W piątek, 8 sierpnia w prastarej płockiej katedrze zebraliśmy się, by oddać hołd przyjacielowi, koledze, znajomemu, cenionemu poecie i bibliotekarzowi. Z wykształcenia ekonomista, absolwent SGPiS-u (obecnie SGH) Krzysztof Barański od początku wybrał kulturę i pozostał jej wierny.
Płocczanin, Jagiellończyk. Pracował w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki, Bibliotece im. Zielińskich i teatrze. Dla aktora Witolda Mierzyńskiego napisał monodram „Aktor – jeden z nas” wystawiony na Małej Scenie.
Należał do grup poetyckich „Gościniec” i „Grzęda”. Po dobrze przyjętym debiucie „Wspominam rozmowy w deszczu” (WDK, 1975) długo nie decydował się na kolejne tomiki. Nagradzany w konkursach, publikował w antologiach („Płockie pejzaże”, „Słowem malowane”, „Most poezji”, „Ulica Tumska”), periodyku Płockiego Oddziału Związku Literatów Polskich „Nawias”, kwartalniku Stowarzyszenia Autorów Polskich „Znaj”, ale pierwszy pełny zbiór „Drogi do Emaus” ukazał się dopiero w 1997 roku. Kolejny - „Śpiewnik osobisty”- rok później.
Wydał także: „Różaniec”, „Ziemie święte”, „Kieliszki na kwadratowych nóżkach”, „Rozmowy z Władysławem”, „Z tamtej strony”, „Punkt odniesienia”, „Kamień rzucony w echo”, „Białe róże” i trzy zbiory opowiadań: „Amerykańskie samochody” (2008), „Na trzy”, „Preselekcja”. W styczniu 2024 roku w Mediatece promował opublikowany w oficynie wydawniczej Książnicy zbiór „Mare Internum”.
Ciepłymi słowami pożegnała Krzysztofa dyrektor Książnicy Płockiej Joanna Banasiak:
(...) przyjaciel, mąż Ani, dla niektórych po prostu Krzysiek, jak zwykł podpisywać SMS-y, które często do nas wysyłał, pamiętając o okazjach, uroczystościach, ale też bez powodu, z życzliwością życząc dobrych chwil. Na spotkania lubił przynosić białe róże, zdrabniał imiona kobiece tak, że czułyśmy się wyjątkowe. Lubił rozmawiać, zawieszał głos, by za chwilę spuentować w jedyny, właściwy dla siebie sposób, czasem złośliwie, często z nutą przekory. Swoje wiersze rozpinał między uważną obserwacją rzeczywistości a metafizyką człowieka, który widzi, wierzy, wątpi, czuje głęboko, jak głęboko czuł Krzysztof.
Reklama
Celebrujący mszę pożegnalną proboszcz katedry, ks. kan. Stefan Cegłowski przeczytał słowa ks. prof. Henryka Seweryniaka, który podkreślał, że Krzysztof był poetą płockim i chrześcijańskim:
- A to znaczy, że Jego wyobraźnię można porównać do atelier malarza, którego twórczość mieniła się – jak ta katedra – bogactwem świateł, barw i kształtów, lecz w najgłębszym wymiarze pozostawała prostolinijna i w jakimś sensie uboga. Uboga jak betlejemska stajenka i prostolinijna jak Nazaret. Uboga w tym, że nie „koloryzowała”, nie przysłaniała bogactwem środków. Prostolinijna dlatego, że niczego nie zakłamywała, nie wykrzywiała przez kompromisy z czytelnikiem. Był Krzysztof Barański chrześcijańskim poetą dlatego, że ukazywał nasz żywot w perspektywie jasno zakreślonej różnicy pomiędzy dobrem i złem, w perspektywie jasnego widzenia i słabości, i wymagań... Najpierw własnych słabości. I wymagań najpierw wobec siebie.
Reklama
Uczestniczyłam w każdym spotkaniu autorskim Krzysztofa, promocjach jego nowych wierszy, premierach tomików członków płockiego oddziału Związku Literatów Polskich., którego od 2009 roku był prezesem. Mam w bibliotece wszystkie tomiki z serdeczną dedykacją. Zawsze uprzejmy, dżentelmeński. Nawet kiedy wpadaliśmy na siebie na ulicy, nie omieszkał przekazać pozdrowień dla moich bliskich. Gdy na jednym z wieczorów z cyklu Płockim piórem w Książnicy ogłosił, że to chyba ostatnie wiersze, po chwili żartował, że poeci lubią w ten sposób kokietować czytelników. Obsypał nas wówczas nie tylko mądrym słowem. Na stolikach pachniały „Białe róże”, prosto z tytułowego zbioru.
Maciek Woźniak pisał o nim „im starszy, tym młodszy, coraz bardziej zaskakujący i fascynujący”. Marek Grala, który nie miał w zwyczaju komplementować swoich kolegów po piórze, doceniał wiersze Krzysztofa. Podobał mu się ten bez tytułu: darowany dzień/ odbija godziny jak piłki/ gonię je po zamkniętym pokoju/ błazenada/.
Płocki poeta spoczął w Szydłowcu, u podnóża Gór Świętokrzyskich. Z bazyliki katedralnej wyruszył w drogę do zabytkowej szydłowieckiej świątyni. Jak podkreślił ks. Stefan Cegłowski, obu kościołom patronuje św. Zygmunt.
Fot. Archiwum
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze