Pogratulować trzeba zarządowi miasta Płocka, że zatrudnia tak zdolnego fachowca, poetkę. Ewa Wawrzyńska (z wykształcenia inżynier budowlany), pracuje bowiem w Inwestycjach Miejskich, doskonale się tam sprawdza, a wiersze tworzy równie idealne jak domy z cegieł.Nie znajdziemy w nich poetyzującej metaforyki, nie ma niczego, co mogłoby służyć ozdobieniu wypowiedzi lirycznej. Obrazy poetyckie zbudowane są z wielką oszczędnością, ale za to ze słów znaczących i dokładnych: w moim mieście/ otworzono kantor/ brudnych łap/ tu wszystko/ ma wymierną cenę/ za siebie/ można kupić futro/ pokornego psa/ lub reklamę z napisem/ jestem idiotą. Podmiot liryczny dokonuje swoich obserwacji, często na płaszczyźnie moralnej, konstatując, że doświadczenia, pragnienia i cierpienia ludzi są niezależne od przepływającego czasu, jak choćby w wierszu "***(Ani i innym maltretowanym kobietom). Od awangardy przyjęła autorka zasadę poetyckiego skrótu, nie ufając symbolom i metaforyce. Bywa ironiczna i zachowująca dystans do samej siebie, czego dowodem jest wiersz rozmyślania poety – urzędnika, w którym czytamy: tylko budzik jest pewien/ że o szóstej zadzwoni/ reszta to gałąź/ która może pęknąć. Czasami pisze smutne erotyki (może). Odpytywana wielokrotnie, w jakich okolicznościach powstały jej wiersze, odpowiedziała żartobliwą anegdotę we wstępie do wydanego niedawno tomu Na odległość niepowrotu: - Któregoś popołudnia po oblanym egzaminie z mechaniki budowli, spakowałam skrzętnie swoje rzeczy i zdecydowałam nie wracać na żadne techniczne studia. Nim wsiadłam do brudnego wagonu PKP, oczywiście drugiej klasy, postanowiłam pójść z przyjaciółmi – Teresą i Józkiem, dziś Krawczykami – na ostatni politechniczny spacer. Tam, jak małpy – Teresa i ja, skakałyśmy po szynach, ustawiając się do fotografii. Józek krzyczał, ponaglał, kucał, pouczał, wyjaśniał. Bóg wie, co jeszcze wyczyniał, by zrobić nam, na tle zachodzącego słońca zdjęcie. By uchwycić ruch, wtopiony w czerwone tło rozpalonego nieba. Była to jedna z tych chwil, w których człowiek uświadamia sobie, jak ważne jest, nie tylko w fotografii, światło. Ono na zawsze wpisało mnie w poezję. Ta chwila znacząca była nie tylko dla przyszłej poetki, lecz dla jej dwójki przyjaciół. Państwo Krawczykowie są właśnie sponsorami nowego tomiku płockiej poetki. I jest to, jak sądzę, pierwszy prywatny mecenas w dziejach powojennej płockiej literatury. Dodać trzeba, że książka została starannie wydana przez Związek Literatów Polskich, Koło w Płocku, a ładnymi grafikami opatrzył ją Piotr Krawczyk. Promocja tomiku odbyła się w Domu Darmstadt, przybyło mnóstwo przyjaciół autorki. Wiersze czytała aktorka Barbara Misiun, a z Połczyna Zdroju przyjechał Bolesław Kurek, by zaśpiewać kompozycje do płockiej najnowszej poezji. /lesz/ fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze