Udział w teleturnieju był dla niego okazją do sprawdzenia swojej wiedzy, zdobycia nowego doświadczenia i wygrania obiecywanego przez prowadzącego Krzysztofa Ibisza miliona złotych. Udało się zdobyć część z tej kwoty, bo 9. 300 złotych. Ale to zdaniem Mariusza Kamińskiego też całkiem nieźle.Mariusz Kamiński, z wykształcenia politolog, jest dyrektorem klubu sportowego Kasztelan Sierpc. W kręgu jego zainteresowań pierwsze miejsce z racji wykształcenia, zajmuje polityka. Z racji wykonywanego zawodu – sport. Wiele czasu poświęca także zagadnieniom związanym z informatyką. Przygotowania do udziału w teleturnieju trwały bardzo krótko. Właściwie tylko tyle, ile trwała podróż z Sierpca do Wrocławia, gdzie odbywa się nagranie teleturnieju „Życiowa szansa”. – Zakres dziedzin tematycznych, które można wylosować jest tak obszerny, że nie sposób jest, nawet pobieżnie, przygotować się ze wszystkiego. Niemożliwe jest, aby grający był przygotowany na pytania z możliwych do wylosowania czterdziestu ośmiu dziedzin. Po prostu nie należy całej sytuacji traktować nazbyt poważnie. Wtedy jest bowiem olbrzymie ryzyko zafundowania sobie mimo woli niepotrzebnego, dodatkowego zdenerwowania, które może przeszkadzać podczas gry – powiedział Mariusz Kamiński. Faktyczna walka i udział w programie był poprzedzony kilkoma mniej i bardziej trudnymi eliminacjami. Pierwsze, każdy chętny do udziału w teleturnieju przechodzi na gorąco, już podczas pierwszej rozmowy telefonicznej. Tu zdaniem Mariusza Kamińskiego nie było większych problemów. Stopień trudności przygotowanych pytań nie był duży. Trochę trudniej było podczas kolejnej tury pytań. – Między innymi miałem odpowiedzieć na pytanie dotyczące tego, który z polskich autorów piszących teksty muzyczne, używał pseudonimu artystycznego Ewa Oberaj. Akurat interesuję się muzyką i nie było to dla mnie problemem. Wiedziałem, że chodzi o Grzegorza Ciechowskiego. Ale osoba, która nie zajmuje się muzyką mogłaby mieć problemy. Nie pamiętam już, na ile pytań odpowiedziałem pozytywnie. W każdym razie, po tygodniu oczekiwania dostałem informację, że zostałem zakwalifikowany do teleturnieju – powiedział Mariusz Kamiński. To jeszcze o niczym nie przesądzało. Pan Mariusz do końca nie miał pewności, czy zagra. We Wrocławiu, gdzie pojechał z żoną i teściem, czekały go kolejne eliminacje. Udało mu się jednak przejść pomyślnie przez egzaminacyjne sito. – Fakt, że mogę zagrać, będę musiał sprawdzić sam siebie, nie robił na mnie większego wrażenia. Tak było do momentu, dopóki nie padły na mnie światła. Kiedy usłyszałem, że teraz moja kolej, zacząłem analizować i sprawdzać sam siebie. Uświadomiłem sobie, że właśnie za chwilę będę zdawał egzamin przed największą, najliczniejszą komisją, jaką stanowi publiczność zgromadzona w studio. W tamtej chwili zdałem sobie sprawę, że tak trudnego egzaminu jeszcze nie zdawałem. Nie przejmowałem się kamerami, osobami zgromadzonymi przed telewizorami, tylko właśnie publicznością – powiedział Mariusz Kamiński. Początek gry oznaczał zarazem początek walki z ogromnymi emocjami i stresem, nad którym trudno było zapanować. Jednak mimo wszystko dobrze szło. Potwierdza to żona pana Mariusza – Iwona, która towarzyszyła mu podczas nagrania we Wrocławiu. – Jeszcze nigdy tak się nie denerwowałam. Chociaż mąż odpowiadał na pytania, to ja byłam równie silnie zestresowana. Pierwsze pytania nie sprawiały panu Mariuszowi większego problemu. Pechowe okazało się pytanie z anatomii dotyczące tego, jak nazywają się męskie hormony płciowe. – Już po wylosowaniu dziedziny zastanawiałem się nad zmianą. Chciałem wybrać pytanie z dziedziny związanej ze światową piłką nożną lub polityką i wydarzeniami współczesnymi. Ale po chwili uznałem, że mam nienajgorszą znajomość z tej dziedziny. Czym więc mogą mnie zaskoczyć? Okazało się, że mogą. Chodziło o androgeny. Niestety stres był tak ogromny, że nie udało mi się prawidłowo odpowiedzieć - wspomina telewizyjną grę Mariusz Kamiński. Finał to wygrana w kwocie 9. 300 złotych. Na co zostanie przeznaczona? Na razie państwo Kamińscy nie mają konkretnych planów. Być może będzie to dopłata na samochód, być może wyjazd rodzinny. rad Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze