Piłkarze ręczni Orlen Wisły znakomicie spisali się w 10. kolejce rozgrywek Ligi Mistrzów, realizując marzenie tysięcy kibiców na awans do TOP 16 z III miejsca w tabeli. Tak wysoko w fazie grupowej płocczanie jeszcze nie zaszli.
Płoccy kibice od wielu dni czekali na mecz z SG Flensburg Handewitt, najlepszą europejską drużyną poprzedniego sezonu. Osiem miesięcy temu podopieczni trenera Ljubomira Vranjesa wygrali wszystkie spotkania w Final Four, pokonali FC Barcelona 41: 39 i w najważniejszym meczu THW Kiel 30: 28, sprawiając ogromną niespodziankę nie tylko kibicom swojej drużyny. Dzięki wygranej od razu trafili do fazy grupowej tegorocznej edycji Ligi Mistrzów.
Los sprawił, że Flensburg znalazł się w najtrudniejszej grupie tej edycji – w grupie B – z Barceloną, KIF Kolding i Orlen Wisłą. Z góry wiadomo było, że Alingsas i Besiktas, dwie pozostałe ekipy z grupy B, nie powinny zagrozić i odebrać punktów żadnej z czterech ekip.
Przed rozpoczęciem rozgrywek wydawało się, że Barcelona i Flensburg będą poza zasięgiem płockiego zespołu, okazało się jednak, że to mistrz Danii sprawił największą niespodziankę, KIF Kolding zajął II miejsce w tabeli, a płocczanie o III pozycję walczyli z Niemcami.
A stawka walki była duża. W TOP 16 drużyna z I miejsca trafiła na ekipę z IV pozycji, a ta z II na zespół, który zajął w fazie grupowej III pozycję. W ten sposób zamiast na THW Kiel, Veszprem, czy Vive Tauron Kielce, można trafić na: Paris Saint Germaine, HC Vardar lub Pick Szeged.
Dla płockiego zespołu sprawa była jasna – lepiej zająć III miejsce i trafić na teoretycznie słabszego przeciwnika. Teoretycznie, bo na tym etapie rozgrywek słabych drużyn nie ma. Dla trenera Vranjesa nie było żadnej różnicy. Na konferencji prasowej oznajmił, że trzeba wygrać kolejny etap, by awansować, i nie jest najważniejsze z kim.
Trener Manolo Cadenas także nie ma preferencji co do przeciwnika w 1/8 finału Ligi Mistrzów. – Spróbujemy wygrać z każdym – powiedział krótko. A wie co mówi, bo Orlen Wisła jako jedyna pokonała w grupie B Barcelonę, pewnego kandydata do Final Four. Nie ma w Europie zbyt wielu zespołów, które mają na swoim koncie taki wyczyn. Zwycięstwem nad Katalończykami nie mogą pochwalić się kielczanie, którzy zremisowali jedynie z mistrzem Hiszpanii.
Podobnego zdania jest Ivan Nikcevic. – Gra na tym etapie rozgrywek to przywilej, ktokolwiek do nas nie przyjedzie, to będzie okazja do walki i stworzenia widowiska – zapewnił.
Swoje preferencje zdradził nam drugi trener drużyny Krzysztof Kisiel, który chciałby trafić na Pick Szeged, a w ostateczności na PSG. Michał Daszek wolałby Pick, bo jak dodał, z tą ekipą Orlen Wisła ma największe szanse na awans do dalszych rozgrywek.
Kibice bardzo chcieliby, żeby Orlen Wisła w 1/8 finału trafiła na Pick Szeged. Im również wydaje się, że to najsłabsza z trójki kandydatów na rywali płockiej drużyny w tej fazie rozgrywek, dająca szanse na dalszą grę. Znając jednak życie, prawdopodobnie trafimy na najsilniejszą ekipę, HC Vardar, zespół bardzo wzmocniony przed sezonem i grający handball, jakiego płocka ekipa nie lubi.
Oczywiście są też tacy, którzy marzą, by do Orlen Areny przyjechał zespół PSG. Płocczanie lubią grać z Francuzami, potrafią wytrącić ich z równowagi i udowodnić, że są lepsi, a na dodatek w barwach francuskiej ekipy występuje Mikkel Hansen, ulubieniec wielu sympatyków tej dyscypliny sportu. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze