Płockiej policji udało się ograniczyć liczbę fałszywych alarmów bombowych. W poprzednich latach była to prawdziwa plaga. Zdarzało się, że jednego dnia policjanci musieli przeszukiwać nawet dwie szkoły. Jednak zdecydowane działania policji oraz brak pobłażania za głupie dowcipy ze strony dyrekcji szkół spowodował, że od początku tego roku funkcjonariusze z Grupy Rozpoznania Minersko – Pirotechnicznego wyjeżdżali do akcji jedynie raz. W roku ubiegłym takich przypadków było jedenaście.
Policjanci nie kryją zadowolenia, że udało się zmniejszyć liczbę fałszywych alarmów. Jest to szczególnie ważne teraz, kiedy nasz kraj może stać się celem terrorystów. Do akcji, nawet w przypadku alarmu fałszywego oprócz policjantów wyjeżdżają strażacy, pogotowie ratunkowe, energetycy, gazownicy, wodociągowcy. Koszty takich działań sięgają kilkunastu tysięcy złotych.
Po zamachach na pociągi w Hiszpanii do policjantów z płockiej grupy, jednej z największych tego typu formacji na Mazowszu, zaczęli zgłaszać się przedstawiciele różnego rodzaju placówek i obiektów użyteczności publicznej z prośbą o zapoznanie z zasadami zachowania się w przypadku znalezienia podejrzanych pakunków czy uzyskania informacji o podłożonej bombie.
- Na bieżąco współpracujemy z proboszczami płockich parafii, bankami, pocztą, hipermarketami. Jako pierwsi przeszkoleni zostali jednak nauczyciele i pedagodzy – mówi kom. Katarzyna Lorens z Sekcji Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Płocku.
Współpraca ze szkołami okazała się szczególnie owocna. W przeszłości to właśnie w placówkach oświatowych było najwięcej fałszywych alarmów. Na szczęście młodzi dowcipnisie zrozumieli, że nie są bezkarni. Za fałszywy alarm grozi kara do 30 dni aresztu, ograniczenie wolności lub grzywna oraz pokrycie kosztów akcji, czyli kilkanaście tysięcy złotych. Jeżeli w wyniku fałszywego alarmu zostanie ewakuowany szpital, gdzie będzie trzeba odłączać chorych od aparatury ratującej życie, głupi żart może skończyć się w więzieniu, gdzie sprawca może spędzić nawet do 10 lat. Taka sama kara grozi za podłożenie bomby.
Jeżeli już zauważymy w miejscu publicznym podejrzany pakunek, należy jak najszybciej powiadomić administratora obiektu, najbliższy patrol policji czy ochroniarza. To oni zajmą się ewakuacją i zabezpieczeniem miejsca do chwili przyjazdu fachowców. W przypadku ewakuacji na przykład biura, nie należy w nim zostawiać osobistych przedmiotów. Pirotechnicy wchodząc do pomieszczeń zwracają uwagę na przedmioty, które w danym miejscu wyglądają na nienaturalne i właśnie te przedmioty sprawdzają w pierwszej kolejności. Kiedy zostanie ogłoszona ewakuacja, należy spokojnie opuścić zagrożony rejon i pod żadnym pozorem nie wolno próbować z bliska przyglądać się działaniom policji i innych służb ratowniczych. W ten sposób nie będziemy im przeszkadzać, a jednocześnie sami unikniemy zagrożenia.
Płoccy pirotechnicy oprócz sprawdzania fałszywych alarmów, przeprowadzali także, akcje w których znajdowano prawdziwe ładunki wybuchowe. Na szczęście udawało się policjantom zabezpieczyć je jeszcze przed podłożeniem (jedna z bomb na zdjęciu).
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze