Piszę te słowa ze świadomością, że już tylko „koniec roku” może się powtórzyć, ale innego końca wieku, nie mówiąc już o końcu Tysiąclecia, ani w moim, ani w Waszym życiu nie będzie. Jest to jakaś okazja i chociaż Polak potrafi właściwie wszystko uznać za „okazję” (np. do wypicia), być może należałoby z tej okazji napisać coś poważnego, a już na pewno byłoby dobrze, abyście przeczytali to „w postawie zasadniczej”.Już to widzę: większość Czytelników „TP”, było nie było kilka tysięcy osób, rozpoczyna lekturę pisma od „Kociego Pazurka”, poza tymi, którzy zmyleni moją wielokrotnie powtarzaną informacją, iż piszę felieton uwierzyli w to, i widząc nadtytuł „Felieton” ponad „Widziane ze Skarpy”, rozpoczynają od Jurka Ogonowskiego w przekonaniu, iż to ja nie wielbię np. Orlenu czy prezesów płockiego sportu, a nie jest to prawda, gdyż nie wielbię kogoś zupełnie innego. Ale mniejsza o nasze bajanie i merdanie, widzę te kilka tysięcy osób stojących dziś na baczność podczas lektury „TP”: odszedł rok ... wiek ... odeszło Tysiąclecie ... Żegnamy je stojąc, jak to w żałobie zachować się przystoi ... Dlaczego „w żałobie”? Ponieważ mijający czas nie był nazbyt wesoły, ale (sądząc z tego, co dzieje się dzisiaj!) to, co czeka nas w przyszłości, może okazać się takie, że minione lata będziemy wspominali z nostalgią i z żalem, że już ich nie ma. Nie uprawiam czarnowidztwa, gdyż wiem, że tuż przed Sylwestrem i Nowym Rokiem, obżarci karpiem i makowcem, jesteśmy raczej skłonni wierzyć, że „po pierwszym będzie inaczej” (a co dopiero, skoro to Pierwszy Dzień nowego Roku, Wieku i Tysiąclecia!) i jeśli roztaczam przed Waszymi oczami obraz grozy – to czynię tak, aby utworzyć odpowiednie tło dla stwierdzenia, iż skoro „i tak będzie to, co ma być” – należy cieszyć się z czego tylko można. W ciemnym pokoju o pomalowanych na czarno ścianach – nawet siwa lub bura skarpetka jaśnieje; w państwie, w którym decydująca jest zasada TKM – ugrupowanie, które zmieniło kierownictwo ze sprawdzonego wykonawcy międzynarodowej polityki ekonomicznej na sprawdzonego wykonawcę międzynarodowej polityki w ogóle – może być uznana za zbawcę! Nawet gorzej: może okazać się zbawcą, gdy w tle z jednej strony ma bałagan w postaci republikańskich jaj, a z drugiej karne szeregi maszerującego krok w krok Leszka Millera. Każda postać, przynależąca do tzw. „klasy politycznej”, jest wszak oceniana na tle innych. Rokita na tle Krzaklewskiego nie jest Witosem na tle Piłsudskiego, powiedzmy... Nawet Lech Kaczyński, który czyni w myśl zasady, że „białe jest białe – a czarne jest czarne” (za co trudno go nie doceniać) wypada o wiele lepiej na tle hasła, które w wyborach wyłącznie głosił inny Lech, Wałęsa – aczkolwiek było to hasło tożsame. Wypada nawet lepiej, jak na tle własnego brata Jarka lub b. ministra Jaskiernię, aczkolwiek ten nie głosił nic... Istnieje taka anegdota, gdy mądry rabin nakazuje wiernemu, skarżącemu się na trudne życie z cuchnącą w domu kozą – najpierw dokupić do tej kozy liniejącego kota, potem sparszywiałego psa, potem kilka starych kur, a wreszcie wyrzucić całe to tałatajstwo z domu, i co? – pyta. – Ach, rebe, jak dobrze! – wykrzykuje wierny, który jak wprzódy pozostał z cuchnącą kozą. Możliwy jest zatem taki wariant: przykrości, które szykują nam nadchodzące lata, przyjmijmy jak liniejącego kota, sparszywiałego psa lub kilka starych kur. Kto wie zresztą, czy tak się nie stanie, jeśli odrodzi się i umocni władza ugrupowania, które jest ambitne. Potem wyrzucimy „całe to tałatajstwo”, zostaniemy z naszą starą, cuchnącą kozą, powiemy „Ach, jak dobrze!” i wszystko wróci do normy, a Leszek Balcerowicz znów zostanie wicepremierem, co mu się będzie słusznie należało za zasługi, które (wspólnie z p. Sachsem i Co) wniesie do NBP. Podobnie różową przyszłość wróżę ministrowi Kaczyńskiemu, ponieważ popierając białe – przede wszystkim zwalcza czarne, a u nas zawsze musi być ktoś – jakiś nasz rodak! – do brudnej roboty. W 2001 roku, w XXI Wieku i w II Tysiącleciu (po Chrystusie) życzę Państwu wszystkiego najlepszego. Andrzej Bajkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze