Na moim podw?rku, bezbronnym wobec ludzi i zdarze?, jest wszystko: rado?? i smutek, cisza i krzyk, pi?kno i brzydota, ha?as i spok?j, szcz??cie i nieszcz??cie, m?odo?? i staro??...W istocie, na moim podw?rku, w ?rodku miasta jest wszystko, co ze sob? niesie wszechobecne ?ycie. Nad moim podw?rkiem fruwaj? go??bie, przenosz? na skrzyd?ach s?o?ce i wiatr, ludzkie spojrzenia, gubi? pi?ra, czasem brudz? ?wie?o umyte okna. Zdarza si?, ?e zmienia si? ich los i kto? niesie je w klatce z firankami, by nie p?oszy?a ich otaczaj?ca rzeczywisto?? i sytuacja, w kt?rej nieoczekiwanie si? znalaz?y. R??ne rzeczy dziej? si? na moim podw?rku. Zamiast go??bi lataj? rybitwy i skrzecz? w spos?b uprzykrzony, niezadowolone, ?e pod nimi l?d a nie woda. S? i tacy, kt?rzy nie wiadomo czemu trac? rozum i chc? zrobi? co? z?ego. Podpalaj? ?mieci, chc? wysadzi? dom w powietrze i wtedy przyje?d?a Stra? Po?arna. Ludzie lubi? sensacje i natychmiast zbiegaj? si? ze wszystkich stron. Nieszcz??cia mijaj? tak, jak i przychodz?, a po nich zostaj? na podw?rku bezpa?skie koty, kt?re jeszcze wczoraj i przedwczoraj mia?y zacisze domowe. Gdy zmar?a pani Aurelia, w?a?cicielka wspania?ego ogrodu mi?dzy ulic? Sienkiewicza a Kolegialn?, na moim podw?rku i w piwnicy pojawi?y si? koty i prze?y?y z nami kilka zim. Teraz zjawi? si? du?y bia?o-czarny kot, kt?rego „niechc?cy” wyrzuci?a jego pani, wi?c musia?o zdarzy? si? nieszcz??cie, ?eby podw?rko mog?o ?y?, bo podw?rko ?yje wtedy, gdy co? si? dzieje, w przeciwnym razie pogr??one jest w ciszy. Biednego kota potr?ci? samoch?d, pe?en „?omotu” od g?o?nej muzyki. Kot kuleje. Pok?ada si? w trawie, pod ?liwk?, gdzie ma ch??d i cie?, ale zdarza si?, ?e przep?dzi go stamt?d z?o?liwy pies s?siad?w i trzeba ucieka? wtedy, gdzie popadnie. W deszcz i w burz? kryje si? pod p?otem, w r??owych powojach, kt?re drugi raz zakwit?y, jak te? w trawie z po?yskuj?cym, samotnym mleczem (jego pojawienie si? p??nym latem wr??y srog? zim?). Lubi spa? pod samochodem, na kt?rym rozgrzana od s?o?ca beczka lub przech?odzona deszczem wydaje dziwne, „strzelaj?ce” d?wi?ki i straszy s?dziwych s?siad?w. Na moim podw?rku s? psy. Od ?witu szczekaj?, nie daj? spa?. Jedne maj? swoich pan?w, drugie – nie, przybiegaj? tu i nikn? w g??biach dzikiego ogrodu. Nie zawsze s? przyjazne. Na domiar z?ego dochodz? odg?osy z ulicy, kt?ra do?? wcze?nie si? budzi, a budz? j? najpierw synogarlice ukryte pod balkonem lub w drzewach, potem wszechobecne i dominuj?ce samochody, wreszcie szcz?k wiadra i chrz?st miot?y, odmiataj?cej w r??ne strony kurz, piasek, ?mieci. Te odg?osy przedostaj? si? na podw?rko i jaki? czas na nim pozostaj?. Do??czaj? si? poranne rozmowy tych, co od rana szukaj? r??nych rzeczy i spraw na szcz??cie, a mo?e i na nieszcz??cie, dla samych siebie. Miot?a na podw?rku wi?cej czyni ha?asu ni? porz?dku. Rano wyje?d?aj? samochody, a tych jest kilka i one, tak samo jak ludzie s? bezwzgl?dne i nieprzejednane w swych prawach istnienia i czynienia ha?asu. Do?? wcze?nie zakrada si? na podw?rko s?o?ce, a zapach powietrza, jeszcze ten z nocy, ucieka na drug? stron? Wis?y, wieczorem wraca znad ??k i las?w z Pop?acina, Soczewki, Duninowa. Wystarczy uchyli? okno albo je zamkn?? na noc, by poczu? zapach ziemi i lasu. Na moim podw?rku jest te? ogr?d czterech p?r roku. O wio?nie m?wi? bujnie rozkwitaj?ce na bia?o ?liwki – mirabelki i zmieniaj? podw?rko nie do poznania. Czas ich kwitnienia to najpi?kniejsza pora roku. Po ?liwkach kwitnie najpi?kniej na ?wiecie stara, krzywa, na wp?? spr?chnia?a i robaczywa jab?o?, szara reneta. Gdy jej owoce przeniesie si? do piwnicy, to przez kilka dni zapach jab?ek unosi si? we wszystkich korytarzach. Wilgotne mury wch?aniaj? zapach i o jab?kach wszyscy zapominaj?. Do piwnicy wchodz? koty, szczeg?lnie zim?. Kryj? si? przed dzie?mi, kt?re lubi? z przerostu uczu?, nie zawsze dobrych, dokucza? im. Na podw?rku ludzie r??nie sobie dokuczaj?, a wszystko wynika z poczucia wa?no?ci, posiadania i ch?ci zwr?cenia na siebie uwagi. Nies?ychanie wa?ny remont drugiego pi?tra spowodowa?, ?e wyci?to pi?kn? ?liwk? – mirabelk? (potem „posz?a na opa?”), jedyn? rado?? najstarszej lokatorki domu, kt?ra ani na ulic?, ani na dw?r nie wychodzi. Mia?a ?liwk? pod oknem, cie?, ch??d, ziele?, zapach, rado??, kontakt z przyrod?, wi?c po co ma mie?, skoro s? wa?niejsze potrzeby. ?liwka jednak nie daje za wygran?. „Odbija”, zieleni si?, ale inne niebezpiecze?stwa na ni? czyhaj?, gdy? pojawia si? m?ody cz?owiek z kosiark? i dalej?e ci?? traw? (kazali mu), wszystko, co popadnie, nawet i ga??zki ?liwki, kt?r? „wzi??” za dziki bez. Nie zwraca na nic uwagi, robi swoje, a ha?as kosiarki jest nie do zniesienia. Wok?? nie ma ju? ciszy. To czasy ha?asu, nowego rodzaju d?wi?k?w, piszcz?cych alarm?w, otwiera? samochod?w. Czasem te ha?asy, przykre d?wi?ki dopadn? i podw?rko, osiadaj?c na nim jak statek na mieli?nie. Ha?asy wpadaj? do ogr?dka, gdzie wi?dn? ju? astry i mieczyki, a tylko strzelisty s?onecznik chwali si? i pyszni sw? urod?. Kr?ci si? wok?? s?o?ca, a z?oty kolor jego p?atk?w przenosi malarz na ?ciany mieszkania z oknami wychodz?cymi na po?udnie. W ogr?dku czterech p?r roku wyr?s? ?wierk i modrzew; na nim to lubi przysiada? ksi??yc, kt?ry po Wielkiej Sobocie z ulicy przenosi si? dalej, omijaj?c Wielki W?z i osiada na czubku modrzewia lub starej i zm?czonej jab?oni. Zielone krzewy ogr?dka maj? ju? lekki makija? jesienny. Cztery pory roku dzia?aj? tam skutecznie i malarsko. Kiedy? pod moimi oknami by?o du?o kremowych r??. Zjawia?y si? na Wandy imieniny, na 23 czerwca. Ozdabia?am nimi st??. Dzi? zosta? jeden krzak. Na s?siednim podw?rku ro?nie wielkie drzewo, ma tyle lat, co my i jeszcze wi?cej. Jest okaza?e i pi?kne. To drzewo zna nasze ?ycie. By?o ?wiadkiem narodzin, ?mierci, zwyk?ych i ?wi?tecznych zdarze?. Obok niego ros?a robaczywa grusza. S?siednie podw?rko mia?o tajemniczy ogr?d z morwami i ukryte marzenia dzieci?ce. Dzieli? je mur, ale nie ludzi, dzi? muru nie ma, ale ludzie o tym zapominaj?. Przez moje podw?rko przep?ywa rzeka ludzi, nie zawsze przyjaznych. Nied?ugo przyjd? m?odzi ludzie, b?d? pali? papierosy, budzi? ?pi?cych rozmowami, bo najlepiej rozmawia si? i omawia problemy ?wiata tego pod czyim? oknem o ?smej rano. Mo?na te? ukry? si? i „przewagarowa?” lekcje. Na moim podw?rku p?acz? dzieci Gdy zaakceptuj? nowy dzie?, wybiegn? „na dw?r, gdzie tyle si? dzieje, to nie chc? wraca? do domu, bo nie maj? tyle przestrzeni i zdarze?. Wieczorem kto? rozpali ognisko, bo akurat obchodzi urodziny. ?pi w namiocie, bo w domu nie mo?na wytrzyma? w upalny dzie?. Czasem roznosi si? zapach ciasta, s?ycha? ?agodn? muzyk?, wszystko jest tak samo i zmienia si?, tylko ksi??yc tkwi ci?gle na swoim miejscu. ?ycie p?ynie, zmieniaj? si? ludzie i krajobraz podw?rka, na kt?rym ch?opiec r?bie drzewo, by matka rozpali?a ogie? i ugotowa?a obiad; p?acze gdy matka ok?ada go pi??ciami, nie umie si? broni?; p?acze, bo nie mo?e chodzi? do ko?cio?a, matka nie ochrzci?a, zapomnia?a. Przez moje podw?rko przechodzi siostra Helena. Odwiedza chorych i starych ludzi, dla kt?rych ca?ym ?wiatem jest okno i ziele? za nim. O sz?stej rano s?ycha? hejna?, bicie dzwon?w z katedry, Fary „G?rek”. Nad drzewami unosi si? ?wiat?o reflektor?w o?wietlaj?cych p?ock? Katedr?. Na moim podw?rku jest wszystko... Wanda Go??biewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze