Maciej Kulas, pomimo że nie jest właścicielem salonu samochodów, a tym bardziej ich fabryki, posiada gigantyczną liczącą sobie blisko 1700 kolekcję pojazdów. Lwią część galerii mieści w jednym garażu, choć ostatnio narzeka, że zaczyna być tam zbyt ciasno.Co tydzień przywozi jednak kolejne egzemplarze. W łazience, adoptowanej czasami na myjnię samochodową, nowymi nabytkami Macieja Kulasa zajmuje się jego nieoceniony pomocnik - 3-letnia córka Ola. Szoruje auta szczoteczką do zębów, a później wyciera je delikatną ściereczką. Wszystko to jest jak najbardziej możliwe, wystarczy że zaznaczę iż Maciej Kulas jest kolekcjonerem „resoraków”. Zaliczany jest do ścisłej czołówki „zbieraczy mini samochodów” w Polsce. 1700 samochodów pana Macieja rozlokowanych jest w wielu niespotykanych miejscach. Spora część pochowana jest przed widokiem publicznym w regałach. Inne wyeksponowane są w dużych gablotach w domu jego rodziców. Ostatnio kolekcja powoli zaczyna przedostawać się do firmy pana Macieja. Przenosiny zapoczątkowała gablota z samochodami niemieckimi. -Gdyby jednak żona nie wpłynęła na mnie, z całą pewnością samochody zajmowałyby wszystkie regały i wolne powierzchnie w moim mieszkaniu - żartuje właściciel niecodziennych zbiorów. Wszystkie małe auta, to oczywiście wierne kopie dużych modeli. - W przypadku tego hobby przestrzegane są pewne zasady- opowiada. - Przede wszystkim określona jest międzynarodowa skala kolekcjonerska, w której zbieramy pojazdy. Samochody osobowe zmniejsza się do rozmiarów 1:43. Mają one do 10 cm długości. Zapewnia to już bardzo dobre odtworzenie detali. Ciężarówki wykonuje się w skali 1:50 lub 1:55, a kolejki na prąd 1:87H0. Trudno jednak trzymać się jednego, ponieważ sporo jest rozbieżności w tym temacie. Maciej Kulas ma więc także sporo małych popularnych Matchboxów wykonanych w skali 1: 60, czy 1:65, ale też i duże Burago lub Maisto, występujących w skali 1:18. Są to modele bardzo kolorowe, nowoczesne, metalowe, no i zagraniczne. Jednak zbieranie zaczęło się od rodzimej produkcji - plastikowego Stara z naczepą kupionego na początku lat 70-tych. za 6,50 zł. - Ojciec kupił mi go w Kiosku Ruchu na jakąś specjalną okazję. Wtedy była to dla mnie zabawka. Przez myśl mi nie przeszło, że w przyszłości stanie się modelem w kolekcji. Jest to trochę toporny, typowo polski model, zrobiony w skali 1:72 - Maciej Kulas wspomina, że jako dziecko nie zwracał zbytniej uwagi na polskie samochodziki. Były z plastiku, a więc często łamały się i urywały kółka. Tęsknił wtedy za metalowymi, trwałymi i drogimi Matchboxami. -Kiedyś mały Matchbox w Peweksie kosztował 5$. Za cztery modele (20$) można było kupić dżinsy, gdy zacząłem na poważnie zbierać samochody, miałem problem co wybrać - wspomina kolekcjoner. - A dziś ten sam Matchbox kosztuje tylko 6 złotych. Specjalista od Francuzów Kolekcjonerzy specjalizują się w zbieraniu określonych samochodów. Dotyczy to zarówno marek jak i typów. Są tacy, którzy zbierają same ambulanse, inni wolą samochody strażackie, Maciej Kulas wybrał sobie małe francuskie samochody. Posiada obecnie 130 Citroenów, 100 „Renówek”, 80 Peugotów. Nie gardzi również niemieckimi Mercedesami. Tych ma ponad 100. Przyznaje, że do tej marki ma szczególną słabość. W jego kolekcji liczy się jednak każdy z 1700 samochodów. Jeżeli bowiem nie przedstawia większej wartości, to ma za sobą historię, albo to szczególne coś, co go wyróżnia. Maciej Kulas pokazywał mi wiele resoraków, w tym także „staruszki” z lat 50-tych. - Kopie te, w o wiele mniejszym stopniu przypominają oryginalne samochody. Są mniej dokładne w wykonaniu. W latach 50-tych technika nie była tak bardzo rozwinięta. Wzorowano się na modelu matce i wyrabiano kolejne formy. Obecnie projekty miniaturek robione są za pomocą komputerowego oprogramowania. Zmniejsza się prawdziwy samochód i wymiary, jak również szczegóły są idealne. Jednak ten sam model Citroena kupiony u dwóch różnych producentów zawsze będzie się różnił. Jeden jest lepiej zrobiony, widoczne są rozbieżności w wymiarach. W kolekcji wyróżnia się bardzo charakterystyczna Warszawa „garbuska”. Maciej Kulas wykonał ją osobiście z żywicy. Posłużyła mu do tego metalowa forma zdobyta od znajomego, który w wolnej chwili stworzył ją na podstawie rysunków technicznych. W Płocku są trzy egzemplarze tego pojazdu. Pan Maciej przywiązany jest także do Mercedesa Meterlinaka, Citroena Acidyane. Po resoraki do Bangladeszu Duża grupa samochodów Macieja Kulasa pochodzi z byłego Związku Radzieckiego. - Kiedyś kupowałem je często na bazarach tzw. „bangladeszach” za symboliczne kwoty. Teraz dużo się zmieniło. Jedni nie wiedzą, co sprzedają, a inni się specjalizują. Mam znajomego z Mińska - Saszę, z którym spotykamy się co 3 miesiące w Warszawie na kolekcjonerskiej giełdzie. Przywozi on ciekawe modele ze Wschodu. Często są to drogie limitowane edycje, albo ręcznie robione egzemplarze. Jakościowo bardzo piękne rzeczy. A Sasza z samej sprzedaży miniaturek, całkiem nieźle sobie żyje. Warto zaznaczyć, że od niedawna na Wschodzie otworzył się rynek dla małych samochodów. Można tam kupić np. Moskwicza 411 i 412 z fabryki rosyjskiej i francuskiej. W tym względzie nawiązała się specyficzna współpraca. Zachodnia Europa produkowała od lat 70-tych nowe egzemplarze. A Rosjanie posiłkowali się odkupionymi starymi formami tych samych aut rosyjskich od firm Polistill, Politoys, Mebetoys. Kolekcjoner podkreśla, że rosyjskie modele są w nieco gorszym wydaniu, niemniej jednak stanowią niezłe zaplecze części zamiennych (choćby koło) do oryginalnych Polistilów. Nasz bohater oczywiście posiada tego typu rosyjskie i francuskie miniaturki. Można go spotkać na poszukiwaniach w sklepach z zabawkami w całej Polsce. Niestety, coraz rzadziej można znaleźć w nich coś, co urzeknie. Powiększać kolekcję pomagają koledzy, czasami pan Maciej wypatrzy coś dla siebie pośród zabawek ich dzieci. Bywa też na słynnej giełdzie w Kutnie. Odkrywa tam w stertach nieużytecznych gratów prawdziwe skarby. - Za Mercedesa 190 SL z 1958 roku dałem 2 złote. Samochodzik ten w idealnym stanie kosztuje na rynku 400$. Mój jest trochę „nadszarpnięty zębem czasu”, jednak myślę , że i w takim stanie wart jest ze 100$ - szacuje specjalista. Dwie szkoły czyli żadna Kolekcjonerzy dzielą się na tych, którzy swoje modele upiększają i którzy pozostawiają je bez zmian, nawet gdy samochodzik przeszedł ciężką próbę w zabawie z dzieckiem. (Nie posiada kółek i szybek). Automatycznie jednak jego wartość spada. Wszystko zależy od tego, co kto chce trzymać na półce - -zaznacza kolekcjoner. Najbardziej cenione są samochody oryginalne, w pudełkach. Dalej, liczą się nowe samochody, którym brak opakowania a te z kolei dzielą się na takie z drobnymi i większymi śladami eksploatacji. W ten sposób określa się resoraki do sprzedaży między kolekcjonerami. A gdy koniecznie chcemy naprawić urwaną kierownicę, czy koło, to oczywiście wystarczy napisać do firmy, by przysłała nam mini paczuszkę. -Bardzo się ucieszyłem z wręcz zdobytego Mercedesa 280CE Minchamp -opowiada mężczyzna. - Ze 120 złotych utargowałem do 80 złotych, bo pojazd nie miał lusterka. Był to piękny modelik i aż szkoda że z braku tej małej części tracił na swej wartości. Wysłałem pismo do dealera Mercedesa, opisując swoją kolekcję i swój problem. Za miesiąc przyszła paczka z kilkoma lusterkami. (Tak na wszelki wypadek), zadzwonili też do mnie i byli bardzo zainteresowani tym, co robię. Im mniej tym drożej Maciej Kulas ma określone kryteria według których zbiera samochody. - Po pierwsze model musi mi się podobać, po drugie zwracam uwagę na to, czy jest stary czy nowy. Oczywiście wiadomo, że im model starszy, tym jest droższy... Po trzecie patrzę, czy jest mi on potrzebny do mojego zbioru. Nie zawsze przestrzegam też sztywnych reguł, którymi rządzi się kolekcjonerski światek. W swojej pasji nie daję się zwariować. Są pewne granice i zdrowego rozsądku i zasobności portfela i wielkości mieszkania... Okazuje się, że ludzie zbierają małe samochody często z sentymentu. Są to ich zabawki z dzieciństwa albo modele samochodów, które posiadali. -Można powiedzieć, że zbieraniem resoraków zajmuję się od wczesnego dzieciństwa. Pierwszy dostałem w 1972 roku. Był to ambulans Mercedes220SE firmy Matchbox. Ciągle go mam, choć jest bardzo zniszczony. Dlatego w międzyczasie znalazłem egzemplarz w lepszym stanie. Ten pierwszy ma jednak u mnie honorowe miejsce. Uważam też, że podnosi prestiż mojej kolekcji. Początkowo samochody były dla Macieja Kulasa tylko zabawkami. Potem przyszedł czas na sklejanie modeli samolotów. Jak każdy nastoletni chłopak marzył o tym, by zostać żołnierzem. W końcu poszedł do liceum, na studia i wydawało się, że temat został całkowicie odstawiony. Któregoś dnia zajrzał jednak do szuflady, gdzie leżały stare „resoraki” i coś go ruszyło. Były to już lata 80-te i jednocześnie wielki powrót do zabawek z dzieciństwa. - Z tym, że dziś nie ma takich trudności ze zdobyciem modelu, jak to bywało dawniej. Dziś właściwie wystarczy mieć pieniądze, by zdobyć co tylko się chce- zauważa z żalem pasjonat. Popularny mały model Burago w skali 1:43 kosztuje 8 -10 zł, ale są także modele po kilkaset złotych. Od 60 do 100 złotych kosztuje porządny model z bieżącej nielimitowanej produkcji. -Z kolei mnie bardziej interesują limitowane edycje - zdradza mężczyzna. - Są one oznakowane na pudełkach, posiadają też certyfikat z numerem. Im mniej wyprodukowano, tym drożej kosztuje. W mojej kolekcji mam kilka takich. I są to oczywiście samochody francuskie. Dealerzy samochodów zazwyczaj starają się dbać o kolekcjonerów. Na bieżąco wszystkie modele wychodzące z fabryki, a także tzw. „kamienie milowe”, czyli samochody zasłużone są dostępne w Mercedesie, swoje katalogi oferuje Renault, Peugot, Opel, Volkswagen i Skoda. Czasami pojawiają się modele Fiata. Ciężko jest zdobyć np. miniaturkę Citroena, trudnodostępne są produkcje japońskie, lub koreańskie. Firmy te raczej nie przywiązują wagi do tej formy promocji. Ma już wszystko Do tej pory w ilości posiadanych modeli na prowadzenie wysunął się słynny doktor Gwiazdowski. Miał on w swoich zbiorach ponad 3500 samochodów. Szczelnie wypełniały jego mieszkanie. Dziś jednak swoją kolekcję rozdał muzeom. Z tego też tytułu płocki kolekcjoner wysunął się zdecydowanie na prowadzenie. Do swojej kolekcji niczego już nie szuka, choć zbiory będzie powiększał. W chwili obecnej Maciej Kulas oprócz prowadzenia firmy, buduje nowy dom. Jest w nim miejsce zarezerwowane na samochody. Cieszy też, że rośnie następczyni ojca - trzyletnia Ola. Obok ukochanych lalek Kasi i Sebastiana, najważniejszymi zabawkami są dla niej samochodziki. Ledwo mieszczą się na trzech półkach. W dalekiej przyszłości kolekcjoner być może zajmie się sprzedażą samochodów, na szczęście nie swoich. Maciej Kulas rozpatruje ofertę jednej z portugalskich firm, która dowiedziawszy się o jego kolekcji, złożyła mu propozycję sprzedaży na polskim rynku swoich modeli. Blanka Stanuszkiewicz fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze