Kobieta jest dla mężczyzn wyzwaniem, inspiracją, natchnieniem. Opiewają więc jej zalety w dziełach, uwieczniają urodę na płótnach, zatrzymują w kadrze jej nagie ciało, tworząc tym samym sztukę. Jednak dobry akt to nie tylko nagość i erotyka, to również światło i cień, to prawda o matce naturze, to czasami coś tak nieuchwytnego jak dusza.Jak zrobić dobry akt? Czy w Płocku łatwo znaleźć chętne do pozowania do aktów modelki? A także, czy akt męski może zawierać wartości estetyczne? Na te pytania odpowiedział Marek Konarski, który od lat na fotografiach uwiecznia piękno ludzkiego ciała, zachwycając nimi odbiorcę do tego stopnia, że bez wahania płaci duże pieniądze, choćby za jedno, a doskonałe ujęcie nagości. Wywiad z fotografikiem przeprowadzała Blanka Stanuszkiewicz. BS - W swojej twórczości preferuje pan głównie teatr, akt i portret. Co skłoniło pana do uwieczniania właśnie takich tematów na fotografiach? MK - Interesują mnie przede wszystkim ludzie, a wymienione tematy dają mi właśnie możliwość ich przedstawienia. Nie jest to łatwe, ponieważ każda z tych dziedzin rządzi się oddzielnymi prawami. Portret, czy akt poprzedzają długie rozmowy z modelem. Sama sesja zdjęciowa to od kilkudziesięciu do kilkuset ujęć, z których spokojnie wybieram tylko najlepsze. Z kolei, fotografia teatralna wymaga zupełnie innego warsztatu, tworzona jest w odmiennych warunkach. Trzeba dobrze poznać prawa rządzące teatrem, scenografię. Sam wiele godzin przesiedziałem w teatrze 77 w Łodzi, rozmawiałem z aktorami, ale opłacało się. Pierwszą nagrodę za zdjęcia, otrzymałem właśnie za fotografię teatralną. To mnie chyba zachęciło. BS - To jednak nie jedyne osiągnięcie w pańskim dorobku. Za akt wysłany na międzynarodową wystawę w Saragossie dostał pan wyróżnienie i od ręki sprzedał go pan za niemałą sumę pieniędzy. MK - Był to jeden z aktów mojego autorstwa, zrobionych na studiach w Łodzi. Jako młody student dostałem takie właśnie zadanie tematyczne. Zabierałem się do tego po raz pierwszy, nie wiedziałem, gdzie szukać modelki. Miałem jednak dużo szczęścia. Zagadnąłem przypadkową dziewczynę w tramwaju i... zgodziła się na pozowanie. Wyszła wtedy dosyć spora seria zdjęć, z których jedno wysłałem na wspomniany konkurs do Saragossy. Wtedy też dostałem pierwsze duże pieniądze. Był początek lat 80-tych, a ja sprzedałem ten akt Polce z pochodzenia, mieszkającej na stałe w Londynie za 250 funtów. Wybrała je spośród trzech zdjęć. Reszta przedstawiała krajobrazy BS - Czy jej wybór zadecydował o tym, że woli pan robić zdjęcia nagim kobietom, niż widokom przyrody? MK - Raczej nie. Staram się robić dobrze, to co czuję. Tym czasem zarówno akt, jak i krajobraz są bardzo trudne do sfotografowania, choć ludzie najczęściej je robią. Jednak, aby je zauważyć, muszą mieć coś w sobie. Jest np. tyle zdjęć krajobrazów, jednak tylko niektóre zwracają na siebie uwagę. Z kolei akty, istnieją, odkąd tylko powstała sztuka. Pojawiły się na ścianach grot i do tej pory są praktykowane. W XIX wieku, kiedy powstała fotografia, ludzie zaczęli fotografować nagie kobiety, mężczyzn czy mieszane grupy. Początkowo wzorowano się na malarstwie, później twórcy szukali własnych dróg... BS - Dziś najczęściej prezentowane są jednak akty kobiece autorstwa zarówno kobiet, jak i mężczyzn fotografików. Dlaczego tak niewielu fascynuje ciało męskie? MK - Wytłumaczenie jest proste. Według mnie, to kobieta w swojej naturze jest piękna. Mężczyzna w naszej kulturze należy do tej drugiej, brzydkiej płci. Zauważalne jest to już od początków historii sztuki, gdzie gloryfikuje się kobietę, a mężczyznę zazwyczaj przedstawia się na drugim planie. Tak się dzieje w rzeźbie, malarstwie. BS - Czy ma pan na swoim kącie akty męskie? MK - Oczywiście, choć robiłem ich niedużo. BS - Jaka jest różnica w pracy z pozującym modelem i modelką? MK - W zasadzie żadna. Ja podchodzę do tego w sposób czysto fotograficzny. Są to dla mnie dwie formy, bryły, które różnią się fizycznie. Pozostaje więc odpowiednie użycia tej formy. Reszta to kwestia osobista. Mężczyzna inaczej patrzy na kobietę i vice versa. Kobieta fotografik inaczej „zrobi” mężczyznę i inaczej - kobietę, choć nie zawsze będzie to można wyczuć, obserwując fotografie. BS - W takim razie, co akty mogą powiedzieć o ich twórcy? MK - Że ma duszę, albo jej nie ma. Że jest dobrym warsztatowcem, albo nie. Że potrafi wykorzystać zadany temat fotograficzny. Tworzy coś genialnego z bardzo prostej formy, albo potrafi ją zepsuć BS - Ostatnia wystawa aktów pana autorstwa w Pubie - Galerii „Pod 16” wzbudziła sporo kontrowersji. Czym pan zaskoczył płocczan? MK - Chciałem pokazać piękno kobiecego ciała w myśl maksymy Franciszka Starowiejskiego, że najlepszym ubraniem dla człowieka jest jego ciało. Moim głównym założeniem było przedstawienie na fotografii kobiety w sposób pejzażowy. Znalazły się też prace zdążające w kierunku erotyzmu. Część z nich zrobiłem tuż przed wystawą, pod kątem samego miejsca ekspozycji galerii - pubu. Zrobiłem to w sposób delikatny, by nie było przerostu formy nad treścią. Z jednej strony podobało się. Po wystawie udało mi się sprzedać cztery prace, co jest rzadkością w naszym mieście. Z drugiej strony wzbudziłem sporo kontrowersji. W gazetach pojawiły się krytyczne recenzje. Trochę się nimi przejąłem. Prezentowane na wystawie prace dałem do oceny profesjonalistów na rynku fotograficznym. m.in. pana profesora Wojneckiego, Wołyńskiego i prof. Oleksy. Wiele zdjęć zyskało ich uznanie, choć byłbym zadowolony, gdyby takie osoby powiedziały, że może dwa są dobre. BS - Dla mężczyzny robienie aktów to chyba sama przyjemność. MK - Moim zdaniem więcej tu raczej ciężkiej pracy. BS - Ale jako znany fotografik nie ma pan problemów ze znajdowaniem modelek? MK - Nie. Ale sądzę, że to nie wynika z tego, iż ktoś jest znany. Więcej zależy od zaufania do człowieka, że chociażby zdjęcia nie znajdą się w niepowołanych rękach czy gazetach. BS - W jaki sposób gratyfikuje pan swoje modelki? MK - Żadnej nie płacę. Jedyne co mogę dać, to zdjęcia, które modelce robiłem, albo według życzenia zdjęcia rodzinne czy portrety. Nie stać mnie na wynajęcie nawet nieprofesjonalnej modelki, której płaci się od 100 do 300 złotych za godzinę. Powiem tylko, że profesjonalistki życzą sobie od 1000 zł. w górę, oczywiście, również za godzinę. BS - Częściej pan szuka modelek do aktów, czy może zdarza się, że same do pana zwracają się z taką prośbą? MK - Zdarza się, że same przychodzą. Właśnie po ostatniej wystawie miałem taką sytuację. Podeszła do mnie dojrzała, piękna kobieta o rubensowskich kształtach, wprost fantastyczna do aktów, wiek około 50 lat. Umówiliśmy się na wstępną naradę. Co z tego wyjdzie, być może pokażę na następnej wystawie. BS - Zgodziła się na to? MK - Początkowo chciała tylko zrobić akt dla siebie do sypialni. Gdy zapytałem ją czy pozwoli wykorzystać je na wystawach, była bardzo zaskoczona. Ale nie powiedziała „nie”. BS - Z tej historii nasuwa się prosty wniosek, ze każda kobieta może stać się modelką uwiecznioną w akcie autorstwa Marka Konarskiego? MK - Moim marzeniem było znalezienie do aktów starszej modelki, ponieważ ciało takiej kobiety to sama doskonałość w formie. Właśnie takie modelki pozują studentom na ASP. Są dojrzałe, mają dzieci, nie są gładkie. Chciałbym z takimi pracować, bo w młodej dziewczynie nie ma nic interesującego, poza erotyzmem, jaki bucha z ciała. BS - Czy kobiety przez akty wyrażają swój ekshibicjonizm? MK – Owszem, zdarzają się takie kobiety. Bardzo chętnie pozują do zdjęć. Przed obiektywem spełniają swe marzenia. Widać to po tym, jak się poruszają, jak wykonują każde polecenie. Nie ma w nich żadnej pruderii, czy zahamowań, A są takie, które dopiero po kilku godzinach się „rozkręcają” BS - Czy pana zdaniem akty mogą mieć przesłanie? MK - Tak . Można ciało ludzkie używać do różnego rodzaju przenośni. Mapeltorf przedstawiał akt męski w ten sposób, że oglądający odbierał go jak kobiecy. Z kolei, w surrealistycznej fotografii Rafała Olbińskiego akt jest przenośnią. Kobieta to źródło nieszczęść, niepowodzeń. Łysiak choć pisze o malarstwie, można to odnieść do fotografii, pokazuje akt kobiety rodzicielki grzesznicy, prostytutki .. BS - A pana podejście do aktu? MK - Każdą Kobietę traktuje jako dzieło sztuki i tak się do tego tematu zabieram. Pokazać piękno przez formę i światło przy każdym akcie - jest dla mnie najważniejsze. BS - Dziękuje bardzo za rozmowę Marek Konarski - płocki fotografik, działający aktywnie w Płockim Towarzystwie Fotograficznym im. Al. Macieszy. Jest studentem ASP - Studium Fotografii Profesjonalnej w Poznaniu. Wykłada fotografię w Zespole Szkół Plastycznych nr 1 W Płocku. Inicjator wprowadzenie fotografii do terapii zajęciowej dla osób umysłowo chorych. Uprawia głównie fotografie czarno-białą. Koloru używa przede wszystkim w reklamie. Ulubione tematy to przede wszystkim teatr, akt, portret. Współpracuje z prasą lokalną, krajową i kilkoma polskimi teatrami. Ma na swoim kącie wiele wystaw w Polsce i za granicą. Fot. Marek Malinowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze