzanowa. Najmłodszy ledwie 18. Obecnie w Płocku przebywa przeszło 60 bezdomnych osób. Na ulicach miasta, bez dachu nad głową spotkamy np. dwóch byłych adwokatów, jednego dawniej lekarza, jednego niegdyś pracownika naukowego. Życie potrafi się tak skomplikować, że ciepły dom zamienia się niespodziewanie w altanę śmietnikową albo piwnicę. 

Jak? Dużą grupę wśród płockich bezdomnych stanowią osoby, które opuszczają zakłady karne. Dostają pieniądze na powrót do domu, ale dawnego życia już nie ma. Często żona ma już innego partnera. Jeśli ktoś wraca do rodziców, ci często nie chcą już syna znać. Drzwi się zamykają albo wcale nie otwierają. Pozostaje ulica... Albo pustostan koło Wieży Ciśnień. Systematycznie mieszka tam 5-7 osób. W kręgach bezdomnych powstają takie klany, które trzymają się razem. Tak jest bezpieczniej.
Bezdomni w Płocku mają anioła stróża. To Adam Wiśniewski. Głodnych nakarmi, ubogich odzieje, potrzebujących znajdzie w altanach śmietnikowych i w pustostanach. Na początku roku, dzięki Urzędowi Miasta, otrzymał lokal przy ul. Kwiatka 9. Od wtorku do czwartku oraz w soboty przychodzą tu na posiłki osoby w potrzebie. Dziennie wydawanych jest 110 obiadów. Nie ma na nie dotacji. Powstają z tego, co ofiarują ludzie i firmy. W ostatnich dniach od anonimowego darczyńcy trafiło tutaj pół świniaka. Na święta z kolei 15 szynek, i to takich po 4,5 kg jedna, też anonimowo. W jedną z ostatnich niedziel zadzwoniła kobieta, że zostało jej jedzenie po przyjęciu weselnym. – Myśleliśmy, że przywiezie parę pojemników, a okazało się, że mieliśmy posiłek na 200 osób. Poprawin nie było, a młodzi następnego dnia jechali do Stanów Zjednoczonych – opowiada pan Adam. 
Dzięki łańcuchowi życzliwych firm i ludzi udało się też zorganizować iście królewskie święta wielkanocne dla osób potrzebujących. – Zgłosiłem się do różnych darczyńców. Początkowo nikt nie odpowiadał, a potem przyszedł Wielki Czwartek i nagle darczyńcy ruszyli z pomocą – mówi pan Adam. Jakby z nieba spadły dary -  210 porcji karkówki w sosie, sałatki domowej roboty, jajka faszerowane, ciasta. Poza śniadaniem wielkanocnym udało się wydać 380 paczek żywnościowych. Oczywiście, osoba bezdomna nie ma gdzie ugotować makaronu czy ryżu, ale konserwy zawsze są mile widziane. Dary przekazało Starostwo Płockie, Urząd Marszałkowski. Organizacja „Pomoc od Polski 2050” przekazała 120 paczek z chemią dla pań i dla panów. 

To były piękne święta, ale co potem?
Adam Wiśniewski zawsze nakarmi i zawsze pomoże, ale tylko rzeczowo. Nie ma mowy o pomocy finansowej. Pieniądze to nie jest rozwiązanie w sytuacji bezdomności. Ile można dać komuś, by stanął na nogi? I skąd na to brać? A poza tym... – Na ul. Kwiatka przychodzi 6 kobiet. Jedna pani wyszła z zakładu karnego. Nie ma gdzie wrócić. Mieszka ze swoim partnerem w piwnicy na ul. Słowackiego. Druga jest dosyć młoda. Niestety, strasznie nadużywa alkoholu. Trzy razy pomogłem jej trafić na terapię. Miesiąc, półtora jest dobrze i znów wraca do nałogu. Pozostałe panie też nadużywają alkoholu, chociaż nie tak bardzo – mówi społecznik.
Niestety, alkohol wśród bezdomnych jest częstym problemem.

Reklama

rad

Fot. www.freepik.com


Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości