Już nie tylko piłkarzom ręcznym, ale także piłkarzom nożnym kielecka drużyna będzie się śniła po nocach. Przed piątkowym meczem wszyscy zawodnicy, kibice i sympatycy byli pewni, że zespół Marcina Kaczmarka zdobędzie komplet punktów. Chcieli pokazać kolegom z hali, że rywali można pokonać. Niestety plan się nie powiódł, a Wisła straciła punkty i spadła na XI miejsce w tabeli.
W ostatnich 20 latach zdecydowanie większe zainteresowanie wzbudzały pojedynki Kielc i Płocka w piłkę ręczną. Zawodnicy mistrza i wicemistrza Polski przyciągali na trybuny hal sportowych komplety widzów, którzy zwykle oglądali zwycięstwa zawodników ze stolicy Świętokrzyskiego.
Nieco inaczej jest z piłkarzami nożnymi. Ostatni raz obie drużyny spotkały się w rozgrywkach I ligi w kwietniu 2009 w Płocku i wówczas gospodarze wygrali 2:1. W sumie obydwa zespoły zagrały ze sobą 16 razy; 6 zwycięstw odniosła Wisła, 4 – Korona, 6 spotkań zakończyło się remisami. W barwach kieleckiej ekipy gra dwóch wychowanków Nafciarzy: Rafał Grzelak i Łukasz Sekulski, a przed sezonem zmienił barwy klubowe Kamil Sylwestrzak, który po kontuzji zasiadł na ławce rezerwowych Wisły.
Na stadionie w Płocku w meczu inauguracyjnym 7. kolejki Lotto Ekstraklasy spotkali się sąsiedzi w tabeli. Dotychczas Wisła w rozgrywkach odniosła 2 zwycięstwa, 2 remisy i 2 porażki, tak samo jak drużyna z Kielc. Stosunek bramek płocczan 8-8, kielczan 9-10.
W I połowie w roli głównej w płockim zespole był Dominik Furman, po którego stałych fragmentach gry Wisła stwarzała największe zagrożenie. W 2. min, po rzucie wolnym Furmana piłkę z trudem wybił Maciej Gostomski. W 17. min, po kolejnym ataku gospodarzy Sergiej Krivets strzelił tuż obok słupka. Wisła dominowała na polu karnym Korony, ale mimo to kolejne próby – Krivetsa w 28. min, kiedy to strzelił nad poprzeczką i w 32. min, po rożnym wykonywanym przez Furmana i strzale głową w boczną siatkę Przemysława Szymińskiego nie przyniosły gola. Szansę na zdobycie bramki miał także w 44. min, po kolejnym rożnym Kante, ale piłka poleciała obok siatki. Goście nie zaliczyli strzału w światło bramki. Najgroźniejszą sytuację stworzyli w 41. min, ale nie zdołali zagrozić bramce Seweryna Kiełpina.
Po przerwie znacznie lepiej rozpoczęli zawodnicy Korony, którzy atakowali na polu karnym Wisły, ale to gospodarze mieli niezłą sytuację w 54. min. Arkadiusz Reca wykazał się niesamowitym refleksem zabierając piłkę rywalom, ale nie potrafił wykorzystać stworzonej szansy.
W 60. min, po błędzie Cezarego Stefańczyka, znakomicie wyszedł z piłką Łukasz Sekulski. Minął wychodzącego Kiełpina i wpakował piłkę do pustej bramki.
Po kilku nieudanych akcjach płoccy kibice stracili wiarę, że Wisła może strzelić gola, tymczasem w 74. min piłka ze środka pola poszybowała do Piotra Wlazło, ten dośrodkował do Dimitara Ilieva, który potężnym strzałem umieścił piłkę w siatce, doprowadzając do wyrównania.
Gospodarze niezbyt długo cieszyli się z wyrównania. W 83. min piłka przypadkowo odbiła się od Elhadji Pape Diawa, trafiła pod nogi Radka Dejmka i wpadła do siatki. Goście ustalili wynik spotkania, wygrywając na wyjeździe po raz pierwszy w tym sezonie. Podobnie jak piłkarze ręczni Orlen Wisły, tak samo piłkarze nożni nie zdołali pokonać rywali z Kielc.
Tematem numer jeden na trybunach był brak napastnika w płockiej drużynie. Nie do końca sprawdza się w tej roli Kante, z jakiegoś powodu nie znajduje uznania w oczach trenera Emil Drozdowicz, a Mikołaj Lebedyński prezentuje swoje umiejętności w IV lidze. Na pytanie, czy jest szansa, że do drużyny w tym okienku transferowym, dołączy strzelający bramki napastnik, Marcin Kaczmarek odpowiedział: – Będziemy szukać do ostatniej chwili. Wierzę, że przed następnym meczem będziemy wzmocnieni.
Wcześniej trener podsumował grę swojego zespołu. – Nie tak wyobrażaliśmy sobie scenariusz tego meczu. Pierwsza połowa to posiadanie piłki, kilka stałych fragmentów gry. Wydawałoby się, że w drugiej połowie może być tylko lepiej. Miało być agresywniej, z większą dominacją, a my 15 minut graliśmy bardzo słabo, straciliśmy bramkę po dużym błędzie indywidualnym. Po wyrównaniu Ilieva stały fragment gry, gapiostwo, zadecydowało, że przegraliśmy ten mecz. Możemy mieć bardzo dużo pretensji do siebie. Teraz mamy dwa tygodnie, by wrócić do lepszej dyspozycji. Nie jest to komfortowa sytuacja. Musimy się zebrać, przeanalizować pewne rzeczy i powiedzieć sobie parę konkretnych słów. Ta dwutygodniowa przerwa w lidze jest nam potrzebna.
Następna kolejka rozpocznie się 9 września, Wisła o godz. 20.30 zagra z Zagłębiem w Lubinie. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze