Tygodnik „Polityka” kupi? sobie pierwsz? w swojej historii obszern? i eleganck? siedzib?: budynek przy ul. S?upeckiej w Warszawie. Jeszcze nie wszystko jest gotowe, powoli urz?dzaj? si? i przenosz?, niemniej pokazali cz?stk? swojej wygody i dobrobytu.W minion? niedziel? zosta?em (wraz z innymi przesz?o 200 osobami!) zaproszony na fina? redakcyjnej akcji „Zosta?cie z nami”; odby? si? ?w fina? w auli nowej siedziby. By? amb. D. Passent (jeszcze nie wr?ci? do kraju, b?dzie w Peru co najmniej p?? roku). Wiecz?r prowadzili pospo?u redaktor naczelny tygodnika p. Baczy?ski i animatorka akcji Ewa Wilk; spo?r?d znajomych widzia?em red. Pietrasika i wielu innych, jak to wok?? „Polityki” – wybitnych. Fina?, czyli 16-tu osobom m?odym naukowcom wr?czono stypendia, ufundowane przez ?wiat?ych sponsor?w, a przyznane przez jury, kt?remu przewodniczy? nowy minister nauki i przewodnicz?cy komitetu Bada? Naukowych, prof. Kleiber. Poza stypendiami (ka?de po 25 tys. z?) i laureatami, atrakcj? wieczoru by? wyk?ad prof. Aleksandra Wolszczana, wybitnego astrofizyka, kt?ry mieszka w USA, ale wydaje si?, ?e jest w trakcie powrotu do Polski. W ka?dym razie zapowiedziano, i? b?dzie wyk?ada? w Toruniu i Szczecinie. O prof. Wolszczanie s?ysza?em jak ka?dy, kto interesuje si? wielkimi Polakami. Prof. Al. Wolszczan jest odkrywc? pierwszych planet, istniej?cych poza Uk?adem S?onecznym i wielu s?dzi, ?e dzi?ki niemu doczekamy si? nowego Nobla, czego Mu szczeg?lnie ?ycz?: zosta?em zaszczycony ponad p??godzinn? rozmow? z Profesorem i fakt, ?e mogli?my rozmawia? – ja, cz?eczyna male?ki i je?li nieg?upi to nieg?upi inaczej – i On, przysz?y noblista, dobrze ?wiadczy przede wszystkim o Profesorze. Jest to bowiem cz?owiek m?odzie?czy, arcysympatyczny i zupe?nie niezarozumia?y, a Jego wyk?ad – skr?t identycznego wyk?adu, kt?ry wyg?osi? by? podczas EXPO - zdradzi? (co Mu powiedzia?em i przeciw czemu nie protestowa?!), ?e astrofizyka jest g??wnie form?, kt?r? si? pos?uguje. W gruncie rzeczy jest to bowiem wielki artysta. S?uchaj?c ilustrowanej wizerunkami dzie? sztuki opowie?ci o tym, jak cz?owiek walczy ze swoj? samotno?ci? w Kosmosie, jak czyni, co mo?e, aby odkry? inne ?wiaty i ?ycie na nich, jak szuka czego?, co by?oby odpowiednikiem Ziemi – zrozumia?em, ?e nadszed? kres sztuki, jak j? rozumiano przez wieki. Niewiele lub zgo?a nic nowego nie da si? powiedzie? dzi? o cz?owieku. Aby za? m?wi? o czym?, co jest, niesko?czone, s?owem, aby m?wi? nie o amatorskim wyobra?eniu noga, lecz o Nim Samym – musimy posi??? przedtem pewn? porcj? wiedzy. Porcj? wi?ksz? od tej, jaka by?a dost?pna tradycyjnym ludziom sztuki, artystom dnia wczorajszego, kt?rym wystarczy?a intuicja i wra?liwo??. S? te cechy potrzebne nadal, wr?cz niezb?dne – ale poza tym... W gruncie rzeczy b?dzie skazany na ma?o?? i ograniczono?? artysta, kt?ry nie b?dzie zarazem astronomem, fizykiem, znawc? genetyki czy kosmologii. S?owem nie b?dzie przygotowany intelektualnie do zmierzenia si? ze ?wiatem. Jest to proces nieodwracalny. Tak jak nie mo?na by? dzi? wielkim biznesmenem bez znajomo?ci problem?w makroekonomii i jednego – dw?ch j?zyk?w obcych, jak nie mo?na by? wybitnym architektem bez znajomo?ci historii, mechaniki, sztuki i dopiero na ko?cu zasad projektowania budynk?w – tak nie mo?na by? dzi? artyst? naiwniakiem, g?upcem, niedokszta?tkiem. Rzeczywisto?? postawi?a przed nami wielkie wyzwania i wielkie zadania. Rzeczywisto?? ?le znosi amatorszczyzn?. To proces, kt?ry b?dzie si? rozwija?. Przy czym ten, kto b?dzie wielce wykszta?cony, nie znaczy, ?e zaraz b?dzie tak?e artyst?. Tu konieczna jest wcze?niejsza interwencja Pana Boga, bo je?li komu? „Bozia nie da?a”, to nic nie pomo?e mu magisterium, doktorat, habilitacja i profesura. Ale zarazem mija – chyba bezpowrotnie – czas Nikifor?w. Malarze do p?dzla, rze?biarze do d?uta, pisarze do pi?ra – ale wszyscy razem do szko?y! S?owem smutna wiadomo?? dla Polak?w – z?otych ptak?w i tu tak?e trzeba pracowa?... Czego kolegom ?ycz?. Andrzej Bajkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze