„Do Kazimierza Korkucia przyszli o zmierzchu, było ciepło – wspomina 1942 rok na Wileńszczyźnie Antoni Gawryłkiewicz. – Przyszło małżeństwo Sonensonów z dziećmi, czteroletnią Sonią i ośmioletnim Ickiem. Od razu zaczęliśmy kopać bunkier przy domu. Potem go powiększyliśmy, bo lokatorów przybywało.Nigdy nie zapomnę o tym, co zrobiłeś dla mnie i mojej rodziny – napisała w liście do Antoniego profesor Yaffa Eliach z domu Sonenson, dawniej Sonia (Scheinele, Yaffa) z Wileńszczyzny.” Tak zaczyna się reportaż „Głowy na wietrze”, którego autorką jest Anna Ferens, sekretarz redakcji płockiego oddziału „Gazety Wyborczej”, w plebiscycie czytelników „GW” uznany za najlepszy w maju 2000 r. Kim są jego bohaterowie? Antoni Gawryłkiewicz, dawniej mieszkaniec Ejszyszek od 1956 r. mieszka w Płocku. Za pomoc okazywaną w Ejszyszkach, w czasie wojny Żydom odebrał w jerozolimskim Instytucie Pamięci Yad Vashem medal Sprawiedliwy wśród narodów świata. Kazimierz Korkuć, również z Wileńszczyzny mieszka obecnie koło Kamiennej Góry. W czasie wojny ukrywał rodzinę Sonensonów. Sonia Sonenson, dziś prof. Yaffa Eliach uczy teraz studentów nowojorskiego British College, że głównym celem AK było zabijanie Żydów. - Zobaczyłam przypadkowo w telewizji dramatyczną opowieść pani Sonenson o śmierci jej matki w Ejszyszkach. Później dowiedziałam się, co mówi o zagładzie Żydów. Kiedy poznałam pana Gawryłkiewicza, powiedział mi jak mieszkańcy Ejszyszek pomagali rodzinie Sonensonów. Nie komentowałam faktów, połączyłam je tylko w jednym reportażu, niech mówią same za siebie – opowiadała podczas promocji w Książnicy Płockiej Anna Ferens, dodając jednocześnie, że nigdy nie udało jej się rozmawiać z prof. Yaffa Eliach. Spotkał się z nią w Nowym Jorku współpracownik „Gazety Wyborczej”. - My tam do siebie nic złego nie mieli – mówił obecny na promocji Antoni Gawryłkiewicz, bohater reportażu, podkreślając zgodne współżycie obu narodów. W czasie okupacji natomiast, kiedy ludność Ejszyszek pomagała Żydom: – Było ciężko, bo to nie był jeden dzień i jedna noc. Jego kolega Kazimierz Kurkuć działał w polskim podziemiu. Nie tylko przechowywał Żydów, ale pomagał im, gdy przychodzili nocą błagać o pożywienie. Tymczasem w pamięci 4-letniej dziewczynki, którą była wtedy Sonia Sonenson, pozostało wspomnienie tragicznej śmierci matki i brata, o którą obwinia polskie podziemie. To bardzo niebezpieczne uogólnienie. Krzywda osobista przesłoniła bohaterce obiektywne spojrzenie na fakty. Wypada przypomnieć, że nie powinna tego robić jako historyk. Anna Ferens przytacza w swoim reportażu opinie historyków zajmujących się działaniami Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Dr Jarosław Wołkonowski mówi: „Może warto, aby Yaffa Eliach zauważyła, co oficjalne dokumenty zawierają. Na przykład w tych znalezionych w kościele Bernardynów w Wilnie, w 1995 roku czytamy: Każdy Polak i Polka obowiązani są okazać pomoc ukrywającym się, kto odmówi im pomocy, będzie karany wg prawa wojennego – za zdradę Narodu Polskiego. To słowa z obwieszczenia podpisanego 28 lutego 1943 roku przez komendanta wileńskiego okręgu AK ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka” i odnoszą się w równym stopniu zarówno do Polaków, jak i przechowywania ocalałej ludności żydowskiej. Drugi podobny dokument, też podpisany przez „Wilka”, z 12 kwietnia 1944 roku, podaje: Ludność cywilna bez różnicy narodowości, wyznania (Polak, Litwin, Białorusin, żyd, katolik, prawosławny) musi być traktowana jednakowo i sprawiedliwie.” Autorka przytacza również zeznanie Mosze Sonensona, ojca prof. Eliach. Według relacji innego świadka, Sonenson był wówczas starszym lejtnantem NKWD, w którego domu nocował owej tragicznej nocy kapitan Armii Czerwonej. To z tego powodu, dom został otoczony przez oddziały leśne, a przypadkowymi ofiarami strzelaniny stali się kobieta i dziecko. Prowadzący spotkanie Tadeusz Żółciński podkreślał, że reportaż Anny Ferens jest dokumentem czasu, w którym powstał: - Autorka stoi z boku. Zadaje tylko pytania, z których domyślamy się, co chce osiągnąć – mówił krytyk. Żółciński przypomniał zapominany często fakt, że polska była jedynym krajem w Europie, gdzie za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci, a mimo to uratowano wielu. Należy postawić pytanie, kto ponosi winę za to, że nie można było uratować całego narodu. Oskarżenia, które wysuwa Yaffa Eliach pod adresem Armii Krajowej są smutne i tragiczne. Lena Szatkowska Fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze